Monteskiusz pisał o republice i o trójpodziale władz. Dziś jeszcze z niewiadomych przyczyn pojawiają się ludzie bliscy kręgom władzy (lub opozycji), którym czasami wymsknie się nieopatrznie jakaś wypowiedź o „trójpodziale władz” lub temu podobna bzdura.

Tak, Monteskiusz wpadł na taki pomysł, żeby w państwie różne władze były od siebie niezależne. Miało to jego zdaniem gwarantować dobrą jakość rządów. Jedni ludzie mieli tworzyć prawa, inni je stosować, a jeszcze inni sprawdzać, czy prawa są odpowiednio brane pod uwagę przez tych, których dotyczą. Chodziło o to, że w sytuacji, w której władza nie jest wynikiem boskiego nadania konieczne jest oparcie się o jakieś zasady, które tym wszystkim będą rządzić. Ale to był tylko taki pomysł, taka Utopia, której przypadkowo dobrane kawałki były w różnych państwach, w różnych epoka i w różny sposób dobierane jako elementy budowy struktur państwowych.

Jakiś czas to nawet jakoś tam działało. Idealnie nie było, ale po różnych poprawkach i dostosowaniach trójpodział władzy funkcjonował w państwach republikańskich, zwanych (niepoprawnie) demokratycznymi, tak mniej więcej do początków lat 70 XX wieku, po czym wszystko zaczęło się rozregulowywać.

Oznaki niedomagań tego systemu widać było oczywiście już wcześniej, na przykład w II RP, gdzie tak naprawdę nie było wyraźnego rozdziału między władzą ustawodawczą i wykonawczą, bo w latach 30 rządziła w zasadzie całkowicie jedna i ta sama opcja, albo we Francji, gdzie dzikie rozpasanie partiokracji IV Republiki zostało zastąpione quasi monarchią prezydencką V Republiki. Wszystko jednak jeszcze działało mniej więcej na zasadach opisanych przez Monteskiusza, aż wreszcie pojawiła się czwarta władza.
Jestem przekonany, że większość osób, która doczytała dotąd sądzi, że mam na myśli media.

Nie.

Mam na myśli banki.

Realnie od początku lat 70 XX wieku władzę najpierw nad państwami Zachodu, a potem nad całym światem przejęły banki. Było to możliwe w momencie ostatecznej likwidacji wymienialności dolarów na złoto i wprowadzenia możliwości kreacji pieniądza przez banki komercyjne. Bo to faktycznie banki komercyjne (komercyjne w odróżnieniu od banków centralnych), poprzez kredyt są głównymi twórcami pieniądza.

Tworzą go ex nihilo czyli z niczego.

Pieniądze tworzone przez banki centralne są jedynie marginesem.
Pierwszym objawem przejęcia władzy przez banki było wprowadzenie i upowszechnienie zakazu finansowania deficytu państwa przez bank centralny. Rząd ma prawo się zapożyczać, ale jedynie na warunkach komercyjnych. Została definitywnie zlikwidowana powszechna przedtem możliwość finansowania działalności państwa przez bank centralny. W ogromnym uproszczeniu odbywało się to tak:

  1.  Rząd potrzebuje miliarda złotych na budowę mostu. Zgłasza się do Narodowego Banku Polskiego i prosi o miliard złotych.
  2.  Narodowy Bank Polski drukuje w Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych miliard złotych (5 milionów banknotów dwustuzłotowych – da się to zmieścić w większej furgonetce – 2500 pakietów po 2000 zł) i zawozi do Kancelarii Premiera gdzie jest to wyładowane.
  3.  Rząd płaci budowniczemu mostu oddając mu zawartość furgonetki.
  4.  Na początku następnego roku zbierane są podatki od obywateli – PIT.
  5.  Rząd oddelegowuje ministra finansów, żeby wskoczył w furgonetkę i podjechał do Urzędu Skarbowego, żeby mu załadowali miliard złotych. Ma poprosić, żeby to były stare, najlepiej zużyte banknoty.
  6.  Załadowane pieniądze minister finansów zawozi furgonetką bezpośrednio do Narodowego banku Polskiego, gdzie prezes tego banku przelicza wszystko bardzo dokładnie, po czym wszystko wrzuca uroczyście do wielkiego pieca.
  7.  Koniec historii finansowania działalności rządu przez bank centralny.

