Waldemar Deska jako prezydent zamierza zmienić stalinowską doktrynę prawną w Polsce

Waldemar Deska jako prezydent zamierza zmienić stalinowską doktrynę prawną w Polsce

przez -
0 66

Waldemar Deska kandydat na Prezydenta RP ze swoją deskąZ Waldemarem Deską, byłym członkiem zespołu „DAAB”, od kilku lat walczącym z urzędami i sądami o swój dom (więcej TUTAJ), kandydatem w wyborach na prezydenta RP popieranym przez Partię Libertariańską, rozmawia Jacek Sierpiński. – Zarówno nazistowska eugenika jak i praktyki regulowane ustawą „prawo budowlane” są prawie tożsame. Każdy je może porównać. Na pewno tożsama jest istota obydwu praktyk. To całościowa (totalitarna), bezwzględna i prewencyjna kontrola oraz bezwzględna likwidacja… czy nie za ostro? Proszę to samemu ocenić – zachęca człowiek, który na własnej skórze poznał „uroki” walki z wymiarem sprawiedliwości w Polsce.

JACEK SIERPIŃSKI: Jest Pan znany ze swojej walki o dom, który wybudował Pan na swojej działce w Kazimierzu Dolnym, a który urzędnicy nakazali Panu rozebrać. Czy mógłby przybliżyć Pan, dlaczego tak się stało i na jakim etapie jest obecnie ta sprawa?

WALDEMAR DESKA: Odpowiedź jest prosta: niekonstytucyjna ustawa Prawo budowlane plus pozostałości stalinowskiej doktryny w praktykach wykonywania prawa. To pierwsze, to tysiące znanych wszystkim tzw. „absurdów prawnych”. To drugie to bezduszne postanowienia, rozstrzygnięcia czy wyroki. Tak już dłużej nie może być, prawo musi być zgodne z literą i duchem Konstytucji, a sędziowie nie mogą dłużej orzekać w sposób obrażający Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej. Na czas kampanii zawiesiłem działanie na tym polu, nie mam jednak zamiaru rezygnować z uzyskania sprawiedliwych i zgodnych z Konstytucją rozstrzygnięć. Po kampanii udowodnię, że wszystkie, dosłownie, wyroki dotyczące mojego „Domu – Szopy” wydane zostały z pogwałceniem Konstytucji. Udowodnię też, że „Prawo budowlane” ma charakter totalitarny, eugeniczny… lub dowody na kryminalne praktyki sędziów, którzy wspólnie z policją prokurują fałszywe „fakty” mające służyć bezprawnym praktykom.

W jednej ze swoich wypowiedzi przyrównał Pan istniejące prawo regulujące ład przestrzenny do eugeniki. Czy to nie za ostre słowa?

– Dlaczego? Różnica niewielka, zarówno nazistowska eugenika jak i praktyki regulowane ustawą „prawo budowlane” są prawie tożsame. Każdy je może porównać. Na pewno tożsama jest istota obydwu praktyk. To całościowa (totalitarna), bezwzględna i prewencyjna kontrola oraz bezwzględna likwidacja… czy nie za ostro? Proszę to samemu ocenić.

Czy prawo własności – np. do kawałka gruntu i stojącego na nim domu – powinno stać wyżej od woli społeczeństwa wyrażonej decyzjami jego przedstawicieli w organach władzy i administracji państwowej?

– Oczywiście… tylko dlaczego pytanie brzmi: „powinno”? Przecież już stoi wyżej. Zarówno litera jak i duch oraz hierarchia przepisów Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowią o tym wyraźnie i jednoznacznie: „ograniczenia… nie mogą naruszyć istoty własności”. Szkoda, że Konstytucja jest tak mało znana i ciągle pozostaje martwą literą. Wątpliwość mogą mieć tylko ludzie, którzy jej nie znają lub nie pozbyli się „homo sovieticusa”. Wolni, dumni i praworządni obywatele nie mają takich rozterek.

Jakie zmiany w prawie Pana zdaniem są potrzebne, by konstytucyjne gwarancje wolności i własności przestały być tylko pustym zapisem?

– Zmiany w prawie nie są potrzebne, za wyjątkiem wymiany tych przepisów, których nie da się zweryfikować pod kątem zgodności z Konstytucją, a więc co najmniej 50% przepisów. Potrzebne jest coś innego: wiedza i zmiana mentalności w obszarze praktyk stanowienia i egzekwowania prawa – podmiana doktryn. Doktrynę stalinowską należy zastąpić doktryną demokratycznego państwa prawnego opartą na ładzie konstytucyjnym a nie tak jak jest teraz na totalitarnych podstawach.

