Piotr Duda– Nie jestem PR-owcem premiera, żebym udawał, że toczy się jakikolwiek dialog. Niech Donald Tusk powie, że chce wycofać się z elastycznego czasu pracy, to my z miłą chęcią się z nim spotkamy – z Piotrem Dudą, przewodniczącym NSZZ Solidarność, rozmawia Barbara Madajczyk-Krasowska. – Elastyczny czas pracy doprowadzi w Polsce do sytuacji, że będziemy niewolnikami we własnym kraju – dodaje szef „Solidarności”.

Barbara Madajczyk-Krasowska: Jeden z tygodników pyta: „Związkowcy podpalą jesienią Polskę?”
Piotr Duda: Na pewno chcielibyśmy rozpalić serca wszystkich pracujących Polaków i uwrażliwić ich na to, co dzieje się w naszym kraju. Chodzi o obywatelskie zaangażowanie w sprawy kraju, o więcej demokracji bezpośredniej. Jak najbardziej chodzi nam o takie rozpalenie serc Polaków. Jako związek zawodowy Solidarność widzimy, że spada zaufanie do polityków, instytucji publicznych. Porównując na przykład zaufanie do sejmu, rządu z zaufaniem do związku zawodowego Solidarność, to dzieli je od nas przepaść. Poprzez nasz protest nie chcemy kogokolwiek straszyć, a już na pewno nie warszawiaków. Wystarczy tych, którzy straszą nami jako czarnym ludem.

Politycy z rządzącej koalicji obrzucają Pana inwektywami i oskarżają niemalże o zamach na demokrację.
– Już się do tego przyzwyczaiłem, że oni straszą. Ale wiem jedno, skoro tak się zachowują, to znaczy, że puszczają im nerwy. Radziłbym przedstawicielom koalicji rządzącej, by sobie kupili coś na uspokojenie. Tylko za swoje pieniądze – niech im nie przyjdzie do głowy kupowanie tabletek za pieniądze nasze, podatników.

Atakuje Pana także marszałek senatu Bogdan Borusewicz. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” powiedział, że Pan był po drugiej stronie, bo w stanie wojennym ochraniał z dywizją powietrzno-desantową radio i telewizję.
– Widać, że stronie rządzącej puszczają nerwy. Stwierdzenie, że „byłem po drugiej stronie” to po prostu nikczemność i wielkie świństwo. I to nie tylko w stosunku do mnie, ale i do tych wszystkich, którzy na początku lat 80. jako młodzi chłopcy byli wcielani do zasadniczej służby wojskowej. Dla mnie w tamtym czasie Bogdan Borusewicz był bardzo ważną postacią. A sprawą smutną i chichotem historii właśnie jest to, że teraz razem z OPZZ i Forum ZZ musimy przeciwstawiać się takim osobom jak Borusewicz.

Pracodawcy przysłali do Pana list z propozycją dwustronnego dialogu.
– Zawsze trzeba rozmawiać. Ale teraz jakiekolwiek decyzje będziemy podejmowali wspólnie z Komitetem Strajkowym. Pracodawcy w swoim liście piszą o dialogu dwustronnym, ale podpisał się pod nim także pan Malinowski w imieniu Pracodawców Rzeczpospolitej, który w innym liście skierowanym do pracodawców proponuje różne szykany wobec związkowców. Na przykład, cytuję: „podczas przygotowywanych przez nas konferencji zamierzamy zaprezentować skalę kosztów, jakie ponoszą członkowie pracodawców na działalność związkową”. Proponuje także, by pracodawcy wspierali ich w represjach dotyczących finansowania związkowych oddelegowań. Czyli gdzie jest prawda? Z jednej strony proponuje prowadzenie dialogu dwustronnego, a z drugiej chce nas w dalszym ciągu szykanować. Na taki dialog się nie piszemy. Tu potrzeba wzajemnego zaufania, bo na tym polega prawdziwy dialog.

