SondażeSłuchanie czytelników czy słuchaczy zawsze jest ciekawe, pomaga zrozumieć, co w trawie piszczy, co ludzi denerwuje, co ich obchodzi. W większości chodzi o pogłębienie wiedzy własnej czy podzielenie się refleksjami. Na przykład ktoś z Radomia przysłał mi link do kolekcji plakatów socjalistycznych – krajowych i światowych. Były niemal identyczne, co potwierdza tezę mojej ostatniej książki. W Kołobrzegu Edward Stępień wręczył mi swoją pracę o walce tamtejszej Solidarności przeciw komunie, aby podkreślić, że moje stałe apele o historię regionalną nie pozostają bez echa. Naturalnie zdarzają się nawiedzeni („wymyśliłem tajny wynalazek, nie mogę nikomu powiedzieć, ale panu powiem, jak mi pan załatwi 50 milionów dolarów na wdrożenie mego pomysłu”). Ale w większości są to głosy autentycznie zaangażowanych. Oto kilka przykładów.

„W niczym nie zgadzam się z panem, ale w jednym tak: Polska powinna pomyśleć o zapewnieniu sobie bezpieczeństwa a więc o broni nuklearnej” – powiedział mi chłopak w Londynie po moim przemówieniu o różnicach między prawicą a lewicą. Naturalnie książki nie czytał. I nie miał zamiaru się z nią zapoznać. Ale jakiś punkt zaczepienia do dalszego przekonywania jest. W Stargardzie Szczecińskim przekonywanie zajęło rok. W zeszłym roku opowiadałem o tragicznym stanie WP, że to militarni post-Sowieci, postpeerelowcy, adepci socjalliberalnej, relatywistycznej degrengolady lat 90., tacy, co nie wiedzą, kto to Jan III Sobieski, za to znają Wandę Wasilewską. W tym roku powtórzyłem podobną opinię, zobaczyłem, że ponownie zjawił się na moim wykładzie pewien były zawodowy oficer (nie pezetpeerowiec). Przyznał mi teraz rację dramatyczną historią: „Czy wie pan, kiedy wojsko obchodzi święto żołnierza?” Jako optymista odparłem: „Chyba już nie 12 października, tylko w Matki Boskiej Zwycięskiej – 15 sierpnia”. A on na to: „Nie, 14 sierpnia, bo 15 sierpnia chcą mieć dzień wolny, więc odwalają akademię”. Ja: „W USA zdegradowano by generała i wywalono by na zbity pysk całą kadrę garnizonu, który szarga święto narodowe”.
Niektórych nie trzeba przekonywać. Jeszcze kilka lat temu jeden z chorążych WP publicznie mówił o Jerzym Popiełuszce per „uparte bydle,” chociaż „twardziel w ćwiczeniach fizycznych” bowiem przyszły kapelan „S” służył pod nim w PRL. Opowiedział mi o tym były żołnierz zawodowy zwiadu, który teraz, aby utrzymać rodzinę, jeździ taksówką w Gdańsku. Dla niego w wojsku miejsca nie było. Dla peerelowskiego, czerwonego trepa jak najbardziej.

Czasami dostaję pojedyncze pytania. Na przykład ktoś chciał wiedzieć, dlaczego przed rewolucją i zaraz po niej bolszewicy rozwiązłość seksualną promowali, a potem nie. Odparłem: Stalin położył kres takim figlom po 1929 r., bowiem wyuzdanie ma duży ładunek anarchiczny i na dłuższą metę nie daje się kontrolować. Rewolucja seksualna wypełniła swoje zadanie, podminowując społeczeństwo tradycyjne, a następnie niszcząc je. Po 1929 r. zamrożono stosunki społeczne przeorane ekscesami libertyńskimi, zesłano homoseksualistów i innych do gułagu, zakazano aborcji i wprowadzono bolszewicki purytanizm, którym kontrolowano straumatyzowanych i zdegenerowanych poprzednimi eksperymentami inżynierii społecznej ludzi.
Czytelnik z Wrocławia chciał wiedzieć, czy można rozbić postkomunę, czyli układ tzw. „okrągłego stołu”, stosując „plan Reagana”. Ja na to: To ważki pomysł, cieszę się, że myśli Pan, że system zniszczyć można. Ale plan Reagana nie nadaje się. Po pierwsze, aby ten plan wdrażać trzeba dysponować środkami państwa amerykańskiego. Po drugie, plan ten był globalny. Jeśli chodzi o jego aspekt polski, polegał na popieraniu oporu bez stosowania przemocy. Reagan rozumiał, że Polska to nie Afganistan i podkreślał, że nie chciał broń Boże wywołać tutaj żadnego powstania, bo byłaby tragedia. W tym sensie plan Reagana dostosowany był do tamtych czasów i warunków. Teraz muszą Polacy coś sami wymyśleć, aby pozbyć się postczerwono-różowego pasożyta.

Często dostaję prośby, sugestie, a nawet polecenia, abym coś zrobił. Czasami chodzi o drobnostki, czasami o przenoszenie gór. Na przykład, abym wykoncypował szczegółowo (taktycznie i strategicznie) w jaki sposób obalić obecny system postkomunistyczny. Moja odpowiedź jest taka, że generalnie jest to do zrobienia. Staram się od dawna pomagać, ale szczegółowo muszą to zrobić sami zainteresowani. W końcu Polacy powinni zająć się swoimi interesami sami. Bo inaczej będą to robić za nich inni, i źle.

Marek Jan Chodakiewicz

Felieton opublikowano pierwotnie w „Tygodniku Solidarność”.

Komentarze

komentarze