Mój 10 kwietnia

Mój 10 kwietnia

przez -
0 170

Sześć lat temu miałem wolne i sobie spałem, ale o 9 zadzwonił telefon z biura – a pracowałem wtedy w PAP Foto jako fotoedytor. Miałem się natychmiast stawić w robocie, bo samolot prezydencki się rozbił. Pierwszą moją reakcją było pytanie, czy któryś z naszych fotoreporterów był w samolocie, ale na szczęście nie.

W tramwaju, którym jechałem już niektórzy słyszeli pierwsze wiadomości i przekazywali je innym pasażerom. Atmosfera była, jak nietrudno się domyślić, ponura.
W biurze zastałem prawie wszystkich fotoedytorów, nawet sportowych. Dostałem za zadanie znalezienie najnowszych zdjęć wszystkich pasażerów samolotu i poszczenie ich do serwisu foto z odpowiednim opisem. Dostaliśmy już listę pasażerów z Kancelarii Premiera, choć wciąż nie wiedzieliśmy, czy jest pełna.
Oczywiście nie obyło się bez pomyłki – „uśmierciłem” pewnego kapelana wojskowego, który był (i mam nadzieję jest nadal) żywy, bo zdjęcie, które znalazłem w archiwum PAP Foto było wcześniej źle opisane (nazwisko ofiary katastrofy było przypisane do innej osoby na zdjęciu). Na szczęście natychmiastowa reakcja serwisu prasowego Episkopatu Polski pozwoliła w ciągu kilku minut wycofać niefortunne zdjęcie.
Atmosfera w biurze była poważna, ale na zasadzie skupienia nad robotą. W Smoleńsku i w Katyniu było dwóch fotografów – Jacek Turczyk, który był na lotnisku w Smoleńsku i Grzegorz Jakubowski, który był na cmentarzu Katyńskim. Jacek słał zdjęcie za zdjęciem – nie da się ukryć, że wykonał niesamowitą pracę. Rozmawiałem z Nim potem na ten temat, opowiedział mi co widział. Najbardziej był poruszony tym, że jak wariat upierał się, by lecieć w Tupolewie, a kancelaria prezydenta odmawiała ze względu na liczbę gości. W rezultacie poleciał Jakiem…
Najbardziej poruszały nas zdjęcia szabrowników, którzy wynosili z miejsca katastrofy wszystko, co znaleźli. Jacek zrobił im mnóstwo zdjęć, jednemu nawet wyrwał jakieś elementy, które szabrownik wynosił z terenu katastrofy. To były elementy poszycia samolotu – po co oni to wynosili? Nie wiadomo. Raczej nie było to wynikiem spisku, na zdjęciach było widać, że to były dzieci. Może na pamiątkę.
Jeszcze przed południem ktoś przyniósł wieści, że już wiadomo, że to błąd pilotów. Nikt w biurze w to nie uwierzył – reakcja była jednomyślna, że za wcześnie, by móc cokolwiek powiedzieć o przyczynach katastrofy. I wtedy padł argument, że podobno informacja pochodzi z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, „a przecież nie bawiliby się chyba w takim momencie w puszczanie zmyślonych informacji”.
Pracowałem do wczesnego popołudnia, po czym wróciłem do domu. Na klatce schodowej spotkałem sąsiada, który dał mi przedsmak tego, jak straszliwe spustoszenia w głowach ludzi zrobiła propaganda mediów podporządkowanych PO. Otóż sąsiad na moje „Co słychać?” odpowiedział, że „przez tego kurdupla zginęło prawie sto osób. Bo chciał sobie wyborczą reklamę zrobić jadąc do Katynia”.
Tak wyglądał wtedy mój dzień…

Adam Pietrasiewicz pressmix.eu 2016

Komentarze

komentarze