Temat mojej pracy może wydać się kontrowersyjny z powodu doboru argumentów, jak i okresu omawianego przeze mnie. Dlatego pragnę sobie zaznaczyć, że przedstawiona przeze mnie praca ma za zadanie jedynie zdiagnozować problem niemożności funkcjonowania socjalizmu naukowego w warunkach postnowoczesnego „ruchu lewicowego”. Diagnoza ma za zadanie opierać się o doświadczenia okresu realnego socjalizmu i zachodniego postmodernizmu. Nie mniej jednak jestem daleki od fetyszyzowania jakiejkolwiek formy ideologii. Ta praca ma być schludną analizą marksistowską, wolną od wszelkich dogmatycznych zaszłości, o które oskarżają nas lewicowi fani IPN-owskiej koncepcji historii.

1. Nawrót dziecięcej choroby lewicowości.

Tak samo, jak i w czasach Marksa, Lenina i Stalina, tak i dziś mamy do czynienia z wszelką formą lewicowych wariacji, które zasadniczo różnią się w swym, powiedzmy przesadnie, ideologicznym wymiarze. Jednak jest pewna cecha wspólna łącząca wszystkie lewicowe myśli w kontrze do realnych osiągnięć socjalizmu marksistowskiego. Tym łącznikiem jest solidny lewicowy ekstremizm, która w oparciu o liberalizm nie jest w stanie zadać jakiegokolwiek ciosu kapitalizmowi. Wręcz przeciwnie, jest utrzymywany po to, aby ten kapitalizm funkcjonował, gdyż nie ma nic wygodniejszego dla kapitalizmu niż nieporadna „lewicowa opozycja” względem „komunistycznego totalitaryzmu”. Oczywiście większość „lewicowców”, do których dotarłaby podobna informacja, oburzyłaby się z przytupem, że ktoś neguje ich ideowość, jednak fakty są zgoła inne.

Po pierwsze mamy do czynienia z multiplikacją szkodliwych poglądów, które wyrosły na fali zdarzeń okresu postmodernizmu, gdyż właśnie wtedy pojawiła się silna negacja modernizmu, który wedle postnowoczesnych myślicieli jest wyrazem totalitaryzmu. Postmodernizm to negacja systemów wielkich myśli okresu modernizmu (komunizm, faszyzm, socjalizm – to miałby być totalitaryzm wedle przedstawicieli postmodernizmu). Natomiast wedle mojej koncepcji owy odchył negacji jest celowym zabiegiem kapitalizmu, który w ten sposób chciał „wychować” sobie potulną lewicę skorą do kooperacji z kapitalizmem. Tak więc pojawienie się postmodernizmu w momencie, kiedy jeszcze nie zakończył się modernizm (unowocześnianie), jest przemyślanym ruchem stworzonym przez sztab imperialistycznej propagandy. Powstanie postmodernizmu możemy upatrywać w granicach końca lat sześćdziesiątych, kiedy to zachodni studenci podatni na sugestie swoich nauczycieli akademickich, postanowili zanegować dotychczasowe nurty polityczne. Wyznacznikiem myślicieli tego okresu nie jest już leninowska praktyka, lecz przeintelektualizowana teoria dywagowania nad sprawami absurdalnymi, które w rzeczywistości zamazują poprawne postrzeganie marksizmu jako nauki. Powstały nawet o tym książki, które negują przeintelektualizowany charakter postmodernizmu, do takich książek należy między innymi:
Modne bzdury” – książka Alana Sokala i Jeana Bricmonta, powstała jako wyjaśnienie kontekstu i rozwinięcie tzw. sprawy Sokala, traktująca o nadużywaniu, zwykle opartym na ignorancji, sformułowań zaczerpniętych z języka nauk ścisłych, głównie matematyki i fizyki, przez filozofów i humanistów okresu postmodernizmu. Wydana najpierw we Francji, w 1997 roku, pt. „Impostures intellectuelles” (Paryż, Odile Jacob), następnie w USA jako „Fashionable Nonsense: Postmodern Intellectuals Abuse of Science” (Nowy Jork, Picador, 1998), i w Wielkiej Brytanii – jako Intellectual Impostures (Economist Books).

