Znów staje przed sądem! Poszukiwany listem gończym uczestnik programu „Bar”

Znów staje przed sądem! Poszukiwany listem gończym uczestnik programu „Bar”

Gerard F.Jak „Fenix” z popiołów… Gerard J. a dziś Gerard F. zmienił nazwisko, środowisko, ale nie PESEL i przyzwyczajenia do życia na koszt innych. W 2003 roku miał postawione zarzuty podszywania się pod funkcjonariusza Urzędu Ochrony Państwa w celu wyłudzenia haraczu od właścicielki największego targowiska we Wrocławiu. W zamian za ochronę kobiety żył na jej koszt i wyłudził 40 tys. złotych oraz dwa telefony komórkowe. Kobieta zgodziła się, ponieważ całe zdarzenie poprzedzone było aresztowaniem jej męża. Między czasie rozpoczął też współpracę z policją. W zamian za obietnicę zwolnienia z aresztu jego kolegi wziął udział w poszukiwaniu mężczyzny ściganego listem gończym. Razem z byłym pracownikiem SB, którego Wojskowe Służby Informacyjne odznaczyły medalem, nadkomisarzem policji we Wrocławiu przez dwa dni z przerwą na zabawę w agencji towarzyskiej brał udział w zasadzce. Po byłym policjancie, który zeznał, że Gerard zachowywał się nie jak oszust, a agent, bo mówił jak  oni i miał słuchawkę w uchu, dziś nie ma śladu. Po akcji z trefnym agentem został zwolniony. Natomiast wskutek braku stawiennictwa przed sądem za oszustem Gerardem F. rozesłano listy gończe.

barW tym czasie został on zaproszony do reality show znanego niegdyś polsatowskiego “Baru”. Jako były funkcjonariusz służb specjalnych miał przeprowadzić dla uczestników survivale. Tam też nikt nie sprawdził, że nie tylko nie jest żadnym agentem, ani wojskowym, bo nawet nie dokończył służby zasadniczej. Kiedy w końcu oprowadzeno go do sądu okazało się, że “porucznik UOP” nie do końca jest zdrowy psychicznie. Przed sądem przepraszał i wyrażał skruchę.

Bar GerardJednak jak się okazuje nadal ma fantazję i słabość do munduru. Dziś przedstawia się jako funcjonariusz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i emertowany żołnierz, który zasłynął z udziału w walkach w Afganistanie. Pod płaszczykiem swojej byłej partnerki i byłego policjanta ze Zgorzelca działał i działa nadal. Zarejestrowana najpierw firma pod szyldem opieki lekarskiej (była partnerka Gerarda F.) była również centrum szkolenia specjalistycznego “Fenix” . Na bogatej flocie samochodowej (Dodge między innymi) pojawiły się napisy “Ratownictwo Taktyczne”. Były policjant natomiast wystąpił o koncesję do MSW na firmę ochroniarską i tak Gerard jako koordynator w obu zaczął szukać łatwych pieniędzy. Obiecywał najczęściej wyjazdy do krajów objętych działaniami wojennymi. Jednak, żeby było to możliwe to należało przejść kurs. Cena jego szacowała się w granicach 30 tys złotych, ale zanim podeszło się do nauki nurkowania, strzelania, czy skoków ze spadochronu to za grosze trzeba było pracować na monitoringach, obiektach ochrony, czy na giełdzie. Największą giełdę samochodową na Dolnym Śląsku ochraniała firma “Fenix”. Nikt nigdy nie sprawdził kto i czy w ogóle ma licencję w tej firmie i jak koordynować nią może człowiek skazany. Szkolenia były też trefne, bo Gerard nie ma uprawnień instruktora.

Flota Gerarda

Sprawa jednak nabrała innego kierunku kiedy zgłosił się do sprowadzenia samochodu dla Ewy Gutek. Po obietnicach, że auto będzie z placówki dyplomatycznej dostarczył auto z komisu. Pieniądze na nie wziął wcześniej i pomimo licznych wezwań nie oddał pozostałej kwoty. Wtedy do Ewy zaczęli zgłaszać się poszkodowani. Wielu z nich po opowieściach Gerarda F. bało się powiadomić prokuraturę. Nabrali odwagi jak poszło doniesienie od poszkodowanej. Dziś w Sądzie Rejonowym w Lubaniu zapadł wyrok skazujący na 1 rok pozbawienia wolności z zwieszeniem na 3 lata, 600 zł grzywny, dozór kuratora i naprawienie szkody. Zapewne Gerard F. wniesie od niego apelację, ale we wrześniu rusza proces w Zgorzelcu, a tam poszkodowana jest grupa ludzi i oskarżenie o wyłudzenie pieniędzy z powodzi. Gerard F. chętnie pokazał się w następnym programie polsatowskim “Interwencja” jako bohater, który niósł pomoc poszkodowanym w Bogatyni w 2010 roku tylko zapomniał pokazać fakturę jaką wystawił dla urzędu po rzekomych stratach w uposażeniu “Fenixa”. Fachowcy twierdzą, że takiego sprzętu nie ma, a ci co z nim byli, że jego firma takiego nie miała.

Pytaniem pozostaje jak pod okiem służb mundurowych ktoś taki ma się tak dobrze. Wiele osób oglądało pokazy ratownictwa jakie “Fenix” przy użyciu pożyczonych helikopterów przeprowadził w 2011 w Zgorzelcu obok policji i straży pożarnej.

Sprawie będziemy się przyglądać.

Ewa Gutek

Komentarze

komentarze