Strzały w Victorii – fiasko izraelskiego wywiadu?

Strzały w Victorii – fiasko izraelskiego wywiadu?

przez -
0 391

Strzał. Jeden, drugi, trzeci… W klatkę piersiową. W głowę. Huków wystrzałów jest sześć albo siedem. W strachu, w panice, jaka wybucha w kawiarni Opera, nikt ich nie liczy. Mężczyzna o ciemnej karnacji zalewa się krwią. Resztką sił zsuwa się po schodach do recepcji, która jest piętro niżej. Dramatycznym gestem wzywa pomocy. Traci przytomność. Pada na fotel. Kim jest nieznajomy, w którym obsługa rozpoznaje gościa prezydenckiego apartamentu? Kto strzelał w centrum Warszawy, w najbardziej prestiżowym hotelu stolicy? I skąd w czasach głębokiego PRL-u, gdy bezpieka miała oko na wszystkich i wszystko, zamachowiec miał broń?! Te wydarzenia sprzed ponad 30 lat do dziś stanowią jedną z największych zagadek Polski Ludowej

Sierpniowy wieczór 1981 roku. W popularnym i dziś hotelu Victoria przy pl. Piłsudskiego ówczesny tradycyjny zestaw gości: zagraniczni turyści z nadreprezentacją Arabów, trochę cinkciarzy i prostytutek zawsze kręcących się tam, gdzie krąży pieniądz. Tuż po godzinie 20. w kawiarni pojawia się jeden z gości zajmujący prezydencki apartament. Palestyńczyk. Zachowuje się tak jakby mu się spieszyło, co rusz spogląda na zegarek. Jest poddenerwowany. Chwilę później w Operze zjawia się kolejny dobrze ubrany śniady mężczyzna. Przechadza się wolnym krokiem i nerwowo rozgląda. Nagle wyciąga broń i opróżnia magazynek strzelając do arabskiego gościa. Huk, tryskająca krew i swąd spalonego prochu. Napastnik wykorzystuje panikę i zamieszanie w kawiarni. Ucieka. Broń wyrzuca w pobliskie krzaki. Później znajdują ją bawiące się tam dzieci.

 

Postrzelony postawny mężczyzna to Abu Daud, palestyński terrorysta, który słynął z przechwałek, że to właśnie on miał być mózgiem przeprowadzonego 9 lat wcześniej zamachu podczas igrzysk olimpijskich w Monachium. Zginęło wtedy 11 izraelskich sportowców. I rzeczywiście – na liście wyroków śmierci izraelskiego Mossadu podczas operacji „Gniew boży” figurował na wysokim, bo 2. miejscu celów do odstrzału. Okazało się, że nie brał bezpośrednio udziału w zamachu, ale pomagał w nim jako specjalista od materiałów wybuchowych. Co robił w Polsce? Według szczątkowych danych pochodzących z IPN – nad Wisłą mógł kompletować broń potrzebną mu do przeprowadzenia zaplanowanego zamachu na ówczesnego prezydenta Egiptu.

Postrzelony Abu Daud
Postrzelonemu Palestyńczykowi życie uratowali lekarze ze szpitala MSW. Przy Wołoskiej nie zagrzał jednak długo miejsca. W dobę po zdarzeniu został ewakuowany przez odpowiedzialnych w tamtym czasie za Arabów w bloku komunistycznym agentów Stasi. Wcześniej zdążył jeszcze napisać na skrawku kartki: „Z całą pewnością stał za tym Izrael”. Eksperci powątpiewali jednak by takiej fuszerki z zamachem na jego życie dopuścili się bezpośrednio agenci Mossadu. – Oni oddają dwa strzały w głowę i dwa w serce dla pewności, w Victorii napastnik strzelał na oślep – oceniał ten zamach nieżyjący już gen. Sławomir Petelicki (66 l.). Czy akcję spartaczył więc wynajęty cyngiel?
Abu Daud wrócił do zdrowia i kontynuował swoją terrorystyczną działalność w organizacji „Czarny wrzesień” podróżując po całym świecie. Na łono Allaha przeniósł się dopiero w 2010 r. W sprawie strzelaniny w hotelu Victoria Milicja Obywatelska wszczęła rutynowe śledztwo, które zakończyło się fiaskiem.
– Polskie służby nie badały specjalnie tej sprawy. Wolały się nie mieszać – komentował gen. Petelicki. Polski wywiad ponoć ustalił dane zamachowca z Victorii, ale już po jego wyjeździe. Wśród „najsłynniejszych” gości stołecznego hotelu nie brakowało w tamtym czasie nazwisk innych terrorystów. Był tam choćby Carlos – czyli słynny „Szakal”. To jednak właśnie historia zamachu na Abu Dauda mimo upływu lat stanowi jedną z największych kryminalnych zagadek PRL-u.

 

Żródło: http://www.fakt.pl/Tajemnice-PRL-Strzaly-w-hotelu-Victoria-,artykuly,211429,1.html

Pressmix.eu 2015

Komentarze

komentarze