Śp. Miłoszek GruźlaDziennikarze portalu Pressmix ustalili, że Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej interweniowała w sprawie tajemniczej śmierci noworodka na Śląsku. Urzędnicy Prezydenta Komorowskiego zwrócili się do Prokuratura Generalnego o ponowne rozpatrzenie sprawy. Przypomnijmy, że w styczniu minęły cztery lata od tajemniczej śmierci Miłosza – dziecka Anny Loski i Mateusza Gruźli z Tychów. Rodzinie wydano dwa sprzeczne ze sobą dokumenty. Na jednym pojawia się informacja, że chłopczyk żył 12 minut, na drugim – że dziecko urodziło się martwe. Do dzisiaj nie udało się wyjaśnić, co tak naprawdę wydarzyło się w szpitalu… Prezydencka interwencja i kolejne śmierci dzieci we Włocławku przerwą panującą zmowę milczenia? Winni zaniedbań zostaną ukarani?

Zwątpienie i walka o prawdę

Rodzina w takich sytuacjach traci wiarę w moc wymiaru sprawiedliwości. Prokuratura sprawę umorzyła, ponieważ nie dopatrzono się żadnych nieprawidłowości w postępowaniu lekarzy. – Nie można znaleźć śladu działań pracowników medycznych, która nosiłyby znamiona błędu medycznego – mówią rzecznicy prokuratury.

Jeszcze w czasie ciąży wiadomo było, że dziecko pani Anny ma wadę. Określano ją jako podejrzenie przepukliny pępkowej. W trakcie specjalistycznych badań stwierdzono wadę płodu w postaci wytrzewienia, czyli wady powłok polegających na przemieszczeniu niepokrytych workiem przepuklinowym jelit poza jamę brzuszną. Kolejne badania potwierdziły tę diagnozę, ale jednocześnie wskazały na prawidłowy rozwój płodu. Tuż po porodzie dziecko miało zostać poddane operacji…

Pani Anna pozostawała pod opieką lekarzy z Rudy Śląskiej, gdzie miał nastąpić poród. Z powodu remontu oddziału położnictwa i ginekologii skierowano pacjentkę do Centralnego Szpitala Klinicznego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, by tam ustalono datę porodu. Rudzki szpital wydał też zalecenie, by pacjentkę przyjąć na oddział patologii ciąży. Najpóźniej w 35 lub 36 tygodniu ciąży.

W grudniu 2009 roku kobieta, zgodnie z zaleceniami lekarza, pojawiła się na izbie przyjęć. Wyznaczono datę porodu na 4 stycznia 2010 roku. Jednak dwa dni przed planowanym terminem pojawiły się skurcze. Kobietę przetransportowano do szpitala w Katowicach. Tam wykonano badanie ultrasonograficzne płodu, które nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Jednak nie wiadomo dlaczego, panią Annę przyjęto na oddział ginekologii, a nie jak wspomniano wcześniej – patologii ciąży.

Przykro mi. Pani dziecko nie żyje…

W trakcie kolejnych badań zapadła decyzja o wykonaniu cesarskiego cięcia. Tuż po porodzie kobieta nalegała, by pokazano jej nowo narodzone dziecko. Lekarze uspokajali, że dziecko lada chwila zostanie przewiezione do kliniki w Zabrzu – na zabieg. Niestety do zapowiedzianego transportu nie doszło. Po kilku minutach do stołu operacyjnego podeszła lekarz neonatologii i oznajmiła pani Annie: „Przykro mi. Pani dziecko nie żyje”.

Jeszcze przed wypisaniem pacjentki ze szpitala wydano rodzicom dwa zaświadczenia: kartę wypisową i kartę zgonu dziecka. Na jednym dokumencie pojawia się informacja, że dziecko urodziło się żywe, na drugim – że z oznakami życia. – Wyraźnie też widać naniesione w rubryce „godzina zgonu” zmiany. Przekreślono jakąś cyfrę i wpisaną inną godzinę – zauważa pani Anna.

Czy przeprowadzono reanimację?

Podczas śledztwa neonatolog zeznała, że po przewiezieniu dziecka z sali operacyjnej do kącika noworodkowego przystąpiła do reanimacji, która trwała ok. 10 min. W protokole położnej czytamy: „Dziecko zostało przywiezione do kącika noworodkowego i leżało na wadze. Kiedy zauważono, że nie krzyczy, przystąpiono do reanimacji”.