Co ma Pan na myśli mówiąc o „stalinowskiej doktrynie”?

– To odwrócenie hierarchii wartości – to co wcześniej uważano za wartościowe, stało się złem. Rozchwianie systemu humanistycznych, uniwersalnych wartości. Na gruncie prawa to odebranie Konstytucji jej cech prawa najwyższego, aż do pozbawienia jej wartości prawnej w ogóle poprzez zastąpienie konkretnych definicji bezwartościowymi sloganami, np: „poprzez socjalizm zbudujemy komunizm”. To umożliwienie manipulowania prawem poprzez spłaszczenie hierarchii przepisów. Ogólnie to cecha totalitaryzmów ale w Polsce wprowadzone została z woli Stalina.

Art. 31 ust. 3 Konstytucji RP pozwala ograniczać konstytucyjne wolności i prawa w drodze ustawy, gdy jest to „konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób”. Otwiera to furtkę do ograniczania ich w dowolny sposób, ponieważ „bezpieczeństwo państwa”, „porządek publiczny” czy „moralność publiczna” mogą być interpretowane w bardzo szeroki sposób, a ponadto stawia te wartości praktycznie wyżej od wolności czy własności. Co można zrobić, by temu zapobiec i przywrócić właściwą hierarchię wartości?

– Moim zdaniem nie otwiera takiej furtki. Zapominamy bowiem o trzech powodach, które (teoretycznie – bo praktycznie wiemy, że Konstytucja jest powszechnie deptana – „systemowo łamana”) gwarantują szczelność furtki. Pierwszy to właściwa hierarchia wartości. Ona już jest, nie trzeba jej przywracać, nastała (teoretycznie) z chwilą ogłoszenia Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Wynika jednoznacznie z litery tej Konstytucji, wystarczy ją zastosować w praktyce. Z niej wynika, że powody ograniczeń zawsze stoją niżej. Drugi to wynikające z hierarchii konstytucyjnej zapisy i ich usytuowania na szczycie hierarchii, wyglądają one następująco: najwyżej stoi godność człowieka (art. 30) i ma ona charakter bezwzględnie nienaruszalny, poniżej jest także bezwzględnie nienaruszalna istota wolności (art, 31 p 3), a dalej również bezwzględnie nienaruszalna istota własności (art. 64 p. 2). Z tego wynika, że wolność czy własność można ograniczać ale tylko do granic ich istoty, dalej już nie. Trzeci to fakt, że te trzy stojące w hierarchii konstytucyjnej najwyżej wartości są dodatkowo wzmocnione i chronione innymi artykułami oraz obowiązkami ochrony nałożonymi przez Konstytucję na organy państwowe. To już wymaga bardziej szczegółowej analizy. Ostateczna konkluzja: wystarczy przegnać homo sovieticusa i pozbyć się stalinowskiej doktryny, aby poczuć potęgę wartości wolności ustanowionej Konstytucją z 1997 roku.

Co jest granicami istoty wolności i własności? Obecnie orzeka o tym arbitralnie Trybunał Konstytucyjny, który uznał np. w niedawnym wyroku, że karalność posiadania marihuany nie narusza konstytucyjnej wolności decydowania o życiu osobistym, a wcześniej, że karalność tzw. „nawoływania do nienawiści” – pod tym zarzutem kielecki sąd skazał niedawno popularnego w wolnościowych środowiskach muzyka Kelthuza – nie narusza konstytucyjnej wolności słowa. Czy takie arbitralne wyznaczanie granic nie jest po prostu zwykłym ograniczaniem wolności?

– Trybunał Konstytucyjny nie ma takich uprawnień, może co najwyżej rozstrzygać zgodność poszczególnego przepisu z Konstytucją. TK to organ polityczny, którego zasadniczym zadaniem jest rozstrzyganie sporów kompetencyjnych pomiędzy organami. Ale warto podkreślić: uprawnienia co do określenia granic istoty lub istoty tych granic Konstytucja nadała wszystkim obywatelom równo, to powinno rozstrzygnąć się w procesach naturalnych debat i rozstrzygnięć. A sądy powinny rozstrzygać tylko spory powstałe na gruncie niezgodności poszczególnych interpretacji. Konstytucja nie zdefiniowała granic istoty wolności oraz własności, te granice pozostaną płynne.

