Białe kołnierzyki„Białe kołnierzyki” są groźniejsze od zwykłych bandytów, o których nawet sędzia w procesie mafii pruszkowskiej powiedziała, że to już zupełnie inni ludzie. Białe kołnierzyki, to bynajmniej nie polska Wólczanka; ona swoich BOSS-ów ma za granicą. To przestępczość dobrze zorganizowana, groźna przez powiązania z europejską i światową finansjerą, rządami i jego organami, również politycznie, finansowo, towarzysko i mentalnie. I pewnie w tym tkwi tajemnica jej nietykalności.

Właśnie przeczytałam, że Prokuratura w Katowicach oraz śląscy policjanci z wydziału do walki z przestępczością gospodarczą Komendy Wojewódzkiej Policji, zakończyli śledztwo w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej, oskarżonej o fikcyjny obrót towarami, fałszowanie dokumentów i pranie brudnych pieniędzy. Przed sądem stanie 21 osób, które usłyszały łącznie 962 zarzuty. W czasie swej pięcioletniej działalności podając się za przedstawicieli faktycznie nieistniejących firm, wyłudzili towar wartości ok. 10 mln zł, zamawiając m.in. wyroby stalowe, narzędzia budowlane, urządzenia i materiały. Posługiwali się sfałszowanymi dokumentami i pieczątkami. Nie płacili za towar ani usługę transportową, przejmowali również zadłużone spółki, przez które legalizowali wyłudzone towary, sprzedając je później ostatecznym odbiorcom. Na pierwszy rzut oka w papierach wszystko wyglądało legalnie. Jednak operacje odbywały się tylko na papierze, w procederze brały udział firmy-słupy, a wypisywane faktury miały jeden cel: oszustwa na podatku akcyzowym i wyłudzenie podatku VAT, by pomnożyć zyski. Stratę skarbu państwa wyliczono na ponad 20 mln złotych.

Działalność tego gangu zakwalifikowano, korzystając z terminu wprowadzonego przez Edwina H. Sutherlanda, jako przestępczość „białych kołnierzyków” (White – Collar Crime), a więc przez osoby dobrze sytuowane, często wykształcone i na wysokich stanowiskach, znające prawo lub zatrudniające wyspecjalizowane kancelarie prawnicze, aby zręcznie manipulując prawem oraz procedurami prawnymi, dokonać „skoku” na kasę. Powszechnie znane przestępstwa tzw. białych kołnierzyków to najczęściej przestępstwa oszustwa kapitałowego, wyłudzanie kredytów, dotacji, subwencji, oszustwa ubezpieczeniowe, lichwa, pranie brudnych pieniędzy, udaremnianie lub uszczuplanie zaspokajania wierzycieli czy oszustwa na stanowisku kierowniczym, inaczej przekupstwo menedżerskie. Prócz Kodeksu karnego, przestępstwa te obejmują wiele ustaw, jak Kodeks spółek handlowych, np. działanie na szkodę spółki, o co oskarżony był Ryszard Krauze (Spółka Prokom Investments), któremu z pomocą pospieszył ówczesny minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski, przy wsparciu posła PO – Adama Szejnfelda i PKPP Lewiatan, doprowadzając do nowelizacji ustawy przez usunięcie jednego artykułu – 585 k.s.h.

Bartłomiej Sienkiewicz, szef MSW i koordynator służb specjalnych, zaraz po nominacji w lutym br.ogłosił, że rozpoczyna drugą wojnę (a kiedy wygrał pierwszą?) z przestępczością zorganizowaną, którą po ABW, ma przejąć CBŚ. Musiałby zacząć od urzędów centralnych i administracji państwowej na wszystkich szczeblach, po oszustów, złodziei i miejcowych oligarchów w terenie, ale do tego potrzebne są niezależna prokuratura i niezależne sądy, a na tym froncie deficyty: połowa śledztw w sprawach gospodarczych jest umarzana, więc obecnie przesunął priorytet na walkę z „rasizmem i faszyzmem”. Rosnąca, z roku na rok, liczba przestępstw gospodarczych, które rozszerzają swój zasięg, ale i przybierają nowe formy, ma swoje źródło w przemianach społeczno-ustrojowych w Polsce po roku 1989.

