Wolności oddać nie umiem?

Wolności oddać nie umiem?

przez -
1 140

chłopcy

(…)
Je suis né pour te connaître
Pour te nommer
Liberté.
„Urodziłem się, by cię poznać, by cię nazwać. Wolność.”
Paul Eluard 1942

Seria alarmów bombowych w całej Polsce oznacza, że i w Polsce nadszedł czas na zniesienie, pod pozorem „walki z terroryzmem”, resztek wolności, która nam pozostała. To proces globalny, będący bezpośrednią konsekwencją upadku Związku Radzieckiego na początku lat 90 XX wieku. Proces ten potrwa oczywiście jeszcze kilka dobrych lat, ale jest nieodwracalny.

Chodzi o przywrócenie pewnych naturalnych mechanizmów władzy i rządzenia.

Żyjemy w systemie oligarchii, w którym realną władzę ma niewielka grupa ludzi i ludzie ci nie mają żadnego powodu, by władzą się z kimkolwiek, spoza tej grupy, dzielić. Co najśmieszniejsze jest to mechanizm, który jest powszechnie akceptowany i przyjmowany jako naturalny przez przytłaczającą większość ludzi, którzy uważają za zupełnie naturalne, że jedni rządzą i tworzą prawa, a drudzy się temu podporządkowują bez dyskutowania. Najlepszym tego dowodem jest powszechna akceptacja narzucania nam praw przez Unię Europejską, w której prawa te są tworzone absolutnie bez żadnej „demokratycznej” kontroli przez ciała nie mające żadnego „demokratycznego” mandatu. Powszechna akceptacja dla systemu oligarchii przejawia się na przykład w tym, że istnieje absolutny brak akceptacji dla wprowadzenia faktycznej, prawdziwej demokracji, w której przedstawicieli losowałoby się (a nie wybierało, bo system wyborów ze wskazanych kandydatów nie jest demokracją tylko właśnie oligarchią, bo ktoś musi kandydatów wskazać) i rozliczało z ich działań.

Żyjemy w czasach najlepszych w całej historii ludzkości. Nigdy ludziom na Ziemi nie było tak dobrze pod każdym względem – świadczy o tym demografia, obecność ludzi nawet w miejscach całkowicie nieprzyjaznych człowiekowi, świadczy o tym drastyczny spadek śmiertelności dzieci, gwałtowny wzrost średniej długości życia, a nawet znaczące zwiększenie średniego wzrostu ludzi. Dla dużej części ludzkości jedzenie przestało być codziennym problemem, jak to było jeszcze powszechne sto lat temu. Wszystko to jest owocem postępu technicznego, łatwego dostępu do surowców ale również jest to wynikiem powszechnego zadłużenia się, które stało się możliwe w takim stopniu jak obecnie między innymi ze względu na likwidację parytetu złota (zapraszam do poczytania na ten temat mojego eseju “Scenariusz końca świata”). Niestety wielkimi krokami nadchodzi czas, gdy za to życie „jak w Madrycie” trzeba będzie zacząć płacić, a po to, by zapewnić wypłacalność konieczne jest znaczące ograniczenie różnych „zdobyczy” czasu dobrobytu, zdobyczy, które można określić ogólnie słowem „wolność”.

Jednym z najbardziej paradoksalnych zjawisk w historii najnowszej jest słabo jeszcze rozumiany fakt, że wolność, której przejawami JESZCZE w pewnym (znacznym) stopniu możemy się cieszyć zawdzięczamy Związkowi Radzieckiemu. Tak, wiem jak to brzmi i już wyjaśniam.

Gdy po II Wojnie Światowej świat podzielił się na 2 wrogie sobie bloki wszystko, co jest dziś dla nas takie oczywiste, a co łączy się z wolnością wcale oczywiste nie było. Zachód wcale nie był oazą wolności taką, jak w późniejszych latach, borykał się z krwawymi (zupełnie nic nie mającymi wspólnego z wolnością) wojnami kolonialnymi, które wcale nie były wyłączni wynikiem sowieckiej inspiracji, a w polityce wewnętrznej również wolność nie była żadnym priorytetem, czego najlepszym dowodem może być na przykład cała historia Makkartyzmu w USA. Nie było to oczywiście w żadnym stopniu porównywalne z ograniczeniami wolności w bloku sowieckim, jednak przeniesienie się dziś w czasie do początku lat 50, do USA, mogłoby spowodować ogromny szok dla wielu wielbicieli demokracji wolności w wydaniu amerykańskim. Podobnie skądinąd jak przeniesienie się w czasie wielbicieli II Rzeczpospolitej do Warszawy w 1930 roku mogłoby ich mocno zaskoczyć, bo Polska wówczas nie była oazą wolności i „demokracji” w rozumieniu takim, jak widzimy to dzisiaj – ludzi zamykano w Berezie Kartuskiej bez sądu, jedynie za przekonania, a gazety były regularnie ścigane i karane za to, co publikowały.

