Jeśli w Smoleńsku rzeczywiście doszło do zamachu, to na pewno Rosjanie sami go nie zorganizowali. Jak napisałem w „Ostatnim Locie” – sztuką przeprowadzenia zamachu czy katastrofy jest ustrzelenie zwierzyny nie swoim gajowym, nie ze swojej dubeltówki, ale w swoim lesie, żeby własne służby posprzątały. I myślę, że cała tragedia i to, co się dzieje później, po Smoleńsku – ta rezygnacja polskiej strony ze wszystkiego, to jest dowód, że polska strona w dużej mierze odpowiada za to, co się wydarzyło, a Rosjanie doskonale o tym wiedzą. W ten sposób Rosjanie wręcz bawią się tą sytuacją, a polski rząd dostosuje się do każdej, nawet największej bzdury płynącej z Moskwy, byle ukryć swój udział w tym, co się stało – mówi Alef Stern, autor książek „Pola Laska, czyli upadek kości pospolitej rzeczy” oraz „Operacja K. Ostatni lot” w rozmowie z Aldoną Zaorską.

Aldona Zaorska: Jest Pan autorem głośnych książek – „Pola Laska” i „Ostatni lot”. Podejmuje Pan tematykę zaangażowania służb specjalnych w tworzenie aktualnej polityki, stając po stronie zwolenników istnienia tzw. układu. Co sprawiło, że zainteresował się Pan tą tematyką?
Alef Stern:
Jej wpływ na nasze życie. A trochę zainspirowało mnie też pewne zdarzenie. Otóż, kiedy Putin został prezydentem, spotkał się z pracownikami FSB. Na tym spotkaniu powiedział coś takiego: chcieliśmy wrócić do władzy i mogę wam powiedzieć, że wróciliśmy. Myślę, że podobna sytuacja jest u nas – do władzy wróciły służby wojskowe i cywilne. Ostatni komunistyczny szef służb cywilnych, Czesław Kiszczak, który przeszedł też szkolenie wojskowe, miał swoich ludzi, którzy często przeszli ze służb wojskowych do cywilnych (lub odwrotnie). Można powiedzieć, że w latach 80. w Polsce służby te były rozdzielone, a tym bardziej, że ze sobą rywalizowały. Ale cel tego rozdzielenia był z jednej strony pozorny, a z drugiej służył wzajemnej kontroli i patrzenia na ręce, w myśl zasady ręka rękę myje. To, że za Tuskiem rzekomo stoją służby cywilne, a za Komorowskim wojskowe, to taka sama bajka, jak to, że Putin zarządza w Rosji służbami. Tak naprawdę to on jest w ich ręku. Służby w Polsce wcale ze sobą nie rywalizują. To klasyczne działanie oparte na zasadzie „dziel i rządź”. Ja nie wierzę, że na samej górze państwa rosyjskiego stoi Putin, tak samo jak nie wierzę, że w Polsce rządzi Donald Tusk czy Bronisław Komorowski.

Zrzut ekranu 2015-04-7 o 14.45.31

A.Z.: Skoro ani Tusk, ani Komorowski to kto? Kto dzieli i rządzi?
Alef Stern: O to można by zapytać Kiszczaka. On może na ten temat coś wiedzieć… Popatrzmy tylko na to, co się dzieje w Polsce przez ostatnie 22 lata. Warto zwrócić uwagę na często pomijany fakt schyłku komuny – po największych strajkach było 6-7 lat spokoju. Moim zdaniem był spokój, bo ekipa Kiszczaka przygotowywała się do przejęcia władzy wykorzystując do tego środowiska opozycyjne i niepodległościowe. Część osób ze służb weszła wówczas w te środowiska, część, korzystając z niby „wprowadzania wolnego rynku”, utworzyła spółki i firmy, część wyjechała na Zachód, jak dzisiejsi aktywiści SLD z pierwszych stron gazet, swego czasu – stypendyści zagranicznych fundacji. Polska rozmontowywała komunistyczny blok, to fakt. Czy rozmontowywała go na zlecenie i czyje, czy sama jest tu kwestią wtórną. Nie ulega natomiast wątpliwości, że w czasie tego demontażu cała ta ekipa przygotowywała się do przejęcia władzy. Wystarczy przyjrzeć się zaleceniom wprowadzanym w końcówce lat 80. przez Kiszczaka. I warto pamiętać, że ekipę Kiszczaka tworzyło jakieś 200-300 tys. ludzi, ulokowanych dosłownie na każdym szczeblu administracji.

