Element, który powraca dziś i odmieniany jest przez przypadki w wypowiedziach właściwie wszystkich, albo prawie wszystkich, to słowo WOJNA.

Nasi wrogowie są głupi. Twierdzą, że to my jesteśmy wrogami, a przecież to oni nimi są!
Pierre Desproges

Element, który powraca dziś i odmieniany jest przez przypadki w wypowiedziach właściwie wszystkich, albo prawie wszystkich, to słowo WOJNA.

Teraz WOJNA! Jesteśmy w stanie WOJNY!  Terroryści wypowiedzieli nam WOJNĘ. W tej WOJNIE nie będzie jeńców. I tak dalej, i tak dalej. Jest to zaskakujące dla kogoś, kto choć trochę przygląda się sytuacji międzynarodowej i historii tej sytuacji. Dla każdego choć trochę myślącego człowieka sprawa powinna być jasna i zrozumiała, a najwyraźniej nie jest.

Dla ludzi mieszkających na Bliskim Wschodzie wojna trwa w zasadzie nieprzerwanie od 1979 roku.

Jej ogniska się przenoszą z miejsca na miejsce, albo obejmują większe lub mniejsze obszary, ale wojna trwa tam nieustannie. Tak naprawdę zaczęła się w momencie wkroczenia wojsk radzieckich do Afganistanu i od tego czasu jedynie się przenosi i przepoczwarza. I tak już od 35 lat. Afganistan, Iran, wojna Iraku z Iranem, wojna domowa w Libanie, wojna w Kuwejcie i Iraku, wojna gospodarcza przeciwko Irakowi, wojna w Afganistanie, druga wojna przeciwko Irakowi, wojna w Libii, wojna w Syrii, wojna z ISIS, Wojna Arabii Saudyjskiej z Jemenem… Końca tego wszystkiego nie widać.

W większości tych wojen państwa NATO, bądź Rosja i jej poprzednik ZSRR, były i są nadal, elementami aktywnymi.

W większości, bo nie we wszystkich: o ile wojna Iraku z Iranem była wojną tak naprawdę USA z Iranem, tyle że irackimi żołnierzami, o tyle dziś mamy do czynienia na Bliskim Wschodzie z wojną (między innymi!) wahabickich szyitów z sunnitami i z innymi szyitami, którzy nie są wystarczająco radykalni.

Co wiemy o tej wojnie, którą Państwo Islamskie prowadzi ze wszystkimi, którzy je otaczają? NIC.

Nas to w ogóle nie interesuje, nie interesują nas wewnętrzne problemy muzułmanów. To są ich sprawy. Dla nas oni wszyscy są jednakowi. Muzułmanie. Islamiści, Groźni ludzie, którzy na nas czyhają, bo są wyznawcami potwornej religii… która z jakichś tajemniczych powodów stała się taka groźna akurat ostatnio, w ciągu minionych kilku dziesięcioleci. Tak mniej więcej 35 lat. Niezwykły zbieg okoliczności, prawda?

Dziś, gdy zostali zabici Francuzi we Francji nagle pojawia się zdumienie i stanowcze okrzyki: „Skoro tak, to WOJNA!”

A przecież wojna wciąż trwa. Od wielu, wielu lat! Francja bierze w niej otwarcie i aktywnie udział od jakichś 5 lat, od czasu, gdy doprowadziła do upadku Libii. Ale brała też udział przecież i wcześniej, na przykład w wojnie przeciwko Irakowi czy w wojnie przeciwko Afganistanowi. Francja jest w stanie wojny – bo czym innym, jak nie wojną jest bombardowanie innych państw? – od lat. Jedyna różnica, jaka mamy dziś w stosunku do dnia wczorajszego, to to, że w tej wojnie zginęli Francuzi we Francji! No, ale przecież wojna właśnie na tym polega, że są ofiary po jednej i po drugiej stronie.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że „gdzieś tam u Arabów” giną ludzie.