Obok pojęć „mafia”, haracz za „ochronę” lub „opiekę”, „pranie brudnych pieniędzy” czy „przestępczość zorganizowana”, funkcjonuje też, jako przejaw patologii ekonomicznej i społecznej – przestępczość białych kołnierzyków. Pojawia się wszedzie tam, gdzie panoszy się korupcja i nepotyzm, gdzie rządzą „układy” i kolesiostwo, cwaniacy kpiący z prawa i obywatela. Bowiem członkowie grup przestępczych nie są dziś prymitywnymi bandziorami z kijem baseballowym czy nożem ani odzianymi w skóry i złote łańcuchy bezszyjnymi „bezmózgowcami”, ale „zaawansowanymi intelektualnie” „szanowanymi biznesmanami”, „elitą finansową”, skorą do wszelkiego sponsoringu władzy, nad którą często parasol ochronny roztacza szeroko pojęty wymiar „sprawiedliwości”, czego mieliśmy przykład w sprawie afery Amber Gold.

Społeczeństwo jednak mało interesuje, czy przestępstwa dokonują dresiarze, czy ludzie z immunitetami lub bez, w białych kołnierzykach, mundurach, togach czy kitlach, bo kodeks karny nie wyróżnia kategorii społecznej, zawodowej lub towarzyskiej przynależności. Są to ciagle te same działania przestępcze, najczęściej zorganizowane, jak rządy ówczesnych pseudo-prawicowców i liberałów, z wyniszczającym programem Balcerowicza-Sachsa oraz grupą nasłanych przez partyjno-esbecką klikę tzw. „doradców”, „wybitnych intelektualistów” i „autorytety moralne”, których działania spowodowały niszczenie kraju, polskiej gospodarki i kryzys finansów państwa oraz liczne, do dziś nierozliczone afery finansowe. Współczesna afera pod rządami Platformy Obywatelskiej: White – Collar Crime – czyli Amber Gold, sprytne wykorzystanie luk prawnych, na podobieństwo działań Baksika i Gąsiorowskiego, oparte na dobrowolnej przynależności do parabanku, wykorzystuje jedynie ludzką naiwność i niewiedzę, będąc porażką państwa, organów kontroli finansowej i organów ścigania.

Ale czy nie większym przekrętem były Otwarte Fundusze Emerytalne, wprowadzone w 1990 roku pod przymusem, jako częściowa prywatyzacja systemu ubezpieczeń, czyli usankcjonowanym prawnie rozbojem w biały dzień? Nawet sama nazwa jest oszustwem: Otwarte, ale nie można z nich wyjść. W tym wypadku prawo nie zostało nagięte przez złodziei, ale utworzone specjalnie dla nich, by, tym razem na przyszłych emerytach, mogli zrobić golden interes swojego życia. Oddaliśmy więc własne pieniądze pod przymusem, bez żadnego zabezpieczenia, narażając ZUS na deficyt, który dziury łata pożyczkami od państwa ze sprzedaży obligacji po to, by OFE mogły istnieć. Jej autor, Jerzy Buzek, który zachwalał, by oddać pieniądze w prywatne ręce, bo ZUS to przeżytek, oraz jego towarzysze z czerwonej kuźni kadr dawnego SGPiS, nadal bronią reformy, choć sam Rostowski dziś przyznaje, że „ludzie zrozumieli, iż OFE to biznes”, który niczego nie gwarantuje. Zrozumieli, odbierając pierwszą po 10 latach emeryturę w wysokości 56 zł, że to też parabank, obowiązkowa maszynka do zarabiania, która generuje kasę dla powszechnych towarzystw emerytalnych i ich zagranicznych udziałowców. Miały być palmy, a jest śmietnik. Nawet nie pod palmami.

„Białe kołnierzyki” są groźniejsze od zwykłych bandytów, o których nawet sędzia w procesie mafii pruszkowskiej powiedziała, że to już zupełnie inni ludzie. Białe kołnierzyki, to bynajmniej nie polska Wólczanka; ona swoich BOSS-ów ma za granicą. To przestępczość dobrze zorganizowana, groźna przez powiązania z europejską i światową finansjerą, rządami i jego organami, również politycznie, finansowo, towarzysko i mentalnie. I pewnie w tym tkwi tajemnica jej nietykalności.

Magdalena Figurska

Tekst opublikowany w „Warszawskiej Gazecie”

Komentarze

komentarze