Zbigniew Bujak i Czesław KIszczak komunistyczny zbrodniarz

A.Z.: Okrągły Stół to oszustwo?
Alef Stern: Wszyscy, i ja też, przez wiele lat myśleliśmy, że Okrągły Stół to było coś dobrego. Wszyscy się myliliśmy. W sensie mitu założycielskiego owszem był czymś dobrym – dogadaliśmy się bez rozlewu krwi itd. Błąd. Wszyscy zapomnieli o komunistycznym „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Mit Okrągłego Stołu może by zadziałał, gdyby nie jeden błąd – „gruba kreska”. I moim zdaniem był to błąd Kiszczaka.

KANCIATY STÓŁ

A.Z.: Kiszczaka?
Alef Stern: Kiszczaka, bo gdyby oni, mam tu na myśli ludzi Kiszczaka, ujawnili w 1989 roku całą agenturę albo chociaż jej część, to już dawno byśmy na ten temat nie gadali. Tylko, że mentalność służb, esbecka jest taka, że „teczkami”, które po PRL-u pozostały wciąż się szachuje. Kiszczak oczywiście spalił całkiem sporo esebckich akt. Ale po pierwsze – najważniejsze sobie zostawił, poza tym znaczna część tego, a może nawet wszystko, co spalił, została na mikrofilmach. Część trafiła do Rosji, bo przecież polskie służby podlegały rosyjskim. Warto pamiętać, że ilość posiadanego przez niego materiału była ogromna – w każdym wydziale, każdej komórki był jakiś TW albo wprost ktoś z SB. I ten ktoś nadzorował wszystko i wszystkich. Część informacji przekazywał wyżej, ale niewątpliwie część zatrzymywał dla siebie jako późniejsze „asy w rękawie” czy haki na poszczególne osoby. Pamiętajmy, że do tego, co nastąpiło po Okrągłym Stole, Kiszczak przygotował swoich ludzi. Co więcej – cały czas miał kontrolę nad służbami, które zaraz po przemianach wykonały konkretne działania. Nieprzypadkowo mafia pojawiła się właśnie na początku lat dziewięćdziesiątych – Wołomin, Pruszków, Gdańsk, Mokotów…

 

Układ okrągłego stołuAle przecież ci panowie to nie byli jacyś geniusze. „Masa” słusznie powiedział, że to była „mafia trzepakowa” – przykrywka i papka dla społeczeństwa. „Mafiosi” zostali najpierw wyszkoleni, a potem po prostu wynajęci. To były zwykłe złodziejaszki, cinkciarze, na których coś miano i których po prostu zaszantażowano dając wybór – albo „zorganizowana grupa przestępcza” i płynące z tego korzyści materialne albo więzienie. To nie jest tak, że nagle kieszonkowcy z Centralnego, cinkciarze z Marszałkowskiej i bimbrownicy z melin stali się najlepszymi złodziejami, dilerami i hurtowymi producentami podrabianych alkoholi. Mafia po prostu była potrzebna do przeprania lewych pieniędzy napływających do Polski z upadającego ZSRR. Istniały tam olbrzymie kombinaty zatrudniające po 200-300 tys. ludzi. Ich dyrektorzy czuli się jak ich właściciele i tak też je traktowali. Zarobioną na lewych i nawet na legalnych interesach kasę musieli gdzieś wyprowadzić. Oczywiście przy współudziale własnych służb. Najbliżej było do Polski. Pojawiła się w ten sposób bardzo duża gotówka, którą trzeba było przeprać. Rozdzielić, zainwestować i odebrać. Słynna mafia pruszkowska i jej krajowe odłamy upadły nagle jakby z dnia na dzień w latach dziewięćdziesiątych.