Dopiero pod koniec lat 50 XX wieku Amerykanie zorientowali się, że upowszechnienie wolności może zrobić z niej broń, na którą Sowieci nie będą mieli żadnej skutecznej odpowiedzi. Było to możliwe, gdy za Zachodzie zorientowano się i utwierdzono w przekonaniu, że sowiecki model gospodarczy jest o wiele mniej skuteczny od modelu zachodniego, więc poza siłą militarną da się również wykorzystać inne, mniej zabójcze i mniej kosztowne (a może nawet zyskowne) sposoby walki z wrogiem. Powszechna wolność – słowa, przemieszczania się, inwestowania, przepływu kapitałów itp stały się bronią, która miała zwyciężyć obóz sowiecki – i zwyciężyła.

A skoro teraz nastał pokój, to nie ma potrzeby utrzymywania broni, która ma cały szereg niewygodnych skutków ubocznych wynikających z samego jej istnienia. Wolność prasy jest znacznym utrudnieniem w sterowani masami, wolności działania związków zawodowych, ubezpieczenia społeczne, pomoc socjalna znacząco zwiększają koszty produkcji i ograniczają zyski, istnienie pieniądza papierowego, jak również inne możliwości anonimowego działania znacznie utrudniają kontrolę działań ludności. W związku z tym media przechodzą pod kontrolę rządzących, stopniowo likwidowane są przywileje pracownicze i socjalne, likwidowany jest pieniądz fizyczny, a wprowadza się obowiązek realizowania wszelkich operacji poprzez banki, zakazuje się też innych możliwości anonimowego działania, jak na przykład karty prepaid, czy szyfrowanie połączeń telefonicznych.

Skoro nastał pokój, to należy broń złożyć w arsenałach i wrócić do zwyczajnego życia, w którym jedni mają władzę i tworzą prawa, a drudzy władzy nie mają tylko muszą się dostosować do tych praw. Wspaniałym zobrazowaniem tej sytuacji jest historia „negocjacji” dotyczących TTIP. Odbywały się od początku i odbywają się nadal w całkowitej tajemnicy. Świadczy to o tym, że chodzi o sprawy, które nie zyskałyby powszechnej akceptacji, a wręcz spotkałyby się, gdyby były ujawnione, z powszechną wrogością. A jednak wiadomo, że traktat zostanie wprowadzony w życie, a nawet zatwierdzony przez Parlament Europejski BEZ UJAWNIENIA posłom jego zawartości. Oznacza to, że upadek wolności i ostatnich, nawet fasadowych przejawów tego, co przyjęło się nazywać demokracją, a co jest faktycznie namiastką mechanizmu kontroli władzy, odbywa się zarówno w sferze realnych faktów, jak i nawet w sferze symbolicznej. Parlament Europejski nie ma ŻADNYCH realnych praw, więc nawet odrzucenie TTIP przez to ciało nie miałoby żadnego znaczenia (poza symbolicznym).

Zachowywanie pozorów jest zupełnie niepotrzebne. Ludzie z natury nie potrzebują wolności. Nie urodzili się dla niej. Francuski poeta, którego wspomniałem na początku, mylił się. Ludzie potrzebują:

  1. Wskazania im, co mają myśleć w sprawach, w których się nie orientują – i to zapewniają media kontrolowane przez rządzących;
  2. Zapewnienia możliwość konsumowania, i żeby zawsze był coś, za czym można gonić, jak większy i fajniejszy telewizor, lepszy samochód czy mieszkanie – co zapewniają producenci dóbr konsumpcyjnych;
  3. … w zasadzie to wszystko. Cała reszta zawiera się faktycznie w tych dwóch punktach powyżej.

