OdODKowanie kulisów działania organizacji, wiedzionej na smyczy przez Bankstera

Dania zaKODowanego obiadu dla narodu, co rozum za stodołą wydefekował za młodu

 

Przystawka – deska klozetowa serów Kondratino Profumo Scatolo

 

Kali Murzynek, wielki filozof darwinista, syn zrodzony z ojcomatki Sienkiewicza-noblisty, nie mylić z aferzystą, a pochodzący z „Afryka, a po przyjeździe do Polska, tu nauczony politycznej poprawności” (na motywach tekstu Pana S., czyli produktu pracy lemiesza), został wybrany na patrona Trybunału Konwulsyjnego, powołanego przez Jaruzelskiego Psa Moskiewskiego AD 1982 w celu legalizacji komunistycznego burdelu. Po latach pracy tej synekury dla komuszej ramoty i SB-ckiej hołoty, której osiągnięcia, to utajnienie Aneksu do Raportu Rozwiązania WSI czy akceptacji podniesienia progu do 67 lat dla płci obojga, a także zakazu powrotu do Polski z Księżyca mistrza Twardowskiego, a teraz zreformowany do wymiaru blokera ustaw sejmowych, planowanych przez ekipę „sanacji ojczystej ubikacji”, zwanej III RP. W niedawnym, politycznym i komuszo obscenicznym kształcie ów TK, miał działać jako „koń trojański”, zmajstrowany „prawem kaduka” przez „brzydko chwytającą się” podczas łabędziego zaśpiewu ekipę konstruktorów „państwa teoretycznego”. A patrząc dalej, stał się intencjonalnie ością niezgody i pożarem ojczystej zagrody.

 

Bowiem ów Trybunał Konwulsyjny, relikwia narodowa POjebów, wywołał wielkie larum wyznawców filozofii Kalego, swego patrona, czyli wołanie: „Jeśli kradnie i oszukuje PO, to wtedy demokracja kwitnie, ale jeśli sprząta postkomuszą stajnię Augiasza PiS, to wtedy faszyzm i zamach na demokrację”, bowiem jak naucza Kali: „Jak ja kraść, to dobrze, jak mnie ukraść, to bardzo złe!”. Murzynek Kali, pupilek wielbicieli gender, demokracji socjalistycznej, mowy nienawiści i multikulti, defekuje publicznie na ulicach Polski ustami swych wielbicieli, w imię fundamentalnych wartości komuszych i „wymię ojca”, co z ojcem sypia. A dlaczego tyle larum SB-ckiego i bękarcio-resortowego?  Bowiem został w dobrym, gdyż skutecznym i prawnie uzasadnionym stylu (tym z woli Narodu) odbity TK, planowane narzędzie destrukcji, pomysł zdrajców i szkodników spod sztandaru Kopaczki, Tuskito i PetruDolara, żałosnych dzieci Targowicy i kosmobankiera Soroszcza, guldenonośnego, światowego biustonosza bankowego, a teraz to oni, jedynie we własnym interesie, nie demokracji, defekują fałszem z posłusznych „mord piesków ulicznych”, zawsze wiernych kłamstwu i ekipie kryminalistów, co czynią na ulicy, jak zaczadzeni somnambulicy. Wszystko to, co stało się na niwie podziału i waśni Polaków, to narzędzie politycznej destrukcji, robota frustratów politycznych, którym zabrano niszczycielską zabawkę, czyli TK, zabrano także magię „stoliczku nakryj się” i zakazano spotkań ze „złotą rybką”. Dlatego wyznawcy filozofii Kalego defekują ulicznie w imię SB-ckich i resortowych racji, żalu po utracie synekur i szans na „przewały”, ku chwale symbolu ekipy, spływającej do kanalizacji historii, czyli „szaletu na wysokiej skale”. Kto nie wierzy, niech spyta młodzieży, czy tęskni do POjebów, czy czuje PiSmo nosem i nie chce tańczyć z kapitanem Klossem.

kod

Zupa – cream z zaKODowanych późnych porów à la Petru-Laxigenu 

 

Obywatel innostranny, niejaki Schul(er) (a może Shitmacher?) szermierz słowa moralnie nienaganny, jak wierny pies Stasi i hycel spod Katowitz, oświecony przez rabina medialnego i hieno-lisa celebryckiego, napisał wielce stosowny do idei bycia wolnym od „schizofrenii” bezobjawowej, czyli zdolnym do widzenia „faktów medialnych”, zaś ślepoty na fakty (polecamy lekturę książki I powraca wiatr… Władimira Bukowskiego) tekst o naszej Ojczyźnie, jej odmianie, wiośnie późną jesienią, której nowego oblicza nie trawią, bowiem umieją jeno defekować, kondotierzy spod znaku Komitetu Organizacji Defekacji (KOD), rodzimej Ligi Obrony Złodziei i Oligarchów im. Kalego, albo też Cynicznej Platformy Antyobywatelskiej z siedzibą w Berlinie i filią w Brukseli. A zatem, cny pismaku angelański, Schul(er) Martinie, czy jak słyszysz i czytasz o naszej Ojczyźnie, że w niej faszystowscy PiSuarowie dokonali zamachu stanu, czy wierzysz w to, czy cynicznie blagujesz? Bo jak wierzysz, toś dureń, a jak blagujesz, toś łotr i człek niegodny parania się dziennikarskim zawodem.