Otóż sama myśl, że tego typu działania mogły by w ogóle mieć miejsce wzbudza gwałtowne ataki histerii każdego uczciwego, zwyczajnego bankiera. Bankier wie przecież jedno – zadaniem pieniądza jest rozmnażanie się. Myśl o tym, że jakieś pieniądze pożyczone komuś mogą być oddane bez odpowiednich procentów jest dla niego nie do zniesienia. Każdy porządny bankier oddałby duszę diabłu (to taki żart, przecież każdy wie, że jeśli ktoś jest bankierem, to z pewnością duszy już mieć nie może) za to, by nie dopuścić do tego, by komukolwiek w głowie pojawić się mogła myśl o bezprocentowym pożyczaniu pieniędzy.

Dziś rządom nie wolno przeprowadzać takich operacji jak ta powyżej. Mają prawo jedynie wypuszczać obligacje, czyli pożyczać pieniądze od lichwiarzy. Banki centralne są od tego, by tego dopilnować.

W Polsce trwa dziś konflikt na szczytach władzy, pomiędzy jej róznymi organami. Monteskiusz nie przewidywał istnienia Trybunału Konstytucyjnego, ale przewidywał ogólnie możliwość konfliktu między władzą sądowniczą, a ustawodawczą i wykonawczą.

Wobec tego konfliktu warto jednak podkreślić, że żadna z władz – ani wykonawcza, ani ustawodawcza, ani sądownicza nie są w żadnym konflikcie z nową, czwartą władzą, władzą finansową, reprezentowaną przez niezależny Bank Centralny, kierowany przez byłego ministra finansów i premiera z ramienia SLD, prof. Belkę.

Prof. Belka ma pełne zaufanie światowych kręgów finansowych, w związku z tym  były aparatczyk PZPRowski jest oficjalnym kandydatem PiSowskiego rządu na stanowisko prezesa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Tak, jakby PiS nie miał nikogo innego, bliższego swojemu środowisku, do zaproponowania. Przecież prof. Belka brał udział w aferze podsłuchowej, spiskował z politykami PO przeciwko Polsce… a jednak jest oficjalnym kandydatem. Bo jest chroniony przez światową banksterkę.

Warto dodać, że obecność bankiera, Mateusza Morawieckiego, na stanowisku ministra finansów też nie jest przypadkowe. Morawiecki nie był i nie jest członkiem PiS. Jest bankierem. Był członkiem Rady Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku.
Pamiętajmy złotą myśl Thomasa Jeffersona, 3 prezydenta USA:

„Kto kontroluje pieniądz w państwie, ten kontroluje całe państwo”

Warto tego nie zapominać.

P.S.

Zapytano mnie ostatnio co myślę o opcji takiej, że cała ta awantura o TK to też w jakimś przynajmniej stopniu próba przysłonięcia CZEGOŚ przez PiS.

Myślę, że nie tylko przez PiS, ale i przez PO i inne środowiska, włącznie z finansjerą.
PiS otwarcie deklaruje swoje pełne poparcie dla TTIP, przyszłej umowy międzynarodowej, której światowa finansjera będzie głównym beneficjentem. Obecne awantury o TK w Polsce, połączone z kryzysem imigracyjnym są IDEALNĄ zasłoną dla wprowadzanego właśnie TTIP w Europie. Czy ktoś w ogóle w Polsce będzie miał teraz głowę do tego, by tę katastrofalną dla nas umowę oprotestowywać?

Adam Pietrasiewicz pressmix.eu 2016

Komentarze

komentarze