Wśród znanych mi ludzi jest trochę osób zamieszkujących w wielkich miastach, którym marzy się osiedlenie się na wsi. Z jakichś względów jeszcze tego nie uczyniły, lecz starannie kultywują to pragnienie badając grunt, teren, jeżdżąc na różne spędy i zbierając wszelkie dostępne informacje.

Jako osobie pomyślnie osiedlonej od lat już dziesięciu, zadają mi różne pytania. Oczekując odpowiedzi. I oto odpowiadam.

Tak, do porzucenia miasta potrzebna jest absolutna determinacja,

polska_wiesa nie tylko miłość do przyrody i wsi (postrzeganej jako ptaszki na niebie, zielony las, kwiaty, pszczółki, krówki na pastwisku i uprzejmy gospodarz, pobierający za gościnę stosowną opłatę).
Zdeterminowane nie muszą być jedynie te osoby, które inwestują zarobione w mieście pieniądze w nieruchomość, kupują działkę siedliskową, remontują chatę, zamieniają ją w wygodne letnisko i przyjeżdżają do niej na tydzień-dwa w roku, po czym sprzedają wszystko z zyskiem, bo się tą rozrywką zwyczajnie znudziły. O takich nie mówię. Do tej klasy społecznej i mentalnej zwyczajnie nie należę.

Ważna jest odwaga

Krowa(lub całkowita ufność wobec losu czy Opatrzności). Odwaga i determinacja mogą być ślepe i głupie. Zwłaszcza, jeśli idzie za nimi młodość i uroda, zdrowie i siła fizyczna. Te cechy nie wystarczają, aby mieszkać szczęśliwie na wsi do końca życia. Dlatego przyszły osiedleniec musi rozważyć jeszcze inne sprawy, nim wystartuje. Aby w ogóle podjąć nieodwołalną decyzję, że tak, wchodzi w to. Albo nie, jednak nie będzie się w to bawić.

Najbardziej potrzebnymi na wsi cechami (oprócz, jak mówię: Determinacji, Odwagi, Siły i Pracowitości) jest bezsprzecznie otwartość, komunikatywność, umiejętność słuchania innych oraz samodzielność. Przydaje się też spryt, bo mieszkańcy wsi są na ogół chłopami, a wiadomo, chłopi mają swój chłopski spryt i nie w ciemię są bici.

polski-konZałóżmy teraz, że jesteś, Czytelniku znużonym tłokiem, hałasem i gonitwą szczurów mieszczuchem, który decyduje się przenieść z metropolii na wieś. I jest to twoja nieodwołalna, głęboko przemyślana decyzja.

Oto następny konieczny krok do zrobienia.

O ile naprawdę nie chcesz po pewnym czasie rzucić wszystkiego i z podkulonym ogonem wrócić do dobrze znanego świata murów, szkła, metalu i zgrzytów mechanicznych, musisz sobie dokładnie uświadomić własne zamiary, możliwości i niedobory, określić posiadane środki i ustalić na ich bazie główne cele do zdobycia.

Bo przecież są tacy, którzy rejterują i przyczyny ich niepowodzeń są do wymienienia.

Ludziom na ten przykład sypią się związki i partner, wystawiony na działanie wiejskiej ciszy, nudy, różnych warunków pogodowych i koniecznych do wykonania prac uświadamia sobie, że tego nie wytrzyma, że co innego mu się jednak marzy. Samemu, lub samej zostać i ostać się na wsi jest naprawdę trudno. Zwłaszcza, gdy brak jest osobnego źródła stałego dochodu. Albo odzywają się przykro alergie, na pyłek i siano, na sierść zwierzęcą czy kurz. I wytrzymać to coraz trudniej.

Inni nie radzą sobie w kontaktach z wiejskim tradycyjnym otoczeniem. Na różny sposób.

Są jeszcze tacy, których tryb życia (np. rodzaj diety sprzeczny z ogólnymi przyzwyczajeniami, albo stosunek do zwierząt, bądź hodowla zbyt agresywnych lub zbyt wielu kotów czy psów), nachalnie głoszone poglądy polityczne albo religijne, tudzież grożenie urzędami drażnią „swojaków” i tym samym zdobywają sobie szybko wrogów. Do tego stopnia wrogich i niechętnych, że życie wiejskie staje się dla nich codzienną udręką.

Niektórzy zaś nie potrafią zarabiać na wsi, ciężko i wytrwale pracować, a ich miejskie fantazje, że jakoś to będzie, szybko pryskają w kontakcie z rzeczywistością.

Z czego żyć na wsi, jaki kierunek i rolę obrać?

Ról na wsi jest do wyboru wiele. Możesz zostać inteligentem i poszukać pracy w pobliskiej gminie, pisać książki i artykuły do prasy, albo zostać informatykiem pracującym zdalnie.

Możesz wynająć mieszkanie w mieście i żyć z czynszu, na wsi koszty życia są dużo mniejsze (gdy tylko w grę nie wchodzą remonty do wykonania).

