Wystarczy 0,1%

Wystarczy 0,1%

przez -
0 645

Z pewnością każdy z nas dostał mailem spam chwalący możliwości szybkiego zysku na Forexie.  Niektóre teksty spamerskie snują opowieści o ludziach, którzy żyją z tego jak maharadżowie zarabiając 10 000,00 zł miesięcznie na czysto, albo i tyle na tydzień, albo i jeszcze więcej – wyobraźnia spamerów nie ma granic.

To oczywiście kłamstwo, jak wiele innych informacji, które do nas docierają w niechcianej poczcie. Forex to miejsce, w którym bardzo ograniczona liczba doskonale wyszkolonych specjalistów czai się na najmniejsze nawet okazje, by zarobić pieniądze. Polują na okazję. Okazjami są dla nich najczęściej prości ludzie, którzy uwierzyli spamerom.

Jednym z elementów zachęty, jakie spamerzy prezentują w swoich mailach są często informacje o możliwości nieomalże nieograniczonego inwestowania dzięki tzw.  „lewarowi”. Chodzi o to, że wystarczy wyłożyć 1 000,00 zł by móc inwestować na poziomie 100 000,00 zł. Jest to niezwykle interesujący sposób gry. Łatwo to zrozumieć gdy się pomyśli, że gdy na przykład zainwestuje się 1 000,00 zł w zakup japońskich jenów, to jeśli ich wartość podskoczy o 1% – a taka zwyżka wartości w ciągu jednego dnia, a nawet jednej godziny nie jest w ogóle niczym specjalnym, to ma się natychmiastowy zysk w wysokości 1 000,00 zł, czyli faktycznie podwoiło się kapitał. Warto wiedzieć, że można realizować zyski zarówno stawiając na to, że kursy pójdą do góry, jak i na to, że ich wartość spadnie – wystarczy zainwestować, zastosować lewar i zgarniać pieniądze.

Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że spamerzy nie wysilają się specjalnie, by opisywać drugą stronę medalu. Oczywiście, jak to na giełdzie bywa, można zarobić, ale można i stracić. A gdy się stosuje „lewar” taki, jak powyżej opisałem, to spadek wartości jena o 1% powoduje, że nie dość, że tracimy nasz wkład – 1 000,00 zł, to kolejny tysiąc musimy wyłożyć. Dopłacić. Nie ma lekko, giełda, to miejsce w którym wielka masa „dawców kapitału” zasila konta niewielkiej grupy wyjadaczy. Lewarując stukrotnie tysiąc złotych mamy szansę na pomnożenie naszych zysków, ale wystawiamy się faktycznie na stukrotne ryzyko! W sytuacji skrajnej, gdybyśmy za te sto tysięcy kupili akcje firmy, która nagle zbankrutuje, to oczywiście będziemy musieli zwrócić te 100 tysięcy. Zastawiając na przykład mieszkanie. A wszystko dla 1 000,00 zł wkładu początkowego i szansy na gigantyczne zyski…

Powiedzmy sobie szczerze, że strata wkładu przez drobnego „dawcę kapitału” to zupełnie nic w porównaniu z tym, co wyprawiają banki. Bo banki też bawią się w pomnażanie pieniędzy na bazie „lewara”, tyle, że nie robią tego sumami rzędu tysiąca złotych tylko raczej 1 000 miliardów. To, co robią banki jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowane niż to, co opisałem powyżej, ale ostatecznie faktycznie sprowadza się do tego samego efektu – minimalny zysk procentowy powoduje gigantyczną falę zysków, ale oczywiście działa tu też i druga strona medalu…

Banki zarządzają sumami, których wielkości i wartości nie są już w stanie opanować. Jeden z pracowników Deutsche Bank wypłacił w lipcu 2015 jednemu z funduszy hedżingowych sumę 6 miliardów dolarów, która odpowiadała wartości brutto „zalewarowanego” depozytu, podczas gdy wypłata miała objąć jedynie kilkadziesiąt razy mniejszą wartość netto. Oznacza to, że system bankowy jest zagrożony nawet przez swoich własnych pracowników. Jeśli pracownik banku jest w stanie przelać błędnie sumę 6 miliardów dolarów, to oznacza to, że wydarzyć się może wszystko.

Banki oczywiście też „lewarują”.

Deutsche Bank ma lewar, który wyniósł ryzyko banku na poziom (oficjalnie) 75 000 miliardów dolarów. Napiszę to słownie – siedemdziesiąt pięć tysięcy miliardów dolarów. Nie ma pomyłki. Jest to suma odpowiadająca sumie rocznego PKB całego świata. Jeśli każdemu dolarowi w tej sumie przypisać jedną sekundę, to otrzymujemy prawie 2,5 miliona lat. Niewyobrażalne, szczególnie, że zdaniem specjalistów te 75 tysięcy miliardów (czyli bilionów, a po angielsku trylionów) to tak naprawdę mocno zaniżony poziom, i że jest tego raczej co najmniej 100 bilionów.

