Apel ateusza do moich przyjaciół katolików…

Apel ateusza do moich przyjaciół katolików…

przez -
0 72

…ale tylko niektórych.

Mam do was prośbę, taki apel ateusza, którego strasznie martwi to, że wciąż się jątrzy i próbuje ludzi dzielić, a wy się dajecie podpuszczać. Piszę to do was, moich przyjaciół i znajomych katolików, którzy bierzecie udział w rozpowszechnianiu różnych idiotycznych, czasami głupich, nieraz i haniebnych żartów, a to z hierarchów, a to z księży waszego Kościoła. Jeśli gdzieś pojawia się jakaś dyskusja, to zasłaniacie się „troską” o Kościół, zapewniacie, że wiecie, że nie wszyscy tacy są, że to tylko redemptoryści ogólnie, albo biskupi, a w ogóle to przecież nie może tak być, żeby ksiądz nie mógł powiedzieć prawdy, jeśli jest ona niezgodna z tym, co mówi biskup.

Stało się to ostatnio nagminne.
Mem dwuobrazkowy, w którym na pierwszym obrazku ksiądz mówi, że dla dzieci poczętych drogą nienaturalną miejsca w kościele nie ma, a na drugim matka Boska mówi do dzieciątka Jezus: Nie słuchaj ich synku.

O ile wiem, to ksiądz diecezjalny jest winien posłuszeństwo biskupowi, koniec, kropka. Taki jest wasz Kościół. Tak to po prostu działa.

Warto zwrócić tutaj uwagę na pewien fakt, na który staram się wciąż w takich przypadkach zwracać uwagę, ale jak widać nie do wszystkich to dociera.

Większość uczestników takich dyskusji, jak i ci, którzy powielają te głupie żarty twierdzą, że są katolikami, ale uważają, że biskupi nie mają racji, że Pan Bóg to, że Biblia tamto. Że oni nie potrzebują biskupa, by wiedzieć co dobre… A przecież mają oni otwartą drogę do szeregu kościołów protestanckich, w których spotkają innych ludzi, którzy myślą tak jak oni. Zupełnie nie rozumiem, czemu z tego nie korzystają? Ja rozumiem, że wierzą w Boga i chcą mu oddawać cześć, ale przecież wasze działania pokazują, że z całą pewnością chcecie to robić w INNYM kontekście!

Kościół Katolicki jest instytucją opierającą się na bardzo sztywnych zasadach, które niewiele mają wspólnego z demokracją, wolnością słowa i tym podobnymi sprawami, które wydają się wam bliskie. A kościoły protestanckie powstały właśnie dlatego, że ludzie tacy jak wy uznali, że nie potrzebują sztywnych ram nauczania instytucjonalnego, że wystarczy im Biblia, a kwestie grzechu i tym podobne sprawy załatwią sami z Panem Bogiem.

Czemu nie zainteresujecie się na przykład kościołem luterańskim? Tam są nawet odprawiane msze, w zasadzie tak samo jak w Kościele Katolickim, tylko drobne sprawy w Wyznaniu Wiary są zmienione.

A u kalwinistów jak się przyjdzie do pastora i powie się „zgrzeszyłem” to co najwyżej pastor odpowie ci: NO TO MASZ PROBLEM, Z KTÓRYM TERAZ MUSISZ SOBIE JAKOŚ PORADZIĆ. Prawda że ładne? Protestanci nie mieszają się do polityki, błogosławią związki pederastów, pozwalają na rozwody, nie są przeciwni aborcji, popierają in vitro, pozwalają się kapłanom swobodnie wypowiadać. Przecież to jest w zasadzie to wszystko, a nawet jeszcze więcej, czego, jak mi się wydaje, oczekujecie od swojego kościoła…

Wasze działania, które zapewne są wyrazem waszej głębokiej frustracji wynikającej z pozostawania w strukturze, która wam nie odpowiada prowadzą do jątrzenia niedobrej już i tak sytuacji w Polsce. Ludzie się żrą między sobą, odwracają się od siebie, nie chcą się ze sobą już nawet spotykać tylko dlatego, że jeden głosował na Kukiza, a drugi powielił głupiego mema z księdzem Rydzykiem. Naprawdę uważacie, że warto się ze znajomymi przestać spotykać tylko dlatego, że są przeciw dopuszczalności aborcji, albo za tym, by pederaści mogli w sukniach ślubnych zawierać związki małżeńskie? Mam kilku znajomych protestantów – nie zauważyłem, by KTÓRYKOLWIEK z nich zajmował się krytykowaniem na forach, czy w Facebooku Kościoła Katolickiego, jego biskupów i księży, jego dogmatów. Zajmują się swoimi sprawami, traktują swoją wiarę jak sprawę prywatną… Przecież wy też chcielibyście, by religia była sprawą prywatną, nie?

Czemu się upieracie w takim razie na pozostawanie w strukturze, która się wam nie podoba, skoro tuż za rogiem są takie, które działają tak, jak by wam się to podobało? Mielibyście mniej frustracji, i zajęlibyście się może czymś innym, co nie jątrzyłoby i tak już nie najlepszej sytuacji w polskim społeczeństwie. Przecież nie ma żadnego obowiązku, każdy może sobie przystąpić do takiego kościoła, jaki mu odpowiada.

Czy ktoś z was mi może to wyjaśnić? A może moglibyście się sami nad tym zastanowić, z pożytkiem dla was samych i dla wszystkich wokół?

Gdyby komuś przyszło do głowy strofować mnie, że mam się odwalić od spraw wiary, bo jestem ateistą, odpowiadam, że mnie nie chodzi o wasze dusze, których los mi jest obojętny, bo nie wierzę, by istniały. Mnie chodzi o ten świat doczesny, ten, w którym żyję. O to, żeby był trochę lepszy, a sądzę, że jak przestaniecie się zajmować swoimi frustracjami, to może faktycznie będzie trochę lepszy.

Komentarze

komentarze