Gen. Marek PapałaGwoździem do trumny była śmierć Komendanta Policji Marka Papały – do dziś niewyjaśniona. Na co wpadł Papała, co wiedział, że musiał zginąć? Może właśnie to, że bossowie mafii zostali aresztowani, tylko dlatego, że musieli po prostu oddać pieniądze, a także dlatego, że Rosjanie w pewnym momencie uznali, że przeprać pieniądze mogą „na własnym podwórku” i nie muszą korzystać z pośrednictwa Polski.

A.Z.: A może jest odwrotnie? Może, gdyby nie było „grubej kreski” wiele rzeczy by się posypało, nie byłoby „układu”, paru afer i jeszcze większej liczby karier?
Alef Stern: Nie zgadzam się. Myślę, że „im” nic by się nie posypało. Mieliby przewagę, doszłoby do sytuacji takiej jak w Czechach, gdzie wszystko ujawniono, a „układ” funkcjonuje w najlepsze. Nie oszukujmy się – ludzie Kiszczaka z PRL wyszli z pieniędzmi i wiedzą. Zostali ulokowani w firmach „HR-owych”. Większość biznesów wyrosła właśnie na styku państwa i biznesu. Jeśli popatrzymy na „Listę Najbogatszych „WPROST”, to są na niej ludzie, którzy zarobili pieniądze na budżecie państwa, na prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw, na kontraktach, na dostarczaniu systemów informatycznych za milionowe kwoty, chociaż zdaniem użytkowników do niczego się nie nadających. Pan Kulczyk był pośrednikiem w prywatyzacji różnych spółek – moim zdaniem wyłącznie po to, żeby dostać z tego pieniądze, a potem je odpowiednio podzielić. Uważam, że tak naprawdę odegrał rolę słupa do prywatyzacji.

A.Z.: Partie polityczne to też efekt gry Kiszczaka? Zwłaszcza niektóre partie…
Alef Stern: Nie można generalizować, że ta czy inna partia jest dobra, a ta zła. W każdej są różni ludzie i w każdej, nawet tej złej są ludzie, którzy są dobrzy i którym zależy na Polsce, którzy w partii są nie dla materialnych i prywatnych korzyści, ale dla idei. Jeżeli nawet popatrzymy na powstanie PO w 2001 roku, to tak naprawdę jej program nie był wówczas zły. Mało tego, byli w niej ludzie, których już od paru lat nie ma, a którzy mogliby być liderami.

Odsunięty został np. śp. Maciej Płażyński. PO nie tylko stopniowo pozbywało się liderów, a dziś jej ludzie w znacznym stopniu odeszli od tamtego oficjalnego jej programu. Zresztą, jak się popatrzy na listy osób, które tworzą jej struktury w kraju, to widać wyraźnie, że są to ludzie, którzy wcześniej w latach osiemdziesiątych byli pracownikami różnych urzędów – miejskich, rejonowych, potem współpracowali z różnymi urzędami, handlowali nieruchomościami itp. Dorobili się dużych pieniędzy, a następnie już jako ludzie zamożni powrócili do polityki. Oni wiedzą, jak robić i politykę, i pieniądze. Teraz warto pomyśleć, dlaczego mając już pieniądze, zdecydowali się wrócić do polityki. Bo mieli taki pomysł na życie, czy raczej dlatego, ktoś im powiedział, że do tej partii należy należeć. Tu wracamy właśnie do owej „armii Kiszczaka”. Przecież każdy z jego ludzi ulokowanych w całej Polsce, a z pewnością większość – miał małżonka, współpracowników, swoich TW. Mogli ich szantażować? Mogli. Świetnie wiedzieli jak to robić, zwłaszcza, że w toku swojej pracy wielokrotnie zdobywali informacje o swoich „podopiecznych”, które nie zawsze przekazywali dalej. Część informacji zatrzymywali dla siebie. Dlatego to nie Donald Tusk kontroluje Platformę Obywatelską. Są ludzie, którzy to robią i kontrolują także jego – właśnie jeszcze te stare służby Kiszczaka. I nie tylko w PO ma to miejsce.