Jak Pan ocenia generalnie rolę organizacji pracodawców?
– Jesteśmy skazani na siebie i na współpracę i mam nadzieję, że tak będzie. Ale dotychczas wygląda to różnie. W komisji trójstronnej organizacje pracodawców reprezentują interes pracodawców, związki zawodowe – pracowników, rząd – interes publiczny. Dialog polega przecież na tym, że każda ze stron odchodzi od stołu negocjacyjnego w miarę zadowolona. A dzisiaj dialog toczy się tylko między rządem i pracodawcami. Wydaje mi się, że oni już dawno zawiązali jakąś koalicję i dlatego są wprowadzane wszystkie antypracownicze rozwiązania liberalizujące kodeks pracy. To jest niepokojące! Nie chcę generalizować, mówiąc o wszystkich pracodawcach, bo my też wstawiamy się za tymi pracodawcami, którzy mają problemy chociażby z ustawą o zamówieniach publicznych. Ta ustawa jest patologiczna, ponieważ promuje firmy, które nie stosują polskiego prawa, kodeksu pracy oraz takie, które nie posiadają pracowników, a dopiero po wygraniu przetargu wynajmują do wykonywania robót różnego rodzaju podwykonawców, którzy – mówiąc delikatnie – z prawem pracy są na bakier. Będziemy wspierać przedsiębiorców, pracodawców, przestrzegających polskiego prawa, szczególnie ustawy o związkach zawodowych, prawa pracy, a nie tych, którzy widzą tylko zysk.

Jaka jest reprezentatywność organizacji pracodawców na tle reprezentatywności związków zawodowych?
– Znikoma. Pracodawcy zarzucają nam, że reprezentatywność związków zawodowych jest na bardzo niskim poziomie. Tymczasem oni liczą swoją reprezentatywność w ten sposób, że jak prezes spółki przystąpi do organizacji pracodawców, to zaliczani są też do niej wszyscy pracownicy

Naprawdę?
– Tak. My też byśmy chcieli, żeby jeśli w zakładzie pracy jest 10 członków związku to do reprezentatywności liczyła się cała załoga. Nie chodzi o to, by się nawzajem przerzucać inwektywami, ale rozwiązywać problemy, po to miał być ten dialog trójstronny. Ale my w tym dialogu nie będziemy tylko „ofiarami”. Jak na razie związki zawodowe w stosunkach zbiorowych pracy reprezentują wszystkich pracowników w Polsce i o ich prawa będziemy zabiegać i walczyć.

W przeszłości jednak w komisji trójstronnej zdarzało się, że organizacje pracodawców wspólnie ze związkami zawodowymi występowały przeciwko rządowi. Skąd ta zmiana?
– Oni nie wywiązali się ze swoich zobowiązań. Mój poprzednik Janusz Śniadek podpisał, miał na to zgodę Solidarności, pakiet antykryzysowy. Zgodziliśmy się w nim na elastyczny czas pracy rozliczany w okresie dwunastomiesięcznym podczas kryzysu oraz wiele innych udogodnień dla pracodawców, ale mieliśmy swoje postulaty, jak chociażby walkę z umowami na czas określony. To nie zostało zrealizowane, bo dzisiaj, jeśli chodzi o umowy na czas określony, jesteśmy liderem w Europie. W pakiecie było także zobowiązanie, że do końca 2009 roku zostanie przedstawiony harmonogram dojścia płacy minimalnej do poziomu 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia. W komisji trójstronnej przypomniałem pracodawcom, że podjęli zobowiązania, których nie chcą realizować, a na dodatek wprowadzają do kodeksu pracy rozwiązania, jak elastyczny czas pracy, które są korzystne tylko dla nich. To gra nie fair i w taki sposób nie będziemy prowadzić dialogu.

Centrale związkowe już od dawna ze sobą współpracują, ale chyba po raz pierwszy z taką determinacją organizują wspólny protest?
– Od wielu lat dialog i komisja trójstronna są spychane na margines. Dlatego nawet nie musiałem długo przekonywać, a właściwie w ogóle, do protestu moich kolegów z Forum i OPZZ. Kiedy 24 marca premier przyszedł na komisję trójstronną prosiliśmy tylko, by ustawy o elastycznym czasie pracy nie przekazał sejmowi, by procedura została wydłużona, bo przecież projekt nie był nawet procedowany w komisji trójstronnej. Mieliśmy się spotkać za miesiąc. I co się stało? Minął miesiąc, dwa miesiące, ustawa przeszła w sejmie i dopiero wtedy pan premier przyjechał na komisję trójstronną. Po co? Poinformować nas o tym? To przelało czarę goryczy. Decyzję o wyjściu z komisji trójstronnej podjęła Komisja Krajowa Solidarności. Jako Piotr Duda nie mam prawa sam podejmować takich decyzji, podobnie szefowie OPZZ i Forum: Guz i Chwałka. Nie musiałem ich przekonywać. Oni sami doszli do wniosku, że nie warto uwiarygodniać tego pseudodialogu. Naprawdę nie jestem PR-owcem premiera Tuska, żebym udawał, że toczy się jakikolwiek dialog.

