Sułtan ante portas

Sułtan ante portas

przez -
0 183

Wszyscy wiedzą, że to Rosja jest groźna. To oczywiste. Wystarczy popatrzeć na ewolucję map zasięgu terytoriów, które Moskwa kontrolowała bezpośrednio 30 lat temu i dziś i które NATO kontrolowało wówczas i dziś – widać wyraźnie zapędy imperialne Kremla, prawda? Widać jak układ obronny NATO, który pod bezpośrednią kontrolą Waszyngtonu, pozostaje w ciągłej defensywie w ciągu ostatnich 30 lat. Amerykanie i ich sojusznicy wyraźnie muszą się cofać pod naporem Moskwy w zasadzie na wszystkich frontach.

Mapa świata z zaznaczonymi róznymi kolorami państwami należącymi do NATO i do Układu Warszawskiego (wraz z sojusznikami) 30 lat temu

Terytoria kontrolowane przez Moskwę, jej sojusznioków oraz NATO i jego sojuszników 30 lat temu

Mapa świata z zaznaczonymi róznymi kolorami państwami należącymi do NATO i do Układu Warszawskiego (wraz z sojusznikami) obecnie

Terytoria kontrolowane przez Moskwę, jej sojusznioków oraz NATO i jego sojuszników obecnie

I wbija się nam wciąż w głowę opowieści o imperializmie Kremla, Putina i w ogóle o strasznych zapędach Moskwy, a równolegle jakby zapomina się o prawdziwym zagrożeniu. Nie zmyślonym, nie rodzącym się dopiero, tylko faktycznie istniejącym, działającym, podbijającym nas teraz, w tej chwili…

W Ankarze na sułtańskim tronie siedzi Recep Tayyip Erdoğan. Polityk ten wpadł na pomysł, że odbuduje imperium otomańskie, które zostało rozwiązane po I Wojnie Światowej. 100 lat to niewiele, to bardzo niewiele w historii i pamięci narodu – spójrzmy na naszą historię, na to jak my, Polacy wspominamy przeszłość. Jak żywa jest u nas pamięć powstań pod zaborami, czy potęgi Pierwszej Rzeczpospolitej. A przecież to więcej niż 100 lat. Turcy mają natomiast w pamięci gigantyczne, bogate imperium obejmujące swoimi wpływami ogromną część wybrzeży Morza Śródziemnego i niezły kawałek Europy, więc nie ma się co dziwić, że Erdogan może ich pociągnąć za sobą w swoich planach.

Imperium
Turcja wspiera naszych wrogów. To nie są domysły, czy wyobrażenia. Turcja dofinansowuje Państwo Islamskie. To wiadomo. Dla Turcji Państwo Islamskie jest tylko bardzo wygodnym narzędziem, bo może za jego pomocą szantażować państwa UE.

I Turcja nas szantażuje. Unia Europejska da Turcji 6 miliardów euro tylko po to, by Ankara zahamowała strumień migrantów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie ma chyba złudzeń co do tego, że ani tych pieniędzy nie odzyskamy (choć teoretycznie umowa jest taka, że one do nas wrócą) ani strumień migrantów nie zostanie zatrzymany. Turcy idą na Europę tak, jak w XVII wieku, tylko tym razem nie ma nikogo, kto mógłby ich zatrzymać. Dziś to nie kolumny janczarów maszerują w rytm bębnów w stronę oblężonego Wiednia – to „bezbronni” cywile, niektórzy z kobietami i dziećmi idą ścierając się z policją, jak jakaś banda chuliganów. Tyle, że setek tysięcy chuliganów.

Działając tak jak działamy nie jesteśmy w stanie (jako UE) powstrzymać tej fali. Płacenie okupu Erdoganowi nic nie da, bo on znalazł sposób na odbudowę imperium i ma w nosie nasze, europejskie niepokoje. Wie, że gdy imigrantów w Europie będzie wystarczająco wielu, to Berlin, Bruksela i Paryż będą MUSIAŁY się z nim liczyć, bo zaproponuje jakąś alternatywę wobec wybuchu gigantycznej wojny domowej w całej Europie, i będzie to jedyna trzymająca się kupy alternatywa. Na przykład albo przyjmiemy jego warunki, albo on umyje ręce i poczeka, aż władzę w Europie przejmą w całości Arabia Saudyjska i Katar, które już i tak mają ogromne wpływy, chociażby poprzez sieć tysięcy finansowanych przez siebie meczetów i szkół koranicznych. Poczeka, aż w Europejscy muzułmanie przejdą wszyscy na wahabizm, by wtedy zaproponować “Islam z ludzką twarzą”. A Europa przyjmie go wówczas jak zbawcę…

Nie ma w Unii Europejskiej żadnej woli powstrzymania Turcji. Jest nadzieja, że za miliardy euro da się kupić trochę spokoju bez utraty honoru. Oczywiście, a tak jak zawsze w historii, w takich przypadkach nie da się utrzymać pokoju, straci się honor, a przy okazji znikną miliardy euro. Historia pokazuje nam jednoznacznie, że słabi politycy – a z takimi mamy do czynienia w Unii, z panią Merkel włącznie – zawsze przegrywali. Jeśli nie zostaną podjęte natychmiast zdecydowane działania, to nasza przegrana może być bardzo kosztowna, bo zwyczajnie staniemy się, my, Unia Europejska, wasalem Sułtana z Ankary.

Sułtan będzie z nas wysysał maksimum bogactwa, które przeznaczy na odbudowę swojego imperium, i na rozbicie wpływów saudyjskich i katarskich na Bliskim Wschodzie. To może mu się udać, szczególnie gdyby na przykład był w stanie wykorzystać resztki potęgi militarnej państw europejskich.

Nadchodzi nowe rozdanie sił na świecie. To czuć, gdy się spróbuje trochę cofnąć, spojrzeć na sytuację z nieco większej perspektywy. USA, choć się przed tym bronią, mogą stracić (już wyraźnie tracą) kontrolę nad sferą gospodarczą świata. Gdy nastąpi kryzys, a może to mieć miejsce w każdym momencie, wówczas będzie się liczyło tylko to, co jest konkretne, namacalne, co można materialnie kontrolować. Nie da się już wówczas sterować państwami za pomocą gróźb finansowych czy giełdowych. Sułtan będzie miał możliwość kontroli Europy za pomocą sterowanych przez siebie, wprost lub pośrednio, kilkunastu a może i kilkudziesięciu tysięcy ludzi gotowych na sygnał by przejmować nasze bogactwa.

Bo nie zapominajmy – to wszystko, co się dziś dzieje to nie jest żadna wojna z islamem, żaden szok cywilizacyjny. Stoimy wobec “normalnej, klasycznej” wojny o bogactwa, o wpływy, o zajęcie jak najlepszej pozycji wobec nadchodzącego gospodarczego tsunami. A prawdziwe niebezpieczeństwo, jakie nad nami zawisło, znajduje się wcale nie tam, gdzie większości z nas się to wydaje.

A Unia Europejska nie potrafi nadal nawet spójnie kontrolować swoich zewnętrznych granic.

Adam Pietrasiewicz pressmix.eu 2016

Komentarze

komentarze