Inna położna zaś zeznała, że neonatolog z lekarką z karetki czekającej na chłopca razem podjęły decyzję o odstąpieniu od reanimacji, stwierdzając zgon. Jednak lekarka z karetki podała do protokołu, że lekarz neonatolog nie chciała pomocy z jej strony.

Gdzie popełniono błąd?

Rodzice dziecka starali się rozwikłać zagadkę i odpowiedzieć na pytanie, jak mogło dojść do zgonu, skoro kobieta przebywała pod stałą opieką lekarską. Próby ustalenia powodu zakończyły się fiaskiem, dlatego pani Anna skierowała sprawę do Prokuratury Rejonowej Katowice-Zachód.

Z protokołu sekcji zwłok noworodka wynika, że bezpośrednią przyczyną śmierci było zapalenie otrzewnej i narządów jamy brzusznej oraz niewydolność wielonarządowa. Pośrednią zaś – wrodzona wada wytrzewienia jelita cienkiego i grubego.

Rodzina nie może pogodzić się z te stratą dziecka i mętnymi, często sprzecznymi ze sobą wyjaśnieniami medyków. Wątpliwości budzi jeszcze jedna kwestia. Otóż z zeznań profesora, chirurga dziecięcego, z którym rodzice dziecka konsultowali operację wynika, że „wytrzewienie nie prowadzi do natychmiastowej śmierci dziecka, a po porodzie noworodki są w stanie dobrym i poddaje się je operacji. Zaś przeżywalność w takich przypadkach wynosi nawet 90 procent”.

Krakowscy eksperci oparli się na opinii lekarzy z Katowic

W toku postępowania zlecono Zakładowi Medycyny Sądowej Uniwersytetu Jagiellońskiego przeprowadzenie sekcji zwłok. Jednak ten posiłkował się rozpoznaniem sekcyjnym lekarza z Katedry Morfologii Zakładu Histopatologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Taka współpraca budzi jednak spore wątpliwości. – Nie rozumiem, jak można oprzeć się na sekcji zwłok ze szpitala, do którego prokuratura miała wielkie zastrzeżenia – dziwi się ojciec Miłosza, Mateusz Gruźla.

Sekcja zwłok miała dać odpowiedź na pytanie, czy dziecko urodziło się żywe czy martwe. Specjaliści orzekli: „dziecko nie podjęło akcji oddechowej, a zatem w zakresie tego kryterium urodziło się martwe”. Badania wycinków płuc wykazały próby reanimacji, ale nie przyniosły one efektu. Z kolei przesłuchiwany przez prokuraturę lekarz wykonujący cesarskie cięcie przeczy wnioskom biegłych. Mężczyzna zeznał, iż „noworodek urodził się z oznakami życia na co wskazywała tętniąca przed przecięciem pępowina”.

Ojciec zmarłego dziecka zawiadamia ponownie prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie z Art. 157a k.k. ” spowodowanie uszkodzenia ciała dziecka poczętego lub rozstroju zdrowia zagrażającego jego życiu „.

Prokurator Prokuratury Rejonowej Katowice -Zachód w Katowicach postanowieniem z dnia 30 września 2010 roku umorzył prowadzone w sprawie o sygn. Akt 1Ds . 10/ 10 śledztwo. Prokurator wydając postanowienie po umorzeniu postępowania przygotowawczego oparł się przede wszystkim na sporządzonej przez zespół biegłych z Kliniki Medycyny Matczyno – Płodowej i Ginekologi Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi opinii. W tym miejscu należy wskazać , iż powyższa opinia jest niepełna, w związku z czym w omawianej sprawie , zgodnie z przepisem art. 201 kodeksu postępowania karnego winna zostać sporządzona przez tych samych bądź innych biegłych opinia uzupełniająca jak ma, to miejsce w przypadku śmierci bliźniąt z Włocławka, gdzie pierwsze wyniki sekcji zwłok również wskazują na śmierć przez „ Niewydolność Krążeniowo- Oddechową „ jak w przypadku śmierci naszego dziecka , a mimo wszystko w naszym przypadku nikt nie zlecił opinii uzupełniającej . Zespół biegłych z Kliniki Medycyny Matczyno – Płodowej i Ginekologii Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi udzielił niepełnych odpowiedź na część postawionych pytań . Tak, więc w omawianej sprawie należałoby ponownie wezwać zespół biegłych w celu uzupełnienia sekcji zwłok i ustalenia przyczyny urodzenia się dziecka martwego.

