O Ukrainie przestało się mówić. Są inne, ważniejsze tematy – upadek demokracji w Polsce, konieczność przyjmowania uchodźców i walki z ksenofobią tych, którzy nie rozumieją jak bardzo korzystne dla Europy jest przyjmowanie tych przybyszów.

Ukraina się już przejadła i przestała interesować. Najwyraźniej Putin już zrezygnował z jej podboju, albo jak nie zrezygnował, to nas już to tak bardzo nie obchodzi. Dowiadujemy się co najwyżej jakichś skrawków informacji o tym, że Kijów zaciągnął kolejną pożyczkę, żeby spłacić poprzednią, czyli mamy do czynienia z klasycznym scenariuszem okradania państwa ze wszystkiego co wartościowe przez zachodnich bankierów. Scenariuszem, który został przetrenowany (i nadal jest realizowany) z doskonałym skutkiem w Grecji.

Zawsze zadziwia mnie brak wyobraźni konsumentów informacji. Zdumiewa mnie, jak bardzo niewielu ludzi zadaje sobie takie podstawowe, najważniejsze pytania. W przypadku Ukrainy ważną kwestią jest pytanie o bilans zysków i strat po wydarzeniach na Majdanie pod koniec 2013 i na początku 2014. Czy Ukraina w jakikolwiek sposób skorzystała z rewolucyjnej zmiany, która wówczas nastąpiła?

Odpowiedź jest prosta. Dość wyraźnie widać, że nie. Nie ma w zasadzie żadnego pozytywnego aspektu zmian, które nastąpiły. Samo stwierdzenie, że „wyrwano państwo spod kontroli Moskwy” nie jest oczywiście żadnym argumentem, bo oczywiście natychmiast można na to odpowiedzieć „i przekazano to państwo pod kontrolę Waszyngtonu”.

Przeciętny człowiek na Ukrainie nie skorzystał na zmianach w żaden sposób. Kilka tysięcy osób straciło życie. Państwo się rozpadło – Ukraina utraciła Krym, najbardziej optymistyczną perspektywą dotyczącą terenów na wschodzie jest utworzenie federacji, ale należy spodziewać się raczej sytuacji takiej jak w Osetii czy w Naddniestrzu, gdzie władza w stolicy nie ma żadnej kontroli ani żadnego wpływu na oderwane tereny. Gospodarka się załamała, największy rynek zbytu dla ukraińskich towarów, jakim była Rosja, zamknął się całkowicie, a Unia Europejska nie jest zainteresowana ukraińskimi produktami, które nie są w stanie utrzymać wyśrubowanych norm.

Koniec końców jedyną rzeczą, którą Ukraina ma jeszcze do zaproponowania zachodowi jest tania siła robocza, i moim zdaniem tak naprawdę w tej całej awanturze z Majdanem właśnie o dostęp do tej siły między innymi chodziło. Poniżej wykres, który prawdopodobnie jest tego dowodem.

Wykres pokazujący ewolucję wynagrodzeń w Chinach i na Ukrainie. Po 2013 roku widać wyraźne załamanie wzrostu wynagrodzeń na Ukrainie i ich znaczący spadek podczas gdy wynagrodzenia w Chonach wciąż roską osiągając poziom średniej 700 euro.

Masowe ściąganie setek tysięcy imigrantów do Unii jest być może drugą stroną tego problemu – oni też są gotowi pracować za o wiele mniejsze stawki niż Niemcy czy Francuzi, co być może skompensuje nieco wzrost płac w Chinach, który ma zły wpływ na poziom zysków ludzi rządzących światem.

Co do jednego nie mam żadnych wątpliwości – nic dobrego z tego nie wyniknie.

Adam Pietrasiewicz pressmix.eu 2016

Komentarze

komentarze