Tak jak na Forexie Deutsche Bank musiał wnieść wkład początkowy. Oczywiście nic nie musiał wpłacać, bo dla banków zasady gry są o wiele prostsze, ale faktycznie sytuacja jest podobna. Wkładem Deutsche Banku jest jego kapitał. Wynosi on 85 miliardów dolarów.

Nie, nie 85 tysięcy miliardów dolarów. „Tylko” 85 miliardów. Czyli lewar jest na poziomie nie 100, tak jak opisałem wyżej, tylko raczej 1000. Co to oznacza? To proste – wystarczy, by strata, która ZAWSZE może się zdarzyć, wyniosła jedynie 0,1% sum, o których mowa, by bank był zmieciony z powierzchni. 0,1% odpowiada 75 miliardom dolarów, czyli praktycznie całości kapitału banku.

Taka katastrofa byłaby nie do uniesienia przez żadne struktury. Upadek takiego banku poprzez właśnie również to „zalewarowane” ryzyko spowodowałby upadek całego systemu bankowego na świecie. Dlatego politycy utworzyli pojęcie „Too Big To Fail”, którym oznaczyli największe banki na świecie i zapewnili, że zrobią WSZYSTKO CO W ICH MOCY (czytaj – zabiorą obywatelom tyle, ile będzie trzeba), by nie dopuścić do upadku takiego banku.

Trzeba jednak pamiętać, że te 75 bilionów to nie jest tylko zmyślona, nieistniejąca, wirtualna suma pieniędzy. To wartość, która przynajmniej częściowo odpowiada na przykład różnego rodzaju zobowiązaniom wzajemnym z innymi wielkimi graczami finansowymi świata.

Wróćmy do naszego przykładu Forexu. Wykładam 1 000,00 zł, gram za 100 000,00 zł. Ale mój makler nie ufa mi do końca i żąda czegoś więcej jako gwarancji. Idę więc do znajomego, który jest bogatym przedsiębiorcą i proszę go o wystawienie mi gwarancji na 2 000,00 zł w zamian za udział w niewątpliwych zyskach, które przyniesie moja gra na Forexie. Ponieważ makler jest wciąż nieufny, muszę dostać jeszcze kilka takich gwarancji, by móc grać.

Z Deutsche Bank jest podobnie. Te 75 bilionów, to są również różnorakie gwarancje, których zniknięcie, albo nagła wymagalność spowoduje problemy finansowe nie tylko samego banku, ale i tysięcy innych instytucji finansowych na świecie. Warto wiedzieć, że część z tych instytucji zarządza wielkimi funduszami emerytalnymi, więc taka katastrofa finansowa nie byłaby jedynie problemem wirtualnych zapisów na kontach, ale bardzo konkretnym problemem sprowadzającym się do braku wypłat rent i emerytur.

Użyłem zwrotu  „katastrofa finansowa nie byłaby”. Część bardziej optymistycznie nastawionych czytelników mogłoby wywnioskować z tego, że opisuję jakiś mało prawdopodobny scenariusz. Niestety nie jest to mało prawdopodobne. Obecnie, zdaniem wielu specjalistów, absolutnie pewnym jest, że system się załamie. Warto pamiętać, że banków takich, jak Deutsche Bank jest na świecie wiele. I każdy z nich jest wystawiony na takie, lub podobno ryzyko jak największy bank Niemiec. Wokół tych banków jest cała „świta” instytucji finansowych zarządzających różnej wielkości funduszami, a te fundusze mają właścicieli. Ostatecznie sprowadzą się to oczywiście do zwyczajnych, prostych ludzi.

Suma wszystkich „zalewarowanych”, ryzykownych inwestycji we wszystkich instytucjach finansowych świata wynosi prawdopodobnie ponad 1 500 000 miliardów dolarów. Półtora miliona miliardów dolarów. Tysiąc pięćset bilionów dolarów. Półtora trylionów dolarów.

1 500 000 000 000 000 dolarów to suma odpowiadająca ponad 2700 lat polskiego PKB. Za tę sumę można by kupić nie tylko całą Polskę, ale z pewnością kawał Europy z przyległościami. To suma absurdalna, nie odpowiadająca żadnemu realnemu bogactwu tak naprawdę, ale służąca faktycznie pożeraniu bogactwa, które jest dostępne. Jest to jednak suma powodująca tak wielką nierównowagę w ekonomii światowej, że spowoduje jej zawalenie.

Niektórzy twierdzą, że już niedługo.

Inni, że to już się zaczęło.

Najbardziej widocznym efektem dla prostego człowieka będzie utrata wszystkich oszczędności. Niektórzy, co starsi czytelnicy pamiętają książeczki mieszkaniowe, na których oszczędzali latami i na których mieli zebrane całkiem pokaźne sumy, które następnie zamieniły się w wielkie NIC.

To teraz będzie tak samo, tylko jeszcze gorzej. Dla wszystkich na świecie. Oprócz 0,1% najbogatszych oczywiście.

Adam Pietrasiewicz pressmix.eu 2015

Komentarze

komentarze