Zrzut ekranu 2015-04-7 o 14.54.29

A.Z.: A inni „ojcowie założyciele”? Andrzej Olechowski?
Alef Stern: Olechowski ma zupełnie inne zadania, niezwiązane z polską polityką. Jego zupełnie nasza wewnętrzna polityka nie interesuje.

A.Z: Bronisław Komorowski?
Alef Stern: Poza tym, że moim zdaniem jest chamem, to człowiek, który nie pojawił się w polityce przypadkowo, tak jak nieprzypadkowo mówi te wszystkie głupoty, które mówi. To jest człowiek, który ciężko pracuje na utrzymanie swojej licznej rodziny, starannie i dokładnie wykonując postawione przed nim zadania. Zatrudnił co prawda „dinozaury” ze swego środowiska, żeby sobie podorabiali i tak stworzył sobie zaplecze. Ale tak naprawdę nie prowadzi on żadnej własnej polityki – realizuje zadania i robi karierę, której początkowo miał nie robić, bo to Tusk miał być kandydatem na prezydenta (i zwycięzcą). Tusk nagle zrezygnował i pojawiło się dwóch innych kandydatów – Sikorski i właśnie Komorowski, obaj z podobnego układu.

A.Z.: Dlaczego Tusk zrezygnował?
Alef Stern: Bo mu kazano. Takie dostał po prostu polecenie.

A.Z.: Nie ma Pan dobrego zdania o polskich politykach i inteligencji …
Alef Stern: Współczesną inteligencję tworzą albo potomkowie tych, którzy zaraz po wojnie budowali komunizm bądź z komunistami współpracowali, albo ludzie, którzy znali się z nimi na płaszczyźnie towarzyskiej, często od dziecka. Przecież jeśli przyjrzymy się środowisku np. „Gazety Wyborczej”, to tworzą je ludzie, którzy znają się praktycznie od piaskownicy i przedszkola. Znali się ich rodzice, znali się oni. To oczywiście w jakimś stopniu jest normalne, bo w każdym środowisku tak się zdarza – każdy woli zatrudniać i współpracować z kolegą, często więc w jakimś miasteczku po prostu rządzi grupa. Takie same jest przełożenie na Warszawę czy struktury władzy. Tylko w tych strukturach bardziej to widać.

A.Z.: Z powodu takiego nepotyzmu ludzie już nie raz protestowali, teraz dochodzi coraz większe niezadowolenie społeczne. Myśli Pan, że ludzie wyjdą na ulice?
Alef Stern: Teraz to Donald Tusk bardzo chciałby, żeby ludzie wyszli na ulice. Myślę, że już są na taką okoliczność przygotowywane scenariusze analogiczne jak przed Okrągłym Stołem, co do którego wmówiono Polakom, że był wynikiem społecznych protestów, a nie scenariusza precyzyjnie przygotowanego i przeprowadzonego przez Kiszczaka. Ludzie wyjdą na ulice i znowu pojawią się „nowi trybuni ludowi” w rodzaju Lecha Wałęsy. Ale jest i inny sposób. Myślę, że tak jak w latach dziewięćdziesiątych „pojawienie się mafii” sprawiło, że ludzie się nie buntowali, tylko zajęli tymi tematami, tak teraz podobny efekt psychologiczny osiągnięto za pomocą sprawy Smoleńska. Katastrofa sprawiła, że wszystkie tematy zostały odsunięte na dalszy tor. Paradoksalnie, to zachowanie rządu wskazuje, że ten temat ma przykryć wszystkie inne…