Ale to was premier oskarża, że przyszliście tylko po to, by zademonstrować przed nim swoje wyjście.
– Ale o czym mieliśmy rozmawiać, skoro została przegłosowana ustawa w sejmie? Mieliśmy wysłuchać monologu premiera, po którym on by wyszedł do dziennikarzy i powiedział, że rozmawialiśmy, odbył się dialog. I pewnie jeszcze wyraziłby zdziwienie, że nie rozumie, o co chodzi związkowcom? Nie, takiego dialogu uwiarygodniać nie będziemy.

Kolejne spotkanie Platformy Oburzonych odbędzie się 10 sierpnia w Łodzi. Poprosi Pan uczestników o udział we wrześniowym proteście?
– Tak. Tym bardziej, że został spełniony jeden główny punkt zgłoszony podczas pierwszego spotkania 12 marca w sali BHP. Dotyczył on zmiany konstytucji w sprawie ustawy o referendum krajowym. Otrzymaliśmy projekt przygotowany przez PiS i drugi projekt opracowany przez Solidarną Polskę. Komisja Krajowa, a także OPZZ i Forum zgodziły się, aby ta sprawa była jednym z naszych głównych postulatów podczas akcji protestacyjnych. Chodzi nam o demokrację bezpośrednią, bo odczuliśmy to na własnej skórze przy zbieraniu podpisów w sprawie referendum dotyczącego podniesienia wieku emerytalnego. Inne postulaty obywatelskie dotyczą inicjatyw obywatelskich ustaw. Chcemy, by one nie były odrzucane w pierwszym czytaniu, tylko przechodziły do drugiego czytania, do prac w komisji. O tych bardzo ważnych sprawach poinformuję podczas spotkania Platformy Oburzonych i poproszę tych, którzy są zainteresowani, by wspierali te działania i byli podczas akcji protestacyjnej w Warszawie.

Co musiałoby się stać, by nie doszło do jesiennego protestu?
– Musiałyby zostać spełnione dwa postulaty: zmiana na stanowisku przewodniczącego komisji trójstronnej, a także wycofanie kontrowersyjnej ustawy wprowadzającej elastyczny czas pracy.

Ale tu już został tylko podpis prezydenta.
– Przygotowaliśmy pismo do pana prezydenta, aby nie podpisywał ustawy o elastycznym czasie pracy, szkodliwej dla polskich pracowników. A premier w każdej chwili może zrobić nowelizację tej ustawy. To są nasze warunki, od których nie odstąpimy.

Premier chce z wami rozmawiać…
– …nawet bez żadnych warunków wstępnych. Przegłosowali prawie wszystko, co chcieli. O czym chcą więc teraz rozmawiać? O płacy minimalnej? Przecież powiedzieli, że podwyższą ją tylko o 80 zł. Niech premier powie, że chce wycofać się z elastycznego czasu pracy, to my z miłą chęcią się z nim spotkamy.

Propozycja rozmowy, to PR-owski manewr premiera?
– Oczywiście, bo o czym chce rozmawiać? O tym, że będzie walczył o każde miejsce pracy i że elastyczny czas pracy ma dać dodatkowe sto tysięcy miejsc? Niech mi pokaże taką analizę. Elastyczny czas pracy doprowadzi w Polsce do sytuacji, że będziemy niewolnikami we własnym kraju.

A może premier was się boi?
– Ja nie chciałbym bać się premiera ani tego, by premier bał się mnie. Chciałbym, żebyśmy rozmawiali jak partnerzy, ale tak się nie dzieje.

Wywiad ukazał się pierwotnie w „Tygodniku Solidarność”.

Komentarze

komentarze