Jest Pan członkiem ZAiKS-u. Organizacja ta kojarzy się wielu osobom bardzo źle i antywolnościowo, ze ściąganiem pieniędzy od np. fryzjerów, u których gra muzyka z radia, albo z pomysłem specjalnego „opodatkowania” zakupu laptopów czy smartfonów na rzecz twórców. Czy popiera Pan te praktyki i pomysły?

– Wszystkie nadmierne przeregulowania, także te w obszarze prawa autorskiego są w swej istocie przeciwskuteczne oraz otwierają pole dla rozmaitych nadużyć. Powyższe fakty, a mógłbym ich przytoczyć więcej, nie są korzystne ani dla twórców, w imieniu których ZAiKS działa, ani dla ZAiKS, ani dla samej idei ochrony własności intelektualnej – to wynaturzenia. Problem ten jest już rozumiany przez wielu moich kolegów i następują zmiany na lepsze, przynajmniej na naszym podwórku – bo na zewnątrz te sprawy regulują umowy międzynarodowe.

Czy jest Pan zwolennikiem ścigania ludzi, którzy za darmo dzielą się w internecie treściami chronionymi prawem autorskim?

– Nie. Niekomercyjne dzielenie się, wymiana oraz korzystanie z dzieł powinno być legalne. To zresztą najistotniejsza część właściwości kultur i cywilizacji – możliwość podpatrywania i dzielenia się dla wzbogacenia i synergii. To jest najbardziej pobudzający czynnik wzrostu wszystkich wartościowych kultur.

Nie ogląda Pan telewizji. Co Pan w związku z tym sądzi o projekcie obecnego rządu, by dotychczasowy abonament RTV, płacony obowiązkowo przez wszystkich posiadaczy radioodbiorników i telewizorów zastąpić opłatą audiowizualną, płaconą przez wszystkich, nawet tych, którzy takich urządzeń nie posiadają?

– Czas skruszyć ten beton, krętactwom mówmy już nie.

Czy uważa Pan, że takie czyny jak np. palenie marihuany, hazard, łowienie ryb bez karty wędkarskiej, domowa produkcja alkoholu czy budowanie domów bez pozwolenia urzędnika powinny być karane?

– Zastanawiałbym się jedynie nad łowiectwem, kłusownictwem, myślistwem. Przyrodę, ziemię, las, wodę i powietrze należy chronić. To dobro wspólne. Jestem ekologiem i kocham naturę. Zabijania nie lubię.

W jakim sensie jest to dobro wspólne? Czy uważa Pan, że ziemia, na której postawił Pan swój dom, nie jest Pana własnością, tylko własnością wspólną?

– Miałem na myśli Ziemię przez duże Z, czyli planetę Ziemię.

Często ograniczanie wolności jednostek usprawiedliwia się właśnie tym, że rzekomo wymaga tego rozmaicie definiowane „dobro wspólne”. Czy według Pana dobro wspólne wymaga ograniczania wolności?

– Pojęcie „dobro wspólne” bywa traktowane lub wykorzystywane jako wartość negatywna, tak było, gdy nieformalne grupy nacisków deweloperów, architektów i inżynierów posługując się tym pojęciem doprowadziły do uchwalenia totalitarnej w swym charakterze ustawy Prawo budowlane nadającego, kosztem wolności i praw zwykłego człowieka oraz podrożenia kosztów budowy, przywileje dwu ostatnim grupom. A więc posłużono się manipulacją. Ja używam tego pojęcia w sensie pozytywnym: „nie chcę być egoistą – więc o dobro wspólne dbam tak samo lub bardziej niż o własne”.

Czy wymaga ograniczenia wolności?

– Tylko w sytuacjach wymienionych w Konstytucji, mówiąc prościej: wtedy, gdy na szali znajdzie się egoistycznie rozumiana wolność.

Co to znaczy? Czy chodzi o sytuacje, gdy korzystanie przez kogoś z jego wolności wyrządza szkodę innym?

– Tak, egoistyczne lub bezgraniczne korzystanie ze źle pojętej wolności prowadzi do tego. Ale człowiek jest ze swej istoty „zwierzęciem społecznym” – Aronson – i nie pozbawionym szlachetnej potrzeby świadczenia solidarnej współpracy lub pomocy – gdy jest wolność, wtedy z reguły zaczynają dominować wszystkie pozytywne cechy naszej natury. Przeciwnie jest tylko w społeczeństwach dotkniętych anomią lub autorytarnych. To uzasadnia potrzebę pozostawienia w Konstytucji wykazu możliwych ograniczeń.

Z Waldemarek Deską rozmawiał Jacek Sierpiński.

Wywiad przeprowadzony dla „Wolnych Mediów

Komentarze

komentarze