Nie ma chyba w naszym „oświeconym” i „nowoczesnym” społeczeństwie zachodu osoby, która nie zetknęła się z problemem „dżumy XXIw.” czyli rakiem. Nawet jeśli nie chorujemy bezpośrednio, to wciąż w swoim otoczeniu – w pracy, w szkole, wśród przyjaciół czy chociażby z mediów – słyszymy o tym jak kolejny ktoś toczy lub niestety przegrywa nierówną walkę z tą straszną chorobą.

Zadziwiające i dające do myślenia jest lub raczej być powinno, że ludzie chorzy bardzo długo nie wiedzą o swojej chorobie i chodzą z „pasażerem na gapę” długie lata, ciesząc się wyśmienitym zdrowiem natomiast po rozpoznaniu i postawieniu diagnozy w ciągu kilku lub kilkunastu miesięcy umierają. Nie zastanawialiście się nigdy dlaczego tak się dzieje? Dlaczego Pan Kowalski czy Iksiński ma się dobrze do momentu zetknięcia z tak zwaną służbą zdrowia?


Zacznijmy od początku.

Rak w świadomości społeczeństwa został zakotwiczony jako choroba śmiertelna. Na całym świecie wmawia się chorym, że albo poddadzą się wyniszczającej chemio i/lub radioterapii albo umrą. Ta świadomość wystarczy, aby pacjenta ogarnął paniczny lęk i aby oddał swój los w ręce osoby „kompetentnej” czyli lekarza, lub raczej działacza na usługach koncernu farmaceutycznego.
A co jeśli ten straszny rak jest, jak kiedyś szkorbut czy pelagra, chorobą niedoboru pokarmowego, która może być uleczalna? Dlaczego nagły wzrost zachorowań na raka jest wprost proporcjonalny do tzw. rozwoju, postępu? Dlaczego pokolenie naszych rodziców, dziadków czy pradziadków nie było aż tak dotknięte tą plagą? Zauważ, że jakoś wszystkie groźne i nawet zakaźne choroby (czyli trudniejsze do opanowania) wraz z rozwojem nauki i techniki udało się skutecznie poskromić, tymczasem nowotwory dla świata medycznego wciąż pozostają zagadką i przeciwnikiem z którym, niestety, częściej się przegrywa. Zauważ, że nasza dieta jest coraz mniej wartościowa z powodu wyjałowienia gleb przez sztuczne nawożenie pól oraz za sprawą przetwarzania (oczyszczania oraz „poprawiania”) naturalnej żywności. Białe pieczywo, makarony, ryż, cukier i sól oraz pozbawione witamin i mikroelementów warzywa i owoce nie są w stanie dostarczyć organizmowi niezbędnych do życia składników. Pozornie jedzący do syta może zachorować i umrzeć z głodu, bo kalorie, a nawet białka to nie wszystko, czego nasz organizm potrzebuje. Jedzenie i picie nowoczesnej, mocno chemicznej żywności (sztuczne dodatki smakowe i zapachowe, barwniki, konserwanty, słodziki, kwasy, tłuszcze, niezliczone „E” itp.) zatruwa krew, a wraz z nią wszystkie komórki naszego organizmu. Nic więc dziwnego, że mamy „epidemię” raka i wszelkich innych chorób.
Zauważ, że w świecie tzw. medycyny następuje całkowity zakaz korzystania z naturalnych metod leczenia, które przez wieki były skuteczne. Ziołolecznictwo czy kuracje witaminowe zostały zepchnięte na całkowity margines lub wręcz zdelegalizowane jako szkodliwe szarlataństwo. W USA w latach 70ch ubiegłego wieku amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) Amerykańskie Stowarzyszenie Raka (ACS) oraz Amerykańskie Towarzystwo Medyczne (AMA) wypowiedziało otwartą wojnę wszystkim lekarzom leczącym nowotwory letrilem (Wit. B17) . Najpierw zdelegalizowano tą metodę bez przebadania, okrzykując Wit. B17 substancją bez wartości, a następnie wszystkich niepokornych lekarzy karano – od procesów sądowych począwszy, skończywszy na odebraniu praw do wykonywania zawodu. Wielu musiało wyemigrować do Meksyku aby tam, z dala od nadgorliwej „opieki” macierzystego rządu, móc skutecznie leczyć.