101621

Do innych przejawów wulgaryzacji marksizmu za pomocą myśli postmodernizmu możemy zaliczyć takie pojęcie jak „feminizm postmodernistyczny”, który stał się karykaturą wszelkich ruchów emancypacyjnych. Czego efektem są twierdzenia takich „feministek” jak pani Luce Irigaray, która wysnuła stwierdzenie, że mechanika płynów zajmuje się kobiecymi aspektami i dlatego jest mało badana, natomiast „męska” mechanika ciała stałego jest popularną gałęzią fizyki (w rzeczywistości obecnie mechanika cieczy jest dziedziną intensywnie badaną, a mechanika ciał stałych jest już „przebadana”). Natomiast podstawą takiego twierdzenia Irigaray jest powierzchowne skojarzenie znaczeń oparte na używanym w fizyce sformułowaniu „ciała sztywnego”.

Powyższy przykład przestawiam jako zadeklarowany zwolennik emancypacji kobiet, jednak stanowczy przeciwnik klauniarstwa politycznego.

Kolejną dezaprobatą, która w swej postnowoczesności miała być rozwinięciem marksizmu, jest tak zwana „szkoła frankfurcka”, która powstała z inspiracji lewicujących przedstawicieli klas średnich i wyższych. Owa myśl, a raczej zbiór myśli frankfurckich socjologów są zaliczane do okresu postmodernizmu z racji swoich „zaawansowanych” metod badawczych. Tak więc głównym celem teorii krytycznej postmodernizmu jest odpodmiotowienie człowieka, jako niewolnika wszelkich przymiotów, które utożsamiane są z konserwatyzmem. Przez co owa myśl sprowadza się do pospolitego indywidualizmu, który raczej jest typowy dla prymitywnego anarchizmu, a nie nowoczesnego socjalizmu. Teoria krytyczna Horkhemiera stała się przewodnią tezą, która znalazła szerokie poparcie w USA, lecz przeszła bez echa przez Francję i Włochy.

Zupełnie nie dziwi brak poparcia dla owej teorii w krajach o szeroko usadowionym ruchu komunistycznym, tak jak i poparcie dla niej w krajach, gdzie takiego ruchu nie było. Dlatego przedstawiciele „szkoły frankfurckiej”, bez cienia zawahania przyłączali się do kapitalistycznych agitatorów, którzy przekonywali zachodnie społeczeństwo o „zamordystycznym” socjalizmie Bloku Wschodniego. Znaczące dla uwarunkowania się szkoły frankfurckiej miały dokonania instytucjonalne. Najważniejsze z nich to utworzenie Instytutu Badań Społecznych i czasopisma „Zeitschrift für Sozialforschung”. Miało to ogromne znaczenie po wojnie, dzięki czemu Instytut stał się „formacją intelektualnie ugruntowującą RFN”. Ważne było także połączenie tradycyjnej niemieckiej socjologii zorientowanej bardziej teoretycznie z rozwijającą się w USA nowoczesną metodą prowadzenia badań empirycznych. Istotnym elementem było również otworzenie „Frankfurten Studien zur Soziologie”. Był to program wysyłania politologów oraz pedagogów na staże do Stanów Zjednoczonych. Doniosłe znaczenie miała współpraca z wydawnictwem Suhrkamp, które publikowało prace filozoficzno-socjologiczne. Miała ona formę kieszonkową, dzięki czemu trafiała do dużego grona odbiorców o orientacji lewicowej. Tak więc jak widzimy – szkoła frankfurcka – to zapewne w pełni kontrolowany przez amerykański imperializm wychowanek kapitalizmu o naturze rzekomo antykapitalistycznej. Mógłbym przytaczać wiele podobnych przykładów, jednak szczegółowa analiza szkodliwości szkoły frankfurckiej jest tematem na książkę… Nad tematem poststruktualizmu i dekonstrukcji nie ma co się szczegółowo rozwodzić, gdyż oprócz faktu negacji metod badawczych modernizmu, nie jest to temat ważny. Dlatego ważnym jest, aby zdawać sobie sprawę, że lewicowe wariacje socjalizmu, które powstały na bazie postmodernizmu, są wariacjami irracjonalnymi – dalekimi od jakiejkolwiek logiki. Komunista powinien zdawać sobie sprawę, że „szkoła frankfurcka”, „trzeciofalowy feminizm” i przeróżne efekty postmodernizmu, to w rzeczy samej narzędzia kapitalizmu, których celem jest infiltracja ruchu robotniczego i celowe podporządkowanie sprawy socjalistycznej kapitalistom.