Zamach smoleński

A.Z.: Nie przesadza Pan?
Alef Stern: Proszę zwrócić uwagę – w przypadku katastrofy w Smoleńsku my, mam tu na myśli Polaków, opieramy się tylko na tym, co mówiły media i na scenariuszach, które zostały przerobione i wyplute a powinniśmy się skupić na tym, o czym się nie mówi, a co jest moim zdaniem istotne.

Tusk i Putin przybiają piątkę w Smoleńsku

A.Z.: Czyli?
Alef Stern: Po pierwsze – do tej pory przez cały czas władze uprawdopodabniały tezę, że doszło do wypadku lotniczego, a my nie wiedzieliśmy, czy i gdzie ten „wypadek” miał miejsce. Wszystkie dokumenty, które przygotował Miller i które pokazuje nawet komisja Macierewicza, nie są dokumentami, na podstawie których coś się da stwierdzić czy ustalić. Kluczowe dokumenty w postaci nagrań z satelity mają Amerykanie, którzy doskonale wiedzą, czy samolot z polską delegacją na pokładzie rozbił się pod Smoleńskiem, czy nie. Polski rząd otrzymał zdjęcia, oczywiście najgorszej jakości ze wszystkich posiadanych przez Amerykanów, ale takie, na których obiekty do 50 cm są widoczne. Można na ich podstawie ocenić, co działo się w Smoleńsku od 5 do 10 kwietnia, bo taki przedział czasowy one obejmują. Zdjęcia te są utajnione, jak wszystko zresztą, co jest kluczowym dokumentem w tej sprawie. Co więcej – wszystkie te rzeczy ujawnione w przeciekach, jak znalezione dowody osobiste, pobierane pieniądze z karty, szczątki ofiar po katastrofie – to wszystko służyło tylko temu, żeby uprawdopodobnić, że 10 kwietnia 2010 roku ta katastrofa miała miejsce…

Tusk i Putin w Smoleńsku

A.Z.: Przekaz jest jednak taki, że jeśli ktokolwiek zakwestionuje miejsce i czas katastrofy jest natychmiast uznany za debila i kretyna jeszcze większego, niż osoby które mówią, że w Smoleńsku doszło do zamachu…
Alef Stern: Tak to działa. Tymczasem moim zdaniem należy popatrzeć na różnice pomiędzy informacjami polskimi i rosyjskimi. Uważam, że głównym rozgrywającym w tej sprawie jest nadal Rosja, a Polska coś, jak się okazuje, ukrywała i moim zdaniem nadal ukrywa. Warto pamiętać, że przed 10 kwietnia i samego 10 kwietnia działo się wiele „ciekawych” rzeczy, np. nie działały systemy stanowiące o bezpieczeństwie państwa – w MSZ nie działało nic oprócz faksów i telefonów. Jak dla mnie – za dużo tych „przypadków”. Powiem więcej – moim zdaniem utajnione dokumenty na temat tego, co się zdarzyło 10 kwietnia, mogły powstać po tej dacie. Zwłaszcza, że głównym graczem jest tu mocarstwo a zdarzenie ociera się o te z gatunku wywołujących wojnę i oznaczających zdradę stanu. Jeśli w Smoleńsku rzeczywiście doszło do zamachu, to na pewno Rosjanie sami go nie zorganizowali. Jak napisałem w „Ostatnim Locie” – sztuką przeprowadzenia zamachu czy katastrofy jest ustrzelenie zwierzyny nie swoim gajowym, nie ze swojej dubeltówki, ale w swoim lesie, żeby własne służby posprzątały. I myślę, że cała tragedia i to, co się dzieje później, po Smoleńsku – ta rezygnacja polskiej strony ze wszystkiego, to jest dowód, że polska strona w dużej mierze odpowiada za to, co się wydarzyło, a Rosjanie doskonale o tym wiedzą. W ten sposób Rosjanie wręcz bawią się tą sytuacją, a polski rząd dostosuje się do każdej, nawet największej bzdury płynącej z Moskwy, byle ukryć swój udział w tym, co się stało.

