„Oby dopadła go choroba, na którą lek wyłączność będzie posiadała osoba rozdająca innym za darmo, ale jemu nie za żadną cenę.”

„Rys psychopaty- bez emocji i empatii, próbuje bawić się tym co robi i mieć z tego emocje ale pewnie nie ma bo ma mózg uszkodzony..”

„Największym paradoksem naszej cywilizacji jest fakt, że zapewnia ochronę takim kutafonom.”

„To jest śmieć na odstrzał, za wyeliminowanie czegoś takiego nie powinna nawet grozić kara (niska szkodliwość społeczna).”

„Dlaczego ten artykuł jest w cyklu LUDZIE?”

„śmieć z albanii zresztą jak każdy albańczyk”

„I jeszcze nikt go nie zajebal.”

„kawal ch..a a nie czlowiek”

„Klasyczny przykład psychopaty albo kawał zwykłego sku…ela.”

Wybrane komentarze z artykułu weekendowego na portalu Gazety Wyborczej

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,138262,19612030,obys-wpadl-pod-autobus-jak-pewien-wilczek-z-wall-street.html

bardzo pięknie świadczą o poziomie czytelników, jak i o standardach mowy nienawiści dopuszczonej do dyskusji publicznej. Nie to jest jednak najważniejsze.

 

Bardzo nie lubię, gdy szanowany portal ustami swoich redaktorów mija się z prawdą na temat prezentowanych sylwetek ludzi, którzy – tak jak Martin Shkreli – są kontrowersyjni – ale daleko im do bezdusznych, pozbawionych uczuć i empatii osobników, którzy bawią się np.systemami bankowymi (np. Bernanke) lub politycznymi (np. Soros)… To tematy na osobne artykuły – skupmy się na przekazie z Gazety Wyborczej o Martine Shkrelim.

 

Z artykułu dowiadujemy się, że rzeczony Martin Shkreli podnosi cenę leku na toksoplazmozę, do którego niedawno kupił prawa, uniemożliwiając dostęp potrzebującym, których nie stać na lek oraz blokując inne przedsiębiorstwa przed produkcją taniego zamiennika. Artykuł opisuje też sylwetkę Martina jako bezwzględnego gracza giełdowego, który wykorzystuje nadarzające się okazje, by zbudować kapitał oraz etycznymi i nieetycznymi sposobami powiększać majątek lub spłacać swoje długi. Towarzyszą temu procesy, nękania ze strony FBI i kongresu, ogromna fala niezadowolenia, tzw. hejtu, gróźb karalnych i wodospad jadu pod adresem Martina Shkrelego.

 

Kontrowersyjny wydaje się też styl życia Martina – nie umyka on autorowi artykułu – ekstrawagancja zakupów (Martin kupuje na przykład dostępny w jednej kopii album grupy raperów Wu Tang Klan za 2 miliony dolarów), przepływy finansowe między funduszami hedgingowymi, imprezy z gwiazdami…
Trochę zapomina się o działalności charytatywnej Martina oraz dziesiątkach milionów dolarów, które płyną w stronę wielu instytucji wspierających walkę z różnego rodzaju dysfunkcjami, chorobami – niektóre z nich bez jego pomocy nie miałyby dziś racji bytu…

 

Nie uważam, aby wykorzystywanie własnych możliwości, kontaktów oraz sposobności do wzbogacenia się było czymś złym, o ile nie naruszane są normy etyczne biznesu – i tutaj można by się kłócić, mówiąc o podwyżce cen leków.

 

Nikt jednak nie mówi, że sama podwyżka nie uderza w pacjentów, a w głodne zysków firmy ubezpieczeniowe. Shkreli obnaża paradoksy ubezpieczeń zdrowotnych w USA, pokazując, jak można wyprowadzić dość duże sumy, sprzedając rzeczony lek Daraprim ubezpieczonym pacjentom.

 

Oczywiście Gazeta Wyborcza nie wspomina, że lek jest dostępny za darmo WSZYSTKIM, których na niego nie stać – po kontakcie z obsługą klienta w firmie Shkrelego można lek otrzymać za darmo na dowolnie długi okres – należy przedstawić historię choroby i rekomendację lekarza, a brak ubezpieczenia przyspiesza otrzymanie leku na cały okres leczenia.

 

Artykuł nie wspomina, że lek dotyczy tylko kilku tysięcy najbadziej potrzebujących i chorych, sam w sobie jest dość niebezpieczny i nie ma zamiennika – nie posiada leku generycznego! Daraprim to lek referencyjny, dostępny od wczesnych lat sześćdziesiątych. Nie wspomnę o tym, że lek sprzedawany jest w leczeniu szpitalnym taniej o prawie połowę – pomimo płacącego ubezpieczyciela.

 

Jego cena została tak obliczona, by wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy od ubezpieczycieli i skierować uzyskane środki w kolejne badania nad rozwiązaniem problemu toksoplazmozy – która na pewnym etapie życia dotyczyć może każdego z nas – w zależności od regionu świata zakażonej pasożytem może być od 7% do 34% populacji. U osób z prawidłowo funkcjonującym układem pokarmowym choroba nie rozwija się – pasożyt czeka na znaczne obniżenie zdolności układu do odpowiedzi immunologicznej.

 

Nie chcę oceniać etycznych pobudek działań giełdowych Martina Shkrelego ani jego przeszłości. Uważam, że to, co robi dla likwidacji zagrożenia toksoplazmozą na świecie jest dobre, a sposób dość kreatywny, ale jak najbardziej etyczny. Większość opinii publicznej nie potrafi rozpoznać prawdy w przekazach informacyjnych i jest zdana na manipulację tych mediów, które swoim zasięgiem i „reputacją” potrafią dotrzeć do grup większych, niż media obywatelskie, poszukujące obiektywnej prawdy, bez kompromisu uderzające w kłamstwo.

 

„Pamiętacie takiego gościa jak Gordon Gekko? Wiecie, film „Wall Street”, Michael Douglas i hasło „greed is good” (ang. „Chciwość jest dobra”)? Najwyraźniej Shkreli to gość, z którego Gordon Gekko byłby dumny.” – pisze na koniec Michał Gostkiewicz, redaktor Gazety Wyborczej. Wydaje mi się, że Martinowi daleko do Gordona Gekko, zwłaszcza po obejrzeniu zapisu konferencji z kilkoma dziennikarzami, gdzie Martin rozwiewa wiele nieprawdziwych opinii krążących na jego temat i wyjaśnia, w jaki sposób lek zostaje rozprowadzany, a dochody z jego sprzedaży zasilą badania nad walką z toksoplazmozą.

 

Link do telekonferencji: https://www.youtube.com/watch?v=Lystfat0Fp0

Janko Walski

Grupa Medialna Pressmix

Pressmix.eu 2016

Komentarze

komentarze