Ograniczanie wolności jest na doskonałej drodze na zachodzie. Pod różnymi pozorami jest ona ograniczana. Najczęściej ze względu na terroryzm, ale też ze względu na bezrobocie i, co przy okazji pozwala na przechwycenie szeregu bogactw jeszcze nie kontrolowanych przez najbogatszych, ze względu na zadłużenie.

Z jakichś przyczyn proces ten nie był dotychczas tak widoczny w Polsce. Wydaje mi się, że to ze względu na bardzo małe znaczenie Polski i na to, że jest już u nas niewiele bogactwa do przechwycenia, bo wszystko co ma znaczenie zostało już przechwycone. Być może jest to spowodowane bardzo silną wciąż pozycją Kościoła Katolickiego, który ma wciąż realną władzę nad duszami ogromnej części społeczeństwa. W każdym razie mamy na przykład skutecznie działające media będące opozycją wobec władzy. To jest coś, czego przeciętny Francuz nie doświadczył od co najmniej 25-30 lat. A istnienie opozycyjnych mediów jest podstawą wolności – i nie ma tu znaczenia, czy myślimy o Telewizji Republika czy o TVN, o Radiu Maryja czy o Gazecie Wyborczej. Oczywiście władza MUSI być posłuszna dyrektywom, i dlatego czy to za rządów PO, czy obecnie, ale przecież i wcześniej, finansami państwa zajmują się godni zaufania władców świata bankierzy – Morawiecki, Rostowski , Belka czy inny Balcerowicz, jednak poza tym jest u nas obecnie więcej realnej wolności niż we Francji, Belgii czy w Niemczech. Niestety zapewne już nie na długo.

Pojawienie się nie wiadomo skąd zamachowców podkładających bomby jest moim zdaniem początkiem końca i naszych wolności. Sytuacja w Polsce nie jest napięta, nie ma w społeczeństwie żadnych realnych konfliktów. To prawda, że media nakręcają ludzi przeciwko sobie, jednak różnice poglądów jakie ludzie prezentują w Polsce są zupełnie bez znaczenia, gdy się je porówna z kontrastami w innych państwach, w których na przykład żyją wrogie wobec siebie różne kulturowo społeczności.

Mamy do czynienia w Polsce z próbą wprowadzenia sytuacji, w której wolność będzie mogła zostać ograniczona pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa. To najprostszy sposób, zapewniający przyzwolenie ogromnej większości ludzi, którym zależy najbardziej na tym, by mieć święty spokój, a nie na wolności, która zawsze łączy się z większym poziomem niepewności i koniecznością bycia odpowiedzialnym w o wiele większym stopniu. Ludzie nie chcą, ani niepewności, ani odpowiedzialności.

Co się więc może stać? Ano wybuchnie wreszcie prawdziwa bomba, która kogoś zabije, najlepiej wiele osób na raz. Albo jakiś człowiek zacznie strzelać do ludzi w kinie. Nie ma znaczenia kto bombę podłoży i pod jakim pozorem szaleniec będzie strzelał, bo żadne wyjaśnienia i zwalanie winy na prawicę czy lewicę nie mają tu znaczenia. Prawa zostaną po takim wybuchu ograniczone w celu zapewnienia nam bezpieczeństwa i będzie to powszechnie zaakceptowane.

Terroryzm, zamachy bombowe i tym podobne działania nie mają żadnych tradycji w Polsce. Nie ma żadnych powodów, dla których miałyby się nagle NATURALNIE teraz pojawić nad Wisłą, przy czym wysoce wątpliwe jest, czy terroryzm GDZIEKOLWIEK pojawia się naturalnie, a nie w wyniku manipulacji służb specjalnych różnych państw i grup nacisku, którym akurat jest on na rękę. Dlatego wszelkie informacje o takich zjawiskach należy odczytywać mając na uwadze szerszy kontekst – kontekst odkładania do arsenałów, zamykania w skrzyniach i zapominania o ważnej i skutecznej, ale bardzo groźnej broni masowego rażenia, jaką jest wolność.

Trzeba się już przyzwyczajać do jej znikania, bo proces jest nieodwracalny. Ale nie martwmy się za bardzo – przyzwyczaimy się, a przytłaczająca większość ludzi w ogóle niczego nie zauważy nawet.

Adam Pietrasiewicz pressmix.eu 2016

Komentarze

komentarze