2. Kryptoliberalizm ukorzeniony pod płaszczykiem socjalizmu i postępu.

Socjalizm marksistowski jest sam przez siebie siłą postępową, demokratyczną i wolnościową, mimo że wywodzi się bezpośrednio z adaptacji ideałów oświecenia do socjalizmu. Tak więc, wbrew kilku punktom stycznym z pogranicza anarchizmu i libertynizmu, to socjalizm naukowy tworzy n i e z a l e ż n ą  i w pełni s a m o d z i e l n ą ideę dbającą o wolność jednostki w ramach kolektywu. Nie ma tu najmniejszego miejsca na jakikolwiek przejaw indywidualizmu, tak typowego dla ruchów anarchistycznych. Byłoby uwłaczającym dla komunistów, aby sami umieszczali się na tej samej linii co i pospolici socjaldemokraci oraz socjalliberałowie. Kilkadziesiąt tomów Lenina, Róży Luksemburg oraz Mao to pokaźny zestaw ideologiczny, który wytworzy własne normy obyczajowe, światopoglądowe tudzież ogólnie społeczne. Komuniści muszą liczyć się z faktami, a faktem jest, iż istnieją na świecie i stanowią potężną siłę antyliberalną, lub jak kto woli antykapitalistyczną, czego przykładem są Kompartie Indii, Chin, Nepalu, Ameryki i wiele Partii Europy.

Natomiast jednostkowe próby hedonizmu i sprowadzania człowieka do roli gnuśnej ofiary konsumpcji bez świadomości to jeden z efektów zakrojonej propagandy liberalizmu przenikającego wszystkie aspekty lewicy. Liberalizm już tak mocno ukorzenił się w mentalności socjalistów, że większość socjalistów zaczęła go bronić, gdyż zwyczajnie zaczęli się z nim identyfikować. Libertyńskie postawy poszczególnych jednostek, które naczytały się trywialnych treści o rozwiązłości seksualnej i znoszeniu rodziny jako czymś dosłownym, zostały wyekspresjonowane do granic absurdu. Tak więc dzisiaj wyznacznikiem postępowości jest kwestia obyczajowości, a nie kwestia podążania za postępem technologicznym, cywilizacyjnym i kulturowym.

