Piotr Jaroszewicz z żoną

Piotr Jaroszewicz premier w PRL zginął na początku lat 90. w związku z posiadaną wiedzą dotyczącą defraudacji kasy operacyjnej MSW. Kasa ta pochodziła z wielu czarnych interesów służb specjalnych w kraju i zagranicą. Były to przestępstwa pospolite takie jak napady na banki na zachodzie, czy czyszczenia skrytek muzealnych. Pozyskane w ten sposób zabytki upłynniano na zachodzie bez wiedzy i zgody Ministerstwa Kultury. Było to zwykłe okradanie narodu przez służby odpowiedzialne za porządek prawny w państwie. Kasa ta została zdefraudowana, a pokwitowania jej wypływu zaginęły. Po transformacjach ustrojowych nowym postkomunistycznym służbą MSW z tej kasy nie przekazano ani złotówki.

Afera „Żelazo” wybuchła po ujawnieniu tajnej akcji I Departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Akcja Żelazo prowadzona była w latach 70-tych XX wieku w Zachodniej Europie. Polegała na przeniknięciu do przestępczych struktur i poprzez przestępczą działalność (napady rabunkowe, kradzieże a nawet morderstwa) zdobywanie pieniędzy, złota i dzieł sztuki. Finansowano nimi działalność wywiadu PRL. Część profitów trafiła do rąk oficerów zaangażowanych w akcję i nadzorujących ją z kraju. Szefem I Departamentu był w tamtym czasie generał Mieczysław Milewski.

W jednej z takich akcji zginął francuski policjant. Z „Żelazem” związani byli trzej bracia Janosze: Jan, Mieczysław i Kazimierz, którzy prowadzili przestępczą działalność w zamian za zapewnienie bezkarności w PRL oraz udział w zrabowanych łupach.

Akcja „Żelazo” wyszła na jaw w połowie lat 80-tych.
Ze zrabowanych na zlecenie MSW 200 kg złota bracia Janoszowie dostali 40 kg. Resztę ukradli złodziejom zasłużeni towarzysze z PZPR. Osłodą miała być gwarancja bezkarności. Kiedy 19 kwietnia 1984 r. do centrali bezpieki przy ul. Rakowieckiej w Warszawie zgłosił się międzynarodowy gangster Mieczysław Janosz, po prostu zażądał wypełnienia kontraktu. Powołał się na swoje związki z Departamentem I (wywiadem) MSW i zażądał wypuszczenia aresztowanego bandyty, swojego brata Kazimierza. Groził ujawnieniem informacji na temat swoich przestępczych powiązań z członkami kierownictwa MSW i KC PZPR. Taki był początek jednej z największych afer kryminalnych PRL, określanej potem mianem afery „Żelazo”.

Kontakty z bezpieką Kazimierz Janosz nawiązał w latach 50., w czasie służby w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W 1960 r. dostał polecenie osiedlenia się wraz z braćmi na Zachodzie, gdzie po kilku latach miano nawiązać z nim łączność. I rzeczywiście, do Janoszów dotarli oficerowie kontrwywiadu. Wkrótce sprawę przejął Wydział III (niemiecki) Departamentu I MSW, kierowany przez płk. Mieczysława Schwarza. Najważniejsze decyzje dotyczące Janoszów podejmował jednak ówczesny szef PRL-owskiego wywiadu gen. Mirosław Milewski. W Niemczech Kazimierz Janosz wraz z braćmi Mieczysławem i Janem założyli grupę przestępczą zajmującą się głównie kradzieżami i paserstwem. Z czasem szajka zaczęła dokonywać napadów na sklepy jubilerskie, a nawet na bank. O tym, jaką działalność prowadzą Janoszowie, dobrze wiedzieli ich opiekunowie z wywiadu PRL, którzy czerpali z tego procederu finansowe korzyści, w zamian zapewniając im schronienie w PRL.

Dziesiątki kilogramów złota, duże pieniądze, napady i strzelaniny. Służby specjalne kooperujące z przestępcami i korzystający na tym komunistyczni dygnitarze. Historia afery „Żelazo” nadaje się na dobry film sensacyjny, ale powstał tylko dokumentalny, który prezentujemy poniżej.

Piotr Jaroszewicz chciał opisać aferę „Żelazo” w pamiętnikach. Nie zdążył. Nieznani sprawcy włamali się do jego domu i zamordowali byłego premiera i jego żonę. Czy „zlecenie” wydał Jaruzelski z Kiszczakiem? Trudno powiedzieć… Z paraf na dokumentach wynika, że o operacji „Żelazo” wiedział nie tylko szef MSW Franciszek Szlachcic, ale także premier Piotr Jaroszewicz oraz Stanisław Kania, sekretarz KC nadzorujący MSW. Jednak badająca aferę komisja MSW narzuciła sobie polityczne samoograniczenia i nie interesowała się tymi osobami. Jednym z wątków badanych przez śledczych przy okazji morderstwa Jaroszewiczów była wiedza byłego premiera PRL na temat afery „Żelazo” i chęć jej ujawnienia w przygotowywanych przez niego pamiętnikach. Umiejętnie do wyciszenia sprawy dążyli zarówno gen. Kiszczak, jak i gen. Wojciech Jaruzelski. Chyba największe konsekwencje poniósł gen. Mirosław Milewski, w czasie operacji „Żelazo” dyrektor Departamentu I, później wiceminister MSW. Został usunięty z Biura Politycznego KC PZPR. Pozostali uczestnicy tej operacji, funkcjonariusze MSW – i zapewne wśród nich ci, który się na niej obłowili – zostali ukarani naganami i upomnieniami partyjnymi. Nikt nie poniósł odpowiedzialności karnej.

red.

Komentarze

komentarze