Jak pozbyć się internetowych aktywistów, którzy krytykują władzę? Sposób jest bardzo prosty. Wskutek wytycznych byłego Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, które dotyczyły walki z mowa nienawiści ofiarą padło konstytucyjne prawo do wolności słowa, a w tym prawo do krytyki osób publicznych.

Ile osób, którym nie podobało się to jak np. zarządza się środkami publicznymi, osób, które odważyły się na dezaprobatę wobec osób publicznych odczuwa skutki wykluczenia, nękania, czy nawet utraty pracy trudno policzyć. Skala nadużyć jest na pewno wyższa w mniejszych miejscowościach. Tam wskutek decyzji byłego Prokuratora Generalnego uwielbienie do władzy można budować na wzór kultowej komedii Stanisława Barei poprzez słynne uwielbienie dla szefa wyznawanego do szafy.
Wygląda to w skrócie tak. Władza lubi chwalić się na lokalnych portalach kawałkiem drogi, odmalowanym budynkiem, czy jedynie goszczeniem kogoś znaczącego. Niezadowolony mieszkaniec, którego głos o priorytety w wydawaniu, wszak i jego pieniędzy, jest pomijany pozwala sobie na krytykę. Być może pracuje w urzędzie i boli go zarządzanie, albo jest na przykład sąsiadem burmistrza, albo w małej społeczności nie chce ujawniać swoich danych i wpis umieszcza pod Nickiem. Prawa nie łamie, nadrzędny akt jakim jest Konstytucja chroni jego wolność do swobodnej krytyki i światopoglądu. Tylko co z tego? Skazany nie będzie, ale na pewno nie zostanie dla krytykowanego anonimowy Wystarczy, że burmistrz zwróci się do prokuratury o pomoc w ustaleniu sprawcy, ponieważ uważa, że popełniono wobec niego przestępstwo z art. 212 kk (zniesławienie). Prokurator nie bada, czy wystąpiły przesłanki zniesławienia i zwraca się do administratora strony o wydanie nr IP. Oponent władzy nawet nie wie, że burmistrz już wie kto ośmiela się go krytykować. Jeżeli trafia na własnego pracownika to łatwo się domyślić, że kwestia utraty pracy jest niemalże oczywista. W małej miejscowości poprzez szeptane informacje łatwo jest niezadowolonego na tyle naznaczyć, że skutki wykluczenia na pewno będą dla niego odczuwalne. Środowisko niezadowolonych naturalnie stopnieje. Inaczej byłoby gdyby składający wniosek do prokuratury po wydaniu danych osobowych był zobligowany do dalszego rozstrzygnięcia przed sądem. Zapewne w obawie przed przegraną nigdy nie skorzystałby z wytycznych Seremeta do inwigilacji oponentów. Natomiast mimo, że sam art.. 212 kk może wzbudzać zastrzeżenia co do szerszej wolności to w przypadku osądu, a nie inwigilacji byłby na pewno środkiem zapobiegawczym dla dyktatorskich zapędów osób publicznych. Władza nie może dawać narzędzi do szykan i napiętnowania, a krytyka powinna być dla niej drogowskazem, a nie narzędziem do zabijania wolności słowa.
Po wydaniu decyzji przez Andrzeja Seremeta na pewno doniesienia do prokuratury się nasiliły. Ile jest ofiar? Tego nie jesteśmy w stanie policzyć. Liczyć możemy natomiast na sprawiedliwe wyeliminowanie tych nadużyć, po dzisiejszym dniu. Wszystko w rękach Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego. Na pewno wiele osób oczekuje tego od Zbigniewa Ziobro.

Komentarze

komentarze