OTOCZYĆ PUTINA KORDONEM

OTOCZYĆ PUTINA KORDONEM

przez -
0 215

Putin kroczyWyprzedzenie ultimatywne
Obserwując eskalację militarnych dążeń i poczynań kagiebowskiego czynownika każdemu politycznie myślącemu decydentowi, mającemu jakąkolwiek władzę, winna nasuwać się stara łacińska sentencja: si vis pacem, para bellum (chcesz pokoju – gotuj się do wojny!). A ta, raczej jak dwa razy dwa, choćby pełzająca, rozłożona w czasie, wisi w powietrzu… I nie ma tego co ukrywać. Jeśli jest nieuchronna – winno nastać wyprzedzenie militarne.

Jeden na jeden niemożliwe
Co postulują doradcy Ukrainy? Ano zagrzewają do stanowczości wobec działań Rosji, nawet zaczepek w polu, bo wówczas poświęcenie (i ofiary) obrońców państwowości zwiększą presję na Unię, NATO, USA, ONZ itp, itd (Brzeziński), ale także zalecają rozsądek, spokój, nieuleganie prowokacjom, wyważone reakcje na zaczepki Kremla (Ashton). Tak czy siak Ukraina – obszarowo i ludnościowo niby kolos, ale na glinianych nogach, czyli w gruncie rzeczy kurdupel na tle dżudoki Putina – ma się sama przeciwstawić zbrojnie bezwględnemu zbójowi, który rządzi na podwórku i zastrasza wszystkich mieszkańców bloku. Wolne żarty. Nawet w westernach wiedzieli, że po prostu jeden na jeden to niemożliwe i proponowali najrozmaitsze scenariusze wyjścia z opresji.

Bez dostępu z lądu i do morza trzeba zdychać
Putin agresję na Kijów ma wpisaną nie tylko w doktrynę samowładztwa (poprzez i w neocarskim imperium), ale w chwili obecnej (maksymalnie do 25 maja, do wyborów na Ukrainie) wymusza jej c.d. nowa gospodarcza sytuacja, nie cierpiąca zwłoki, związana z „łyknięciem” Krymu. Żeby aorty nie pozasychały bez krwioobiegu trzeba zrobić do implantowanego organizmu „dostęp szerokopasmowy”. Odcięcie półwyspu od niedawnej Macierzy (choćby ta dla podżegaczy była Macią) postawiło tamtejszą ludność w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Przesmyk i prom w Kerczu to za mało, by nakarmić i ożywić pogrążoną w chaosie, pseudoautonomiczną „republikę”. Putin, żeby się nie zadławić tym łatwym kąskiem, będącym obecnie kawałkiem niestrawnego meteorytu, musi sobie szybko wyrąbać pas terytorialny, pozwalający panować nad sytuacją ekonomiczną nad Morzem Czarnym. Jedyna droga to połączenie sił ze swoimi w Naddniestrzu. Gdyby mu się to udało, to Ukraina ze swym strategicznym potencjałem rolnym zdechnie bez dostępu do portów.

Nowa Ententa
Putin – połącznie Stalina i Hitlera w jednym indywiduum – będzie więc anektował w imię bratniej pomocy swojakom (gnając kobiety i dzieci przed „zielonymi ludzikami”, jak nazywają autochtoni zakapturzone quasi-sotnie z kałachami w rękach, odziane w mundury moro bez emblematów) kawałek po kawałku najpierw najbliższego, a potem coraz dalszego geopolitycznego otoczenia. W naszym przypadku Królewiec (nie wolno używać ruskiego określnika Kaliningrad!) to otwarta brama do Warszawy.

„Najpierw Gruzja, potem Ukraina, następnie Kraje Bałtyckie, a potem Polska…” – ta przestroga śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego (być może za nią został zgładzony w Smoleńsku), przekuwana prewencyjnie w czyn, gdy skrzyknął liczne głowy państw z byłych demoludów i poleciał wespół-zespół bronić Tbilisi, jest teraz drogowskazem do szukania rozwiązań na Dzikim Wschodzie za naszymi granicami. To podpowiedź i wskazówka, że tylko szybka nowa ententa jest w stanie powstrzymać capierzącą się potęgę ZŁEJ Rosji. Wszystkie kraje (nie tylko europejskie), które w niezastygłej jeszcze pamięci pielęgnują u siebie cmentarze ofiar owych dwu diabelskich popleczników, czyli Stalina i Hitlera, stanowiących wzorzec dla Putina, winny obecnie zjednoczyć się i wysłać jednoznaczne wojenne ultimatum w kierunku Moskwy.