Możesz zostać wiejskim zakapiorem, gwarzącym z każdym przechodniem na ławeczce i wkręcającym się „na krzywy ryj” na zakrapiane posiłki, „hodowcą kurczaków” czy kóz i mieć przynajmniej zawsze co do garnka włożyć.

kielbasaMożesz imać się nielegalnych produkcji i przetwarzania różnych produktów rolnych, jakich nie wymienię, bo wszyscy wiedzą, o co chodzi, a głośne mówienie o tym nie jest politycznie poprawne.

Możesz zostać muzykantem, rzemieślnikiem, handlarzem, pomagać w polu, na budowach i w remontach, rąbać drwa, pracować w lesie, albo zbierać leśne runo.

Możesz zarejestrować w urzędzie agroturystykę i przyjmować gości z miasta, na różne zanęty, które sobie tylko wymyślisz, nęconych.

Jasnym jest, że

jeśli mimo wszystko decydujesz się osiedlić na wsi, to przeważnie musisz wyprzedać się w mieście, aby rozpocząć nowe życie. Stawia cię to z miejsca w ryzykownej sytuacji materialnej. Nie wnikajmy skąd ktoś ma kasę na przeprowadzkę, bo to różnie bywa. Niektórzy przygotowują się do skoku na głęboką wodę bardzo długo, powoli, systematycznie, małymi kroczkami, oszczędzając całymi latami, lub pracując świątek piątek w korporacji. Inni zwyczajnie sprzedali mieszkanie w bloku albo spadek po rodzicach.

Ważne jest, aby określić sobie na wstępie, z czego będzie się żyło, mieszkając na wsi. Bo przecież niekoniecznie trzeba być rolnikiem, przynajmniej takim produkcyjnym i harować w pocie czoła za niewielki zysk i marne dopłaty unijne. Bez zaplecza żyznego i dużego obszaru pola i budynków gospodarczych odziedziczonych po przodkach, pomocy rodziny, wiedzy i doświadczenia oraz dużych zasobów finansowych na starcie, wyżyć z polskiej ziemi to najtrudniejsza sprawa pod słońcem. Jednak posiadanie kilkunastu czy kilkudziesięciu arów może już zagwarantować własny ogródek, niewielki sad, krzewy owocowe, warzywa, tunel foliowy z pomidorami, ogórkami i sałatą oraz hodowlę drobiu, a nawet dwóch-trzech kóz, nie licząc możliwości trzymania szczęśliwego psa i kota. Nie zabiera to dużo czasu i umożliwia poświęcenie uwagi innego rodzaju pracy.

pocztowka_jajkaZ doświadczenia mogę powiedzieć, że życie i praca na wsi z pełnym wykorzystaniem płodności gleby i zwierząt daje całkowitą sytość temu, co pracuje na ziemi i jego rodzinie.

Z zarabianiem na pracy rolniczej jest inaczej.

Na zyski trzeba czekać. Nawet kilka ładnych lat. A przedtem inwestować, budować, organizować, urządzać, dorabiać się, hodować, dbać, troszczyć się, doglądać rano i wieczorem. I zwierzęta i rośliny, i glebę, i budynki. Czyli pracować, pracować, pracować. I trwać.

I o ile nie jest się operatywnym, pomysłowym, sprytnym, komunikatywnym, z talentem do handlu oraz przy tym upartym, pracowitym i cierpliwym, to nie będą to zyski krociowe, a jedynie mniej lub więcej zwracające poniesione nakłady.

Czemu tak się dzieje?

Idealista z miasta jest teoretykiem. Może słyszał o systemie, polityce państwowej i unijnej, historii, ale w praktyce nie zdaje sobie sprawy, jak dalece państwo zadbało i starannie dba o to, aby drobny rolnik (hm, małorolnik, a takim przeważnie staje się były mieszczuch na wsi)

1) zatruwał ziemię i zwierzęta, siebie i innych;

2) był zależny od aktualnych, ciągle zmieniających się przepisów biurokratycznych, zakazów i nakazów;

3) nie mógł głowy wychylić poza poziom produkcji, zdolny zaspokoić jedynie podstawowe potrzeby jego i rodziny;

4) drżał przed urzędnikami, zdolnymi znaleźć na niego haczyk w każdej sprawie, za nielegalne ubicie zwierzęcia i nielegalne sprzedanie przetworów z niego, za brak kafelków w kuchni i oborze, za zasianie własnego ziarna bez licencji i bez uiszczenia stosownej opłaty, za wydestylowanie własnego alkoholu, a tym bardziej sprzedanie butelki sąsiadowi albo znajomemu alkoholikowi, za brak wpisów w księgach, pozwoleń, zgłoszeń, opłat, podatków i co tam jeszcze hydra państwowa sobie wymyśliła.

Zmieńmy temat

zima_kozyKtoś mnie zapytał, czy można wyżyć na wsi z hodowli kóz.
Odpowiem, że tak i nie. Bardziej nie, niż tak. Chociaż…
Lepiej mieć inne źródła dochodu, przynajmniej na pierwsze kilka lat rozruchu gospodarstwa. A potem przy nich pozostać. Nie rezygnując z kóz.

Alternatywą jest założenie fermy i przetwórni, by zostać rolnikiem przemysłowym. Ale to mnie nie interesuje. Bo mam tylko dwie ręce. I głowę w chmurach.

Komentarze

komentarze