Zna proporcją, mocium panie…

Zna proporcją, mocium panie…

przez -
0 90

Wczoraj, 2 marca 2016, w lokalu IPN „Przystanek Historia” na Marszałkowskiej w Warszawie odbyła się prezentacja książki dr. Bartłomieja Noszczaka „Etos gniewu” opowiadającej o młodzieżowych organizacjach antykomunistycznych w czasach PRL. Ta książka jest dla mnie o tyle ważna, że byłem uczestnikiem takiej organizacji w latach 70. Okazuje się, że dzieci organizowały się od 1944 do 1989 – na początku trochę częściej, potem mniej często, potem znowu częściej, ale w każdym razie przez cały okres PRL już nawet ci najmłodsi wiedzieli i czuli, że system, w którym żyją jest zły.

Bo faktycznie był zły.

Książkę napisał historyk z IPN i od momentu jej wydania stała się ona elementem, na którym zapewne kiedyś oprą się jakieś kolejne badania – w każdym razie okazuje się, że w jakiś tam sposób ja również stałem się maleńkim ziarenkiem dorzuconym do „oficjalnej” historii Polski razem z Szarymi Szeregami, Orlętami Lwowskimi itp…

W 1983 roku, w wyniku stanu wojennego w Polsce i związanych z tym zawirowań w moim życiu – szczególnie zawodowym, bo dostałem zakaz pracy w zawodzie – znalazłem się na emigracji we Francji. Mieszkałem w ośrodku dla uchodźców, jak to się mówiło wtedy: w „obozie”, specjalnie dostosowanym do przyjmowania osób niepełnosprawnych. W pokoju naprzeciwko mojego mieszkali uchodźcy z Kambodży – dwóch chłopaków – jeden bez nóg, drugi sparaliżowany od pasa w dół. Chłopaki uciekali podobno przez dżunglę, z rodzinami, ale tylko im dwóm się udało przeżyć, i to też ledwo ledwo, bo jeden wlazł na minę, a drugiemu strzelili w kręgosłup już jak przekroczył granicę Tajlandii…

Francuzi traktowali nas – Kambodżańczyków i Polaków – bardzo dobrze. Dostaliśmy wikt i opierunek, ci, którzy nie znali francuskiego poszli na szkolenia językowe, otoczono nas opieką medyczną, dostaliśmy zasiłki, uzyskaliśmy pomoc w znalezieniu mieszkania i pracy. Potraktowano nas dobrze. Jak uchodźców.

Wtedy, gdy patrzyłem na tych młodych chłopaków, którym wojna odebrała rodziny i złamała życie, pierwszy raz pomyślałem o proporcjach. O tym, że i oni, i ja z rodziną jesteśmy DOKŁADNIE tak samo traktowani przez naszych francuskich gospodarzy. Jak uchodźcy. A przecież jak można porównywać mnie, uciekającego z Polski przed komunistami, którzy wprowadzili zapis zakazujący zatrudnienia mnie w moim zawodzie z dwoma chłopakami, którzy również uciekali przed komunistami, tylko takimi nieco bardziej groźnymi – takimi, którzy z kałachami w rękach strzelają do kobiet i dzieci?

Wczoraj, na prezentacji książki w IPN znów mi takie myśli przyszły do głowy. To co robiłem znalazło się w książce historycznej razem z opisem działań młodych chłopaków, którzy po II wojnie światowej Z BRONIĄ W RĘKU próbowali odbijać Polskę z sowieckich łap, albo z opisem działań Federacji Młodzieży Walczącej, która walczyła z komuną w czasach stanu wojennego, kiedy za taką działalność groziły PRAWDZIWE sankcje.

Organizacja Wolność i Niezawisłość, która powstała w Liceum Batorego i liceum św. Augustyna (tzw. PAXie)w Warszawie na przełomie 1973/1974 powstała w czasach, gdy realnie za to, co robiliśmy, a było to zrywanie czerwonych flag, napisy na murach czy jakieś tam akcje ulotkowe, groziło nam co najwyżej parę pasów na gołe tyłki. To był czas małego, gierkowskiego „dobrobytu”, gdy pokazał się mały Fiat, a w sklepach zjawiła się Coca Cola i nikomu wówczas nie było w głowie ani walczyć z komuną, ani tak naprawdę realnie ścigać dzieciaki, którym taki pomysł w głowie się pojawił. Skądinąd wiadomo, że SB nas nigdy nie namierzyło, nie mieliśmy w naszych szeregach agentów. Ale też i jak mnie z kolegą zatrzymano na Pałacu Mostowskich za akcję 1 sierpnia 1974 na Cmentarzu Wojskowym (układaliśmy kwiaty i tarcze naszego liceum na Kwaterze Głównej AK), to ubecy na głowie stanęli, żeby NIC z nami specjalnego nie zrobić i jak najszybciej pozbyć się nas, szesnastoletnich szczeniaków, i wysłać nas do domu bez żadnych konsekwencji. I tak się też stało.

Znam proporcje. Ani mi w głowie wyobrażać sobie, że skoro jest o nas mowa w poważnej książce historycznej, to mam prawo wyobrażać sobie, że stoję w jednym szeregu z prawdziwymi bohaterami.

Znam proporcje, mocium panie.

Ale satysfakcję jakąś tam jednak mam…

Adam Pietrasiewicz pressmix.eu 2016

Komentarze

komentarze