Komorowski śmieje się nad trumnami

A.Z.: To by znaczyło, że część osób w Polsce wiedziała o planowanym zamachu…
Alef Stern: Jestem gotów na taką tezę postawić. Wiedziała część osób w służbach, część w rządzie, w PO. Uważam, że Bronisław Komorowski i Janusz Palikot nieprzypadkowo chlapnęli to, co chlapnęli. Coś tam słyszeli. Oczywiście nie brali udziału ani w planowaniu ani realizacji – są na to po prostu za tępi. Myślę, że są ludzie, którzy z góry wiedzieli, co się stanie i jaki zostanie do tego dopisany scenariusz. Warto wiedzieć, że znacznej części osób i środowisk, które o tym wiedziało, zamach był na rękę. Być może dlatego nie zrobili nic, by mu zapobiec, a ci którzy próbowali coś zrobić, zostali zablokowani.

Okładka ksiązki POLA LASKA

A.Z.: Pan też przewidział w „Poli Lasce” Smoleńsk…
Alef Stern: Pola Laska ukazała się dziewięć miesięcy przed katastrofą. Przed tą książką był serial wyprodukowany, m.in. przez Polsat i dodawany na DVD do „Gazety Wyborczej”, w którego ostatnim odcinku prezydent ginął w katastrofie śmigłowca chyba w Afganistanie. A prawie przed samą katastrofą pojawił się film wyemitowany przez telewizję gruzińską, w którym Lech Kaczyński ginął zestrzelony. Moja książka nie pokazuje tylko katastrofy samolotu, ale całą patologię systemu, istnienie układu – mutacji KGB i WSI, którego członkowie tak naprawdę rozgrywają wszystko. Katastrofa w niej opisana miała właśnie pokazać, do czego jest zdolny ten układ i jakie są mechanizmy jego działania. Synteza tego wszechogarniającego upadku Państwa na każdym szczeblu musiała doprowadzić do wielkiej katastrofy, nawet jeśli był nią zamach. I dlatego nie była fantazją, chociaż nie miała też być prorocza. Ja ją napisałem analizując sytuację i wyciągając wnioski z ogólnodostępnych informacji. Tym bardziej wnioski powinny wyciągać nasze służby. Wydaje mi się, że część osób to widziała, wie, kto i jak przeprowadził zamach i co się naprawdę stało.

A.Z.: A co się stało?
Alef Stern: Tego właśnie nie wiemy. Już mówiłem – to, co wiemy, moim zdaniem jest jedną wielką mistyfikacją. Moim zdaniem – w Smoleńsku w ogóle mogło nie dojść do katastrofy. Samolot mógł wylądować gdzie indziej i pasażerowie mogli gdzie indziej zginąć. Świadczyć o takiej hipotezie może wiele faktów i poszlak. Dziś, a właściwie od początku wiemy, że to, co nam pokazano, to jedno wielkie kłamstwo. Zaczynając od „ustaleń” obu komisji – polskiej i rosyjskiej, poprzez słynny filmik Koli, będący zwykłą fałszywką aż po zeznania świadków czy „pielęgniarek”. Uważam, że to wszystko służy temu, aby Polacy uwierzyli, że członkowie delegacji zginęli w Smoleńsku. A mogło być zupełnie inaczej i ta śmierć nastąpiła gdzie indziej i z innych przyczyn niż oficjalnie podane. Jedną z tych narracji może być również narracja o wybuchu, o znalezieniu trotylu, nitrogliceryny na szczątkach wraku. Moim zdaniem to kolejne fałszywe tropy, które mają do końca skompromitować środowisko prawicowo patriotyczne w Polsce, a szczególnie Prawo i Sprawiedliwość. Szczególnie, że wszystkie alternatywne dochodzenia bazują niestety na wyrzutkach medialnych zarówno telewizyjnych prasowych i internetowych inspirowanych przez służby. Wątpliwości jest wiele a skuteczna dezinformacja nie ułatwi ustalenia prawdy. Przekaz medialny, sterowany przez służby ma po prostu zmylić społeczeństwo. Dlatego trzeba zwrócić uwagę na zupełnie inne tematy, pozornie niezwiązane ze Smoleńskiem.