Spowodowanie uszkodzenia ciała dziecka poczętego lub rozstroju zdrowia zagrażającego jego życiu mogło być spowodowane zignorowaniem lekarza dyżurującego na Izbie Przyjęć dnia 4.12.2009r. który nie brał pod uwagę skierowania z Rudy Śląskiej – ciężarnej Anny Loska, celem ustalenia terminu przyjęcia na „Patologię Ciąży„ w CSK Ligota. mimo wiedzy o ciąży wysokiego ryzyka jakim było wytrzewienie jelit płodu.

Brak podjęcia leczenia szpitalnego w ostatnich tygodniach ciąży (nie poddania ciężarnej lecznictwu zamkniętemu – by być pod fachową opieką medyczną) mimo zeznań Dr. n. med Wioletty Rozmus – Warcholońskiej, która kierowała ciężarną do CSK w Ligocie na odddziale „ Patologi Ciąży” między 34 – 35 tygodniem ciąży . Ciężarną pozostawiono bez opieki medycznej od 34 tygodnia ciąży mimo posiadanych stosownych skierowań .

Brak hospitalizacji na oddziale „ Patologii Ciąży”, mimo tego iż CSK Katowice Ligota jest odpowiednim Szpitalem Klinicznym z III stopniem retencyjności, który w pełni jest przygotowany do opieki nad matką i dzieckiem będącej w ciąży wysokiego ryzyka .

Zignorowanie propozycji chirurga dziecięcego Prof . dr. hab. n med. Janusza Bohosiewicza, który po konsultacji z ciężarną złożył propozycję przeprowadzenia operacji dziecka, pod warunkiem wcześniejszego rozwiązania ciąży poprzez „cięcie cesarskie” około 36 tygodnia ciąży, by nie doszło do zamartwicy jelit. Profesor również w swoich zeznaniach nadmienia iż wada wytrzewienia jelit nie prowadzi do natychmiastowej śmierci dziecka. Podkreśla, że dzieci po urodzeniu zwykle w dość dobrym stanie.

Powyższe zaniedbania były przyczyną śmierci Miłosza? Będzie nowe śledztwo?

– Wnoszę o przeprowadzenie w sprawie czynności wyjaśniających w kierunku ustalenia czy nie doszło do uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa z artykułu 157a KK – pisze Mateusz Gruźla w zawiadomieniu skierowanym do Prokuratora Generalnego z dnia 23 stycznia 2014 roku. Jednoczesnie wnosi o dołączenie do akt niniejszej sprawy akt postępowania przygotowawczego prowadzonego przez Prokuratora Rejonowego Katowice -Zachód w Katowicach o sygn. 1Ds 10/10. – W sytuacji wszczęcia postępowania przygotowawczego wnoszę o przyznanie mi i Annie Loska statusu pokrzywdzonych oraz zapewnienie możliwości udziału w przesłuchaniach ewentualnych świadków. W tym stanie rzeczy niniejsze zawiadomienie jest uzasadnione – podkreśla ojciec Śp. Miłosza…

Dziennikarze portalu Pressmix ustalili, że Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej interweniowała w sprawie tajemniczej śmierci noworodka na Śląsku. Urzędnicy Prezydenta Komorowskiego zwrócili się do Prokuratura Generalnego o ponowne rozpatrzenie sprawy. Przypomnijmy, że w styczniu minęły cztery lata od tajemniczej śmierci Miłosza – dziecka Anny Loski i Mateusza Gruźli z Tychów. Rodzinie wydano dwa sprzeczne ze sobą dokumenty. Na jednym pojawia się informacja, że chłopczyk żył 12 minut, na drugim – że dziecko urodziło się martwe. Do dzisiaj nie udało się wyjaśnić, co tak naprawdę wydarzyło się w szpitalu… Prezydencka interwencja i kolejne śmierci dzieci we Włocławku przerwą panującą zmowę milczenia? Winni zaniedbań zostaną ukarani?

red.

Komentarze

komentarze