Straszą nas ostatnio kaczyzmem, porównują do faszyzmu. Taka moda. Może warto zatem przyjrzeć się podobieństwom i różnicom obu formacji? (Po prawdzie Moczar, bardziej niż Hitler, kojarzy mi się z Kaczyńskim, ale – co się komu kojarzy – to osobna kwestia.)

Różnice między faszyzmem a kaczyzmem są niewielkie, ale istotne. Oba odwoływały się do nacjonalizmu i do antysemityzmu, oba też były (są) groteskowe w swoim przeroście form.

Jednak za faszyzmem stał potężny i wyposzczony przemysł zbrojeniowy, a za kaczystami (a może nawet trochę przed nimi?) dosyć wpływowy Ojciec Dyrektor i kilka powiązanych kanapowych organizacji perrorystycznych.

Inny jest materiał ludzki, Hitler miał do dyspozycji, jak by na to nie spojrzeć, naród wdrożony do karności przez Pruskich władców, a Kaczyński ma stado skłóconych dworaków, kilka dywizji moherowych beretów oraz kilkadziesiąt oddziałów narodowo-kibolskich, które zajmują się głównie likwidowaniem siebie nawzajem.

Wizja IV Rzeczypospolitej w porównaniu z ideą III Rzeszy także razi mizernością. Tam naród wybrany miał zdobywać dla siebie przestrzeń przez kolejne podboje, tu naród re-sortowany przez Prezesa zajmuje się zdobywaniem kolejnych stanowisk, poprzez odbijanie ich reprezentantom poprzednich ekip. A potem co?… Okopy św. Trójcy… polszczyzna pradziadowska… polskie piekiełko, w którym każdy każdego pilnuje, by nie wyskoczył wyżej – taki swojski Panopticon? A potem jeszcze pątnicy w workach, okładający się – na wszelki wypadek – samodzielnie, dziesięcina, stosy… ?

Nie wiadomo, czy to by było dobrze, czy źle. Taki skansen w środku Europy na pewno mógłby przyciągnąć turystów, głównie z sektora turystyki pielgrzymkowej – a to duży sektor! W enklawie nie poddającej się normom demokratycznym można sporo zarabiać. Wiadomo nie od dziś, że każda odmiana satrapii jest bardziej zyskowna dla beneficjentów, choćby m.in. dlatego, że jest bardziej korupcjogenna, niż „transparentne”, półprzejrzyste, ustroje, ponadto prawo i sprawiedliwość można dostosowywać do bieżących potrzeb rządzącej hydry łatwiej, niż poprzez jakieś zgniłe kompromisy z oczekującą na ochłapy konkurencją.

13509706_872789722854707_1871987205_o

Wśród różnic także to jest ważne, że Hitler na antysemityzmie nieźle zarobił, rabując mienie Żydowskie, a Kaczyści niewiele już mogą ukraść. Poprzednie ekipy nie zostawiły im zbyt wiele pola do popisu. Zatem to, co dało pierwszy impuls do finansowego rozwoju i późniejszego triumfalnego pochodu faszyzmu nie da impulsu kaczyzmowi. Co było do rozgrabienia już rozgrabiono, albo wywieziono. Kaczyści dla zdobycia funduszy na dalszy rozwój musieliby zorganizować jakąś wyprawę łupieżczą, albo krucjatę lepiej – najlepiej do któregoś z ościennych krajów. Protestanci mają kasę, prawosławni – surowce… można by się obłowić…

Istotną kwestią pozostaje: czego rozwój proponuje nam kaczyzm? I tu jest zasadnicza różnica pomiędzy nim a faszyzmem. Bo w kaczyzmie nie o rozwój – jakikolwiek – chodzi, tylko o utrzymanie masy (tłumu, który wszystko kupuje) – w stanie zawieszenia, w iluzji, że może być, jak dawniej. A się – o utrzymanie u świeżo zdobytego, wytęsknionego żłobu. Ten sam pragmatyzm widoczny był u, odwołujących się do tradycji i ortodoksji religijnej, wahabitów tworzących Państwo Islamskie. Zatem bardziej, niż jakiejś formy faszyzmu, należałoby się obawiać przekształcenia naszej Pospolitej w swojski Ka(to)lifat PISIS (PIS I Spółka). Taki twór państwowy zostanie na pewno z radością usankcjonowany przez Radę pod światłym przewodem Ojca Dyrektora… Nie chcę myśleć, co może być dalej… Bo na Wawelu zgodzą się nawet na koronację…