A.Z.: Na przykład…
Alef Stern: Ujawnienie przez Amerykanów ich archiwów na temat Katynia. To sygnał dla Rosji – ujawniliśmy jedno, możemy ujawnić drugie. Albo to kontrolowane rozbicie boeinga na pustyni Atakama – to samo – sygnał dla Rosji, już drugie ostrzeżenie. Sprawa smoleńska będzie elementem rozgrywek różnych służb, nie tylko polskich i rosyjskich, bo na tych informacjach można sporo zarobić, a przekładając je na interes gospodarczy tego czy innego państwa – sporo dla niego uzyskać. Tu zresztą dochodzimy do clou programu – odpowiedzi na pytanie, kiedy ostatnio żyliśmy w wolnej Polsce. Moim zdaniem – przed pierwszym zaborem. Od czasu pierwszego zaboru już nie. I dziś też nie żyjemy w wolnej Polsce.

A.Z.: Kończy Pan pisać kolejną książkę. Będzie ona o…
O manipulacji, dezinformacji i kłamstwie. Książka ukaże się lada dzień. A pokazuje, że z manipulacją i dezinformacją mamy tak naprawdę do czynienia od momentu poczęcia. Nawet małe dzieci bardzo szybko uczą się manipulować rodzicami, np. przywołują ich płaczem nie dlatego, że dzieje im się krzywda, ale dlatego, że chcą ich po prostu mieć przy sobie. Książka właśnie o tym mówi – jak pojawiło się w naszym języku pojęcie kłamstwa, kiedy pojawiła się dezinformacja i czym ona w istocie jest. A także, kiedy pojawiły się działania agenturalne oparte na kłamstwie, dezinformacji i manipulacji. Na ile i w jaki sposób różne kultury dopuszczają kłamstwo. Pokazuje manipulację ludźmi jako konsumentami i klientami, a także, co w dzisiejszych czasach niezwykle istotne – manipulacje w polityce. Jest więc troszkę inna niż wcześniejsze – nie jest powieścią, a raczej zbiorem esejów, ale mam nadzieję, że pomoże czytelnikom zrozumieć współczesny świat i ułatwi poruszanie się w nim. Pozwoli na radzenie sobie z kłamstwem, dezinformacją i manipulacją, które atakują nas na każdym kroku. No i coś specjalnego – ostatnia część książki skupia się na manipulacji i dezinformacji wokół Smoleńska. Myślę, że wyjaśnia wiele spraw, które w ciągu dwóch lat wokół tej sprawy narosły. Także tych tak niezwykłych „zbiegów okoliczności” jak wybuch wulkanu na kilka godzin przed pogrzebem Lecha Kaczyńskiego, który uniemożliwił przybycie na jego pogrzeb światowym przywódcom.

Z Alefem Sternem, autorem książek „Pola Laska, czyli upadek kości pospolitej rzeczy” oraz „Operacja K. Ostatni lot” rozmawiała Aldona Zaorska.

Wywiad ukazał się pierwotnie w ogólnopolskim tygodniku „Warszawska Gazeta” Nr 44, 2-8 listopad 2012 r.

Redakcja

Komentarze

komentarze