Nie dziwi was fakt, że odkąd lewica Bloku Wschodniego zaczęła się identyfikować z nowinkami „lewicowego zachodu” to jej popularność spadła? Mnie w ogóle nie dziwi ten fakt. Twierdzę, że socjaliści tak łatwo poddali się oddziaływaniu speców od socjaltechniki z zachodnich uniwersytetów, to najszczersza prawda, gdyż byli i są to fachowcy, którzy sprawnie dbają o „american dream”. To nie jest tak, że socjaldemokracja i socjaliberalizm kontrolują kapitlaizm i chcą go sprawnie zmienić w socjalizm, wręcz przeciwnie – bez kapitalizmu nie byłoby socjaldemokracji, gdyż fabryki byłyby uspołecznione. Dla kapitalizmu socjaldemokracja jest niezbędna do życia, to jest naturalny substytut komunizmu, który towarzyszy anarchii produkcji. Dlatego jej „postępowy” charakter jest wyznaczany za pomocą klauniarskiego charakteru polityki, na podstawie zajmowania się sprawami nieistotnymi i na podstawie szalejącej dezinformacji wśród ludzi pracy. Lenin wielokrotnie wykazywał, że zdrowy rozwój socjalizmu może być oparty o silne „tu i teraz”, o silną władzę robotników. Ponadto twierdził, że powinniśmy stworzyć nowoczesne społeczeństwo, ale z jednoczesną adaptacją tych zdobyczy kapitalizmu, które stworzyła ludzka praca. Odrzucanie całego dorobku ludzkich rąk, tylko dlatego, że został wytworzony przez siły sprawcze kapitalizmu, jest lewicowym sekciarstwem. Natomiast Gramsci wykazał, że życie robotnika w kapitalizmie jest uzależnione od tego, jak żyją klasy próżniacze. Robotnik w swej mentalności próbuje naśladować życie wyższych sfer, przez co kupuje wszystko to, co burżuazja produkuje, więc wiemy, że wytworzenie nowej socjalistycznej kultury w oparciu o zdobycze kapitalizmu jest postawą. Hegemonia kulturowa socjalizmu jest sprawą pryncypialną. A czy liberalizm przemycany w treściach „socjalistów” i „lewicowców” jest za czymś takim? Nie? Oczywiście, że nie. Lewicowcy przecież walczą z hierarchią, wychowaniem czy postawą cechującą odpowiedzialność przed państwowym kolektywem. Silny i zdrowy człowiek socjalizmu, który jest w stanie obronić własny kraj, nie jest na rękę naszym „socjalistom”. Taki sprawny fizycznie i intelektualnie człowiek wadzi „socjalistom”, którzy określają się mianem „postępowych”.

Dochodzimy teraz do kwestii definicji postępowości. Czym jest postęp? Czy postęp jest rozwiązłością seksualną? Domniemanym znoszeniem rodziny? Engels w „pochodzeniu rodziny” jasno mówi, że istnieją różne formy małżeństw, ale w żaden sposób nie ma zamiaru na siłę eksportować formy małżeństwa Irokezów czy plemion Hawajskich do Europy. Tak więc, czy postęp jest paradą w obronie ruchu LGBT, który jest wyznacznikiem zachowań głównie klasy średniej i wyższej? Nic podobnego. To kolejna spekulacja zaadaptowana do socjalizmu dzięki usilnym staraniom „marksistów” okresu postmodernizmu. Nie twierdzę bynajmniej, że jestem homofobem i mam coś do homoseksualistów, ale wyznaję po prostu inną drogę wyzwolenia ich z okowów kapitalizmu. Wykazuję jedynie, że owo środowisko jest w istocie eksploatowane do woli przez pospolitych liberałów, a to jest wstecznictwo, a nie proges. Postęp to najzwyczajniej w świecie podążanie za zdobyczami, które wytworzył świat w celu polepszania warunków bytowych. Dlatego My socjaliści – leniniści w głównej mierze mamy za zadanie zapewnić spokój egzystencjalny ludziom pracy zrzeszonym w różnych kolektywach. Począwszy od najważniejszego kolektywu jakim jest rodzina, przez kolektyw jakim jest nasze miejsce zamieszkania, aż po kolektyw główny, czyli państwo. Czy tego chcą „socjaliści-postmoderniści”? Oczywiście, że nie. Oni potrzebują lewicowości. Oni potrzebują kuriozum. Potrzebują spraw małych, które dzielą klasę robotniczą między sobą. Dlatego są wsteczni.

Podsumowując – Przede wszystkim trzeba podjąć aktywną krytykę kryptoliberalizmu, który zasadniczo ukorzenił się w świecie socjalizmu, wykazać jego błędy i promować rozpatrywanie konfliktu walki klas na płaszczyźnie antykapitalizm – liberalizm.

Mateusz Cichocki

Pressmix.eu 2016

Komentarze

komentarze