Jednym słowem zacząć działać nie oglądając się na to, co zrobi NATO.
Jak kot, który zaznaczył terytorium…
Otwarcie możliwego ataku wojskowego z wielu stron wokół Rosji, wydłużenie linii zewnętrznego zagrożenia (a zarazem samoobrony) spowodowałoby wyraźne osłabienie zdolności bojowej jastrzębi z Kremla u granic Ukrainy. Kraje Bałtyckie, Finlandia (umie dać w mordę!), Węgry, Rumunia, Bułgaria, Słowacja, Czechy, a zwłaszcza Polska (i pewnie inni, jeśliby mieli odwagę, np. państewka bałkańskie) są wystarczającą grupą boleśnie doświadczoną przez kacapizm, by znaleźć wolę bojowego współdziałania dla ratowania siebie. (Przydałby się także ferment od środka – np. mających aspiracje wolnościowe republik zakaukaskich.) Naturalnym sojusznikiem winni być Skandynawowie, zwłaszcza Norwegia, a także wszystkie kraje europejskie, gdzie wspierany przez Stalina stąpał but hitlerowskiego żołdaka-mordercy. Zaprzańskiej Francji należy szczególnie przypominać, że carska doktryna, tzw. wotczina – tam gdzie stanęła stopa rosyjskiego żołnierza, tam teren jest zaznaczony i w przyszłości przeznaczony pod panowanie Moskwy – stale obowiązuje – tak teraz, jak i gdy przyjdą następcy Putina. Niech słowo bistro (od nu dawaj bystro), kiedy to Rosjanie (konkretnie rosyjscy Kozacy w 1814 roku) wkroczyli do Paryża, stanowi groźne memento dla każdego podczas gościny w barach z takimi szyldami, zresztą nie tylko nad Sekwaną. Niemcy natomiast muszą pamiętać o planowanej komunistycznej rewolucji najpierw w ich kraju, z czego potem pełnymi garściami czerpał Hitler.

Skąd wziąć TAKIEGO stratega?
Trzeba robić wszystko, żeby skłonić do bardziej stanowczego działania Amerykę i żeby dołączyła do niej konkretnym, odważnym głosem Japonia… Oraz rozmawiać jak najszybciej, jak napoważniej, z Chinami, które ostatnio w ONZ-ecie dały już Putinowi prztyczka w nos podczas głosowania o nałożenie sankcji za Krym. Zresztą takie groźne, pospolite ruszenie ze wszech stron, dałoby sygnał Rosjanom, że coś jest nie tak – i z pewnością przyczyniłoby się do przygaszenia aureoli wodza, a wzmocniłoby wobec jego autokreowanej roli opozycję.
I tylko jedno pytanie: kto ma to zrobić? Być tym zdecydowanym, odważnym, porywającym innych do zgodnego współdziałania strategiem? Pamiętając o naciskach na Kijów i zobowiązaniach atomowych podpisanych przez mocarstwowców w Budapeszcie (memorandum gwarancji nuklearnych z grudnia 1994 r.), gdy Ukraina wyrywała się z łapsk Moskwy, ale ociągała się z likwidacją „stosów Fermiego”, oraz obecnym kapitulanctwie Wielkiej Dwójki (USA, Wielka Brytania), czarno to widzę…

Ten się w piekle poniewiera
Stalin zgotował zsyłkową gehennę autochtonom, przepędzając Tatarów z Krymu. Potem zasiedlono półwysep najeźdźcami z Rosji, z kolei od dłuższego czasu Putin rozdawał tam moskiewskie paszporty na lewo i prawo…

Jest takie ludowe porzekadło: kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera! Chruszczow, który był Ukraińcem, podarował w 1954 roku Krym „swej” republice jako rodzaj rekompensaty za śmierć głodową od 3,3 do nawet 6-7 mln ludzi ok. dwadzieścia lat wcześniej (Wielki Głód, 1932), by poprzez dostęp do morza zatrzeć wzrostem gospodarki rolnej straszliwą traumę, jaką wiejska ludność wciąż odczuwała na samą myśl o Kremlu. „Kto daje i odbiera…” – oby Putin – ten diabeł z piekła rodem – wrócił tam, skąd go czarty wyniosły na tron.

Ale tylko cały, w tym aspekcie zjednoczony militarnie świat, jest temu w stanie realnie sprostać!

Zygmunt Korus

Tekst ukazał się na łamach „Warszawskiej Gazety” nr 17 (25.04 – 01.05.2014).

Pierwotnie opublikowano na portalu pressmix.eu 29 kwi 2014.

Komentarze

komentarze