 

Czy ty zawsze dostrzegasz, że Niemcy to awangarda multikulti i postępu, demokratyczny i ekonomiczny filar Europy, gdzie w AD 2015 w ramach „aktów humanitaryzmu” osiemset razy napadano i podpalano ośrodki dla zapraszanych przez Angelę M. uchodźców, gdzie w glorii stanowionego u was prawa działa neofaszystowska NPD, gdzie z waszą niemiecką pedanterią dochodzi do dewastacji żydowskich cmentarzy i kręci się oparte o „historyczną prawdę” filmy o, niech sparafrazuję, „Nazi ojcach, nazi matkach”, co? Czy pamiętasz o chlubnych tradycjach demokratycznych Niemiec lat trzydziestych ubiegłego wieku, „wielkości i dobroci” Adiego H., waszego „młodszego brata” naszego krwiożercego Kaczora?

flaga

No to co, panie Goldmunt, panie miedziane czoło, panie kłamco na zawołanie, cny pacanie, co? Zapewne w swym lewackim zidioceniu wierzysz, że nigdy nie osiągniemy waszego niemieckiego ideału, bowiem zawsze będziemy tylko zakładali „polskie obozy koncentracyjne”, co?

 

Wierzysz, że w latach 1939 – 1945 w waszej niemieckiej ojczyźnie, kraju Goethego i Wagnera, wylądowali kosmici, czyli Naziści i za was, a w imieniu „bestialstwa nie z tej ziemi” zamordowali, nie licząc milionów innych ofiar, 6 mln naszych Rodaków, w tym 3 mln obywateli II RP pochodzenia żydowskiego, co? Bądź zatem szczęśliwy, że nie jesteś chory na „schizofrenię” bezobjawową, widzisz jeno medialne ekskrementa, a ślepyś na kanty brutalnej rzeczywistości, nie dostrzegasz, że porównywanie Kaczora do Hitlera, to nie tylko nietakt, to „ciężkie stadium choroby klinicznej”, więc niech „Pan Pancerny” (za świetnym pojęciem Kazika, pieśniarza) będzie z wami, postfaszystowskimi somnambulikami, szczęśliwie wolnymi od „shizofrenii” bezobjawowej, pacjentami radosnej demencji, co nie boli, tak… Pamiętaj też, że wspierający KOD, to „wielki światowy ruch defekatorów”, ruch „pożytecznych idiotów”, że z nagła zacytuję Lenina, który może zmienić nie tylko losy Niemiec i Unii, ale całego świata, może zamienić go w zislamizowany gułag, albo ogród zoologiczny NWO – wybierz bardziej prawdopodobne rozwiązanie finalne. Ale pamiętaj, nasz polski marsz „szaleńców i ksenofobów”, braci Orbana, ojców Wolności i Solidarności, nie dołączy do was, bowiem „złą drogą idziesz Sabo, w najlepszym razie na Berdyczów, zapewne – na śmietnik historii”… Niech ciemna moc będzie z wami, ciemna jak anus mundi, bo z nami, zawsze moc jasna, jak słońce i wiara, że: „Człek człekowi nie jednaki, ptak ptakowi nie dorówna, nie polezie orzeł w gówna”. Ot, co!

cdn.

 

Antoni Kozłowski o sobie:

Poeta, publicysta, scenarzysta, performer, fotograf i malarz. Humanista domowego chowu, bez dyplomów. Od lat oddany idei wolnego słowa i szybkiego reagowania na Zło. Przyjaciel zacnych ludzi, gardzi intelektualną miernotą pomagdalenkową, współczuje „śniętym szczupakom” czyli lemingom (kolokwialnie). Miłośnik kobiet i idei rycerskości, sceptyk filozofii gender. Także bezpartyjny, bezkoteryjny, mistyk bezwyznaniowy, adorator wszelkich epifanii Natury jako ekspresji Nienazwanego. Pragmatycznie, zwolennik chrześcijaństwa (nie katolicyzmu) jako korzenia i fundamentu Dialogu Europejskiego. Od zawsze – romantyk i wizjoner, od czasów świadomej obecności w PRL – antytotalitarysta. Uznaje dyskusję za „twórcze ubogacenia umysłu indywidaualnego”, zaś chamów, frustratów i bękartów „jedynej słuszności” traktuję jako zakały i realnych zabójców procesu wymiany myśli, więc im wszystkim – na pohybel! Sowizdrzał i ironista, stara się nie przekraczać tabu kulturowego i dobrego smaku. Uważa, że słowo ma większą moc, niż konwulsje bezsilnego gniewu i kamienie dedykowane Molochowi. Wierzy w Człowieka uwolnionego od tyranii boga obrazkowego i cesarza despotycznego… Przeciwnik przemocy, wyznawca „siły obywatelskiego zorganizowania”. Rozróżnia zaangażowanie obywatelskie od politykierstwa, które ma w… Na salonach wymiany myśli, w internecie zamierza poznawać mądrych i zacnych ludzi, ignorować intelektualne mendy, nie uskuteczniać jałowej szermierki słownej, pacyfikować chamstwo. Cel publicznej obecności – rozwijać się twórczo, wyciągać wnioski, inspirować innych, budować więzy dyskusyjne, nie odkrywać do końca (co nie znaczy – kłamać!) swej „prawdziwej twarzy”, bowiem publiczne, emocjonalne dyskusje, to pożywka dla służb specjalnych, „robaczku na haczyku”, tak… Jeden nasz cel – Najjaśniejsza Rzeczpospolita, wiele do niego dróg, czyli pluralizm intelektualny i duchowy. I tyle, aż tyle!

Komentarze

komentarze