Komórki rakowe fot. Fotolia
Zauważ, że wszelkie państwowe placówki medyczne zaprzestają edukacji przyszłych lekarzy w dziedzinie naturalnych metod leczenia raka. Już nie tylko w USA ale i w Polsce i wielu innych krajach, onkolodzy nie dają chorym pacjentom wyboru metody leczenia, rekomendują a wręcz narzucając chemio i radioterapię jako jedyną słuszną i skuteczną drogę, chociaż każdego roku te metody odnotowują wysoki stopień śmiertelności i pomimo, że świat się pomału budzi ( coraz więcej naukowców i lekarzy wypuszcza na światło dzienne wyniki badań świadczących o niskiej skuteczności chemioterapii lub wręcz o jej szkodliwości. Naukowcy z Seattle badali dlaczego komórki rakowe w warunkach laboratoryjnych reagują na chemię prawidłowo, natomiast gdy stosuje się ją u pacjenta już tak się nie dzieje. Przypadkowo odkryli, że chemioterapia mobilizuje zdrowe komórki do uwolnienia białka, WNT16B, które karmi komórki nowotworowe i w konsekwencji przyczynia się do rozwoju choroby. Dodatkowo trwałemu uszkodzeniu ulega również DNA zdrowych komórek.) to jednak wciąż wyniki badań kwestionujące skuteczność chemicznej i farmakologicznej walki z nowotworem w środowisku głównego nurtu medycznego zdają się być całkowicie niezauważalne lub inaczej – ignorowane.
Dlaczego tak jest? Ponieważ zdrowie, a w szczególności leczenie nowotworów to biznes przynoszący rocznie kartelom farmaceutycznym miliardowe zyski. Jest to tort tak smakowity, że aby uszczknąć jego kawałek firmy farmaceutyczne przekupują członków w strukturach rządowych, aby ci pisali dla nich ustawy lub fałszowali wyniki badań klinicznych. „Badania kliniczne” często wyglądają w ten sposób, że zespół badawczy na początku dostaje z góry ustalone założenia „jak ma wyjść” i pod te założenia przygotowuje odpowiednią dokumentację. Nie muszę chyba pisać co to ma wspólnego z rzetelnością.
Już w latach 1977-1980 odkryto, że 62 lekarzy przedłożyło FDA dane kliniczne, które zostały zmanipulowane lub wręcz zafałszowane. W jednym z badań prowadzonych przez samą FDA wykryto, że średnio jeden na pięciu lekarzy badających działanie nowych leków przedstawiał dane „z sufitu”, za co oczywiście kasował honoraria. Według dr Jurdith Jones, byłej dyrektor ds. badania leków przy FDA często jest tak, że jeśli zleceniodawca badań czyli producent leku, uzyska wynik który go nie zadowala ( czytaj – wynik świadczący o szkodliwości ) ukrywa taki wynik i prowadzi dalsze badania gdzie indziej tak długo, aż znajdzie zakład badawczy, który da mu takie wyniki, jakich potrzebuje. Zyski jakie „badacze” mają z publikacji sufitowych danych są ogromne. Amerykańskie koncerny płacą badaczom nawet 1000 dolarów za jednego pacjenta, co pozwala bardziej „ zaradnym” lekarzom zarobić nawet do miliona dolarów rocznie za fikcyjne testowanie leków. Jeżeli koncerny przeznaczają takie sumy na korumpowanie lekarzy, pomyślcie o jakie stawki toczy się gra na samej górze i czym w zestawieniu z tymi liczbami jest dla rekinów biznesu ludzkie zdrowie i życie.
Nie piszę tego tekstu, aby zniechęcić chorych do leczenia się. Piszę, aby zachęcić do leczenia świadomego, aby nie bać się zadawać pytania lekarzom, nie bać się protestować, gdy mamy jakieś wątpliwości. Nie bać się szukać alternatywnych rozwiązań, gdy konwencjonalne nie przynoszą efektu. Pamiętajmy, że to nasza niewiedza, ignorancja lub strach są jednym z trybików w maszynie onkologicznego biznesu.
źródło „ G Edward Griffin – Świat bez raka” , eco-zen.pl

Jolanta Bezbożna
Grupa Medialna Pressmix

Pressmix.eu 2016

Komentarze

komentarze