Rozmyślania o Panama papers

Rozmyślania o Panama papers

przez -
0 127

Afera panamska nie wzbudza u nas wielkiej sensacji, bo po pierwsze nie dotknęła wielu Polaków, a po drugie uciekanie przed podatkami w Polsce mało kogo oburza. Ciekawe jednak jest obserwowanie całego procesu powstawania i nagłaśniania informacji o wymiarze globalnym. Historia ujawnienia panamskich danych jest ciekawym przyczynkiem do refleksji na temat również naszych polskich problemów z przepływem informacji, sposobami jej powstawania i obiegu.

Informacje „Panama papers” pojawiły się jednocześnie w szeregu mediów na świecie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ciekawe, że pojawiły się w mediach, które są zawsze pierwszymi w walce z „teoriami spiskowymi”, a przecież cała ta historia wskazuje właśnie na jeden wielki spisek.

 Od początku było to jasne dla każdego, kto choć trochę się interesuje sprawami obiegu informacji, że nie mamy do czynienia z żadnym wynikiem śledztwa dziennikarskiego, bo dziś już właściwie nie ma czegoś takiego jak śledztwa dziennikarskie z prawdziwego zdarzenia na taką skalę. Oczywiście jest to afera polityczna, wynik jakichś rozgrywek w środowiskach władzy, ale tej najwyższej, rządzącej światem.

Prawdziwe, „opiniotwórcze” media na świecie są faktycznie w rękach kilkunastu osób/rodzin. Są to skądinąd głównie bankierzy i producenci broni, ale nie ma to specjalnie wielkiego znaczenia akurat w tej sprawie. I to te osoby decydują co ma być nagłaśniane, a co ma być wyciszone. I to bardzo skutecznie działa i za pomocą tych mediów, pomimo istnienia Internetu, kieruje się ludźmi i ich emocjami na całym świecie. To znaczy w tej jego części, gdzie ma to akurat znaczenie i gdzie jest potrzeba.
Wiadomo właściwie już oficjalnie, że to nie było żadne śledztwo dziennikarskie, wiadomo, że nie było również żadnego wycieku informacji. Informacje zostały wykradzione zapewne przez jakichś hakerów, ale nie byle jakich hakerów, bo kancelarie takie, jak Mossack Fonseka (z której to kancelarii wykradziono dane) bardzo dobrze dbają o swoich klientów i haker musiał dysponować naprawdę poważnymi środkami.
Regularni czytelnicy serwisu www.niebezpiecznik.pl powiedzą mi natychmiast, że nie takie zabezpieczenia padały dzięki odpowiednim działaniom socjotechnicznym. Pewnie tak. Ale warto zauważyć, że ci, którzy weszli w posiadanie tych informacji są całkowicie pozbawieni chciwości – informacje, które zdobyli, przed ujawnieniem warte były setki milionów! Musiałby to być w takim razie haker-filantrop, albo może jednak nie… Ciekawe, że nigdzie nie ujawniono kto zdobył te informacje i kim był haker – takim ludziom zazwyczaj zależy na reklamie!
Wiele wskazuje więc na to, że nie mamy tu do czynienia z filantropią.
Informacje „Panama Papers” zostały rozpowszechnione przez ICIJ (International Consortium of Investigative Journalists). Gerard Ryle, szef konsorcjum, stwierdził, że faktycznie przed publikacją dane zostały przesiane, „żeby nie skrzywdzić tysięcy niewinnych ludzi”. Dziwaczna deklaracja! Na jakiej podstawie szef ICIJ był w stanie ocenić, które osoby z listy są winne, a które są niewinne? Na podstawie jakich kryteriów można było to ocenić? Czyż nie jest ciekawe, że rozpowszechnienie tych dokumentów zostało zrealizowane przez organizację mającą siedzibę w Waszyngtonie, finansowaną przez George’a Sorosa?
O co w tym wszystkim więc chodzi?
Światem rządzi dziś realnie kilka tysięcy osób. Mówi się, że 100 osób posiada połowę bogactwa świata (albo i więcej). To ci ludzie i różni ludzie z ich otoczenia rządzą. A w takiej grupie są sojusze i antagonizmy. I mamy zapewne do czynienia z sytuacją jakiegoś odprysku wojny, którą jedni wydali drugim. Warto zauważyć, że część osób, których dotyczą te dokumenty to zdecydowanie wrogowie tego, co się powszechnie nazywa New World Order. No i jakimś dziwnym trafem brak tam Amerykanów.
A przy okazji, gdy przeciętny konsument informacji będzie się zachłystywał informacjami o tym, kto ile ukrył w Panamie czy w jakimś tam innym raju podatkowym, załatwi się na przykład sprawę TTIP, albo inną, z istnienia której nie zdajemy sobie w ogóle sprawy. I o to w tym wszystkim chodzi.
Adam Pietrasiewicz pressmix.eu 2016


Komentarze

komentarze