Nikt się tym nie przejmuje, bo media dbają o to, żeby nie nalegać na to za bardzo. Gdy w zeszłym roku kilka tysięcy Palestyńczyków zginęło z rąk żołnierzy izraelskich w zasadzie nikt się tym nie przejął. Bo media nie nadały temu rozgłosu. Gdy dziś tysiące ludzi giną w Jemenie z rąk Saudyjskich nikt się nie przejmuje, bo to nie nasza sprawa. Media o tym nie mówią, a poza tym to są „nie-ludzie”. Jacyś Arabowie, pewnie groźni muzułmanie. I do tego daleko.

Co wiemy o wojnie Państwa Islamskiego z otaczającymi ich ludami? Co wiemy o wojnie Arabii Saudyjskiej z Jemenem? Co wiemy o tym, kim są ludzie, którzy mieszkają na Bliskim Wschodzie?

NIC.

Co najwyżej że to muzułmanie. Groźni.

Oni też nas nie odróżniają.

W komunikacie, który „Kalifat” ISIS wystosował po piątkowych zamachach w Paryżu, nazywają Francję „tą, która niesie sztandar krzyża w Europie”. Każdy, kto choć trochę się interesuje Europą doskonale wie, że to nie może być prawda, bo Francja jest antychrześcijańskim, ateistycznym państwem.. Tylko dlaczego skoro my nic nie wiemy o ludziach mieszkających na Bliskim Wschodzie, to mielibyśmy wymagać od nich, by wiedzieli o nas wszystko?

Dla nich jesteśmy krzyżowcami.

Ich zdaniem prowadzimy z nimi wojnę od dziesięcioleci. Uważają, że to nie oni na nas napadają, tylko my na nich. Patrzą wokół siebie, widzą na niebie latające samoloty i drony, z których spadają im na głowę bomby i dochodzą do wniosku, że krzyżowcy na nich napadli. Gdy mieszkańcy Państwa Islamskiego masowo manifestowali swoją radość po katastrofie rosyjskiego samolotu to dlatego, że nad ich głowami latają rosyjskie samoloty i spadają im na głowę rosyjskie bomby. A Rosjanie to tacy sami krzyżowcy jak i my – a może nawet i gorsi!

Nie mają racji?

Tutaj „racja” nie ma żadnego znaczenia! Tu trzeba po prostu zrozumieć, że ta druga strona też ma swój punkt widzenia. Jak się prowadzi wojnę, to warto go znać. Widzieć, o co walczy wróg. Zastanowienie się nad tym wcale nie oznacza, że musimy się z racjami przeciwnika zgodzić. To pomaga jedynie w ocenie sytuacji, w skutecznym prowadzeniu wojny.

Media to całkowicie przemilczają.

Naszą świadomość modeluje się, i to bardzo skutecznie, w taki sposób, byśmy wyobrażali sobie zawsze, że jesteśmy tymi „good guys” którzy walczą z „bad guys”. Byśmy wciąż byli przekonani, że wojna, którą prowadzą nasi rządzący nie jest tak naprawdę wojną, tylko jakąś operacją policyjną. I my w to wierzymy, bo trudno jest przyjąć do wiadomości jakąś inną prawdę.

Wojna trwa nieustannie od dziesięcioleci.

Niewykluczone, że teraz przeniesie się do nas. Już się przeniosła! Obecność wojska na ulicach miast we Francji jest tego dowodem – wojsko to nie policja, wojsko służy do prowadzenia wojny! ISIS już tutaj wygrał, bo jego wrogowie przyznali,  że to wojna. To daje ludziom rządzącym „Kalifatem” nowe argumenty do rąk – mogą tym bardziej otwarcie rekrutować bojowników do wojny. Myślę, że władze Francji popełniły tutaj błąd – powinny były sprawę załatwić policją i tajnymi służbami, by utrzymać wrażenie, że jest to jedynie kwestia porządku publicznego.

Póki co więcej ofiar jest po stronie naszych przeciwników, ale mają nad nami przewagę liczebną. Niewiele też tak naprawdę potrzeba, by spowodować zdarzenie, w którym ofiar nie będzie 120 tylko dziesięć razy więcej.

Więc nie wiadomo, jak się ta wojna skończy.

Adam Pietrasiewicz pressmix.eu 2015

Komentarze

komentarze