Na wszelki wypadek przeprowadziłem się za granicę… To znaczy ogłosiłem jareksit – przyjęty przez aklamację przez wszystkich zamieszkałych na terenie. Teraz żadnych zaborców nie boję, ani własnych, ani obcych. U mnie nie ma co ukraść – wszystko dawno ukradzione, a co było do przemyślenia – przemyślane. Mogę spać spokojnie. Do mnie nie przyjdą. Poza tym mam siekierę, młotek i dosyć woli, żeby się bronić (choć wiem przecież, że nikomu w naszym zinstrumentalizowanym, rozleniwionym świecie nie będzie się chciało na mnie bezinteresownie napadać). Poza tym jestem w lesie i otacza mnie gromada uwielbiających mnie rozmaitych pasożytów, które ma pewno nie pozwolą bezkarnie napadać swojego żywiciela. Bronią moich rubieży z każdej flanki zastępy kleszczy, meszek i komarów… do tego trzeba dodać niezliczone granice naturalne, którym pomagam się umacniać, a dołem mam fosę… niech spróbują mi skoczyć…

Tylko ludzi pozostałych trochę żal… szczególnie własnych dzieci, które, co prawda, chowane na Monty Pythonie i Księdze nonsensu, są nieco uodpornione na absurd, jednak narażone pozostają na to samo poczucie niesmaku, które odczuwam, widząc karykatury historii przebierające się za historię.

…Ale może właśnie przebrzmiałe formy muszą dojść do tego stopnia przejaskrawienia, do aż tak groteskowego przerostu, żeby każdy dostrzegł ich jałowość i absurdalność? Na razie sam sobie przekroczyłem granice nonsensu i ustanowiłem własne. Teraz kolejne dni, albo lata spędzę oczekując na neoromantyzm pomodernistyczny, albo jakąś inną rewoltę.

13480128_872791619521184_1671281895_n

A może ja się całkowicie mylę? Może Jarosław K., jak każdy Jarosław (coś o tym wiem), jest dokładniej pokręcony, niż się może wydawać na pierwszy rzut oka? Może to właśnie on jest tym heroicznym bohaterem romantycznym przełomu czasów? Może to nie jest groteska, ani żadna farsa, tylko nowy nurt, jakiś heroimantyzm (od – romantyczne rojenia heroiczne), który stanie się zaczątkiem lepszych czasów… dla kogoś innego, niż dotychczas… I pewnego pięknego dnia przed rozpoczęciem ostatniej bitwy, w obliczu hord najeźdźców, Kaczyński ucałuje w pierścień Ojca Narodu i Dyrektora Rodziny, powstanie z kolan, odwróci się, wyciągnie w górę dłoń w geście… (nie wiem czego) i krzyknie do garstki swoich wiernych druhów No pasaran… To by już było ponowocześnie romantyczne… choć dalej byłaby to, w moim przekonaniu, tragifarsa.

Żarty żartami, ale przypadek przewrotu kaczystowskiego pokazuje, że naród jest spragniony jakiejś wizji przyszłości – jakiejkolwiek, byle była i byle dawała nadzieję, że ten beznadziejny, płynny kapitalizm można będzie przekształcić w jakąś formę wspólnoty. Główną siłą ruchu jest to, że Prezesowi się bardziej chce, niż innym. I, że ma jakąś wizję, jest się zatem czego trzymać, choć ta zawieszona jest na mitach! Można w tym dostrzec jakąś człowieczą pychę, która przyznaje, co prawda, że nie można zawrócić kijem Wisły, ale chciałaby wierzyć, że jest to możliwe w kilkaset tysięcy kijów. Arcyludzkie… żeby nie powiedzieć – pospolite.

13479518_872791622854517_362696842_n

Wracając jeszcze do porównania kaczyzmu z faszyzmem… w obu ruchach wśród podobieństw głównie rzuca się w oczy zależność pomiędzy wzrostem przywódców i przerostem ich ambicji. I to chyba nawet coś więcej, niż podobieństwo…

 

Poprzednicy ujawnili nam do bólu, jak miernym pomysłem jest liberalna demokracja w państwie miernych obywateli, którzy dorwali się do żłobu i wyparli wszystkich innych, a wraz z nimi jakiekolwiek normy i obyczaje. Wolność pozostaje jedynie dla swoich, prawo chroni naszych, reszta jest przemilczeniem.

Do niedawna każda krytyka PO była traktowana jako zagrożenie dla demokracji, utożsamiane z dojściem do władzy PIS. W tym aspekcie niewiele się zmieniło po wymianie ekip. Wszystkie formacje, obsmarowując się nawzajem gównem, straszą swoich szeregowych potworami z drugiej strony barykady. A barykada rośnie coraz wyżej…

 

Ściemnia się, w dziecięcych pokoikach światłe mamy mruczą swoim pociechom kołysanki, w rodzaju:

Ciągle nowe stada

Wielki Kaczor zjada

Jak pomyślisz źle

to ciebie też zje

 

A moherowe piastunki optymistycznie podśpiewują:

Wszystkie miłe misie

dzisiaj siedzą w pisie,

detonują miny

tym od kodeiny

Wskutek tego dobrego

cieszą im się pysie

 

Mrok zapadł. Nawet ptaki pomilkły… Posłucham ciszy na dobranoc.

Jarosław Olejniczak dla Pressmix.eu

Grupa Medialna Pressmix 2016

Save

Komentarze

komentarze