Ponieważ jestem stałym pacjentem szpitali stołecznych nauczyłem się, że przełomy roku kalendarzowego, długie weekendy czy modne i szumnie obchodzone imieniny personelu lub inne wydłużone dni wolne dla personelu medycznego należy dużym kołem omijać i unikać poszukiwania pomocy medycznej. W takich miejscach gdzie personel takich jednostek medycznych lub szpitali z powodu luzackiego przedłużonego weekendu może się zakończyć przykrością dla potrzebującego pomocy medycznej chorego. Kiedyś zachciało mi się zachorować na zapalenie płuc 30 grudnia i z wielką łaską przewieziony zostałem do szpitala, bo temperatura przekroczyła 40 stopni C. Innym razem uskarżałem się u lekarza rejonowego na duży kaszel, podejrzewając zapalenie płuc i z wielką łaską dostałem skierowanie do szpitala na zdjęcie rentgenowskie z komentarzem lekarza – jak pan tak koniecznie chce skierowanie, to panu dam. Po przyjeździe do szpitala i zrobieniu prześwietlenia okazało się, że w płucach znajduje się woda i lekarz rejonowy badając mnie powinien to usłyszeć.

Pewnie lekarz by usłyszał, ale to był 1 stycznia i imieniny Mieczysława. Ale to było kiedyś a wizyta na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym odbyła się 3 maja tego roku i niestety był to kolejny dłuższy weekend dla pracowników w systemie dyżurów.

Wszystko rozpoczęło się rano 3 maja 2013 roku, około 9 rano, kiedy to zaczął pobolewać mnie żołądek. Po wypiciu gorzkiej herbaty i zjedzeniu kromki białej bułki położyłem się odpocząć od tej dolegliwości. Po ok. 4 godzinach ból żołądka się nasilił i wziąłem sobie dodatkowo No-Spę, po której się to wszystko wyciszyło. Około 16 doszło do wymiotów i pozbyłem się płynów w organizmie a nadto, nie mogłem przyjmować niczego do żołądka od wody po suchary. Postanowiłem skorzystać z Pogotowia Ratunkowego, z którego w podobnej sytuacji korzystałem w czerwcu 2012 roku. Jako osoba rzadko korzystająca z tego „przywileju” wykręciłem nr telefonu: 999. Po drugiej stronie zgłosił się mężczyzna, który powiedział, że tu jest teraz baza karetek przewozowych a on poda mi nr telefonu do rejonowego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Po otrzymaniu nr telefonu niezwłocznie zadzwoniłem pod SOR w Warszawskim Szpitalu Bielańskim. Powiedziałem, o co chodzi, na co jestem chory, jakie mam powikłania i, że podejrzewam zapalenie śluzówki żołądka. Bo takie zapalenie przeszedłem w czerwcu 2012 roku i byłem leczony na oddziale transplantologii Szpitala Klinicznego. Panienka w krótkich żołnierskich słowach stwierdziła: u nas nie ma karetek, a więc niech pan na swoją rękę przyjedzie do SOR na Bielanach. Zdegustowało mnie to, bo nie tak powinna wyglądać pomoc medyczna i przyjmująca nie zaproponowała mi, że przyśle ratowników na wizytę. Pomimo opowiedzenia, że jestem całkowicie niewidzący, mieszkam sam, poruszam się po mieszkaniu o 2 kulach zostałem odparty, jak natrętny klient.

Następnym numerem telefonu był numer: 112 i tu zgłosiła się pani Policjantka, która natychmiast przełączyła mnie do Pogotowia Ratunkowego i nareszcie trafiłem na człowieka z powołania. Pani, która odebrała telefon wysłuchała wszystkiego, co miałem do powiedzenia i tylko żałowała, że nie wzywałem od razu pogotowia, bo zapalenie śluzówki lubi się powtarzać. Chciała mi podać nr telefonu do SOR w Szpitalu Bielańskim, żeby do mnie przyjechali, ale kiedy usłyszała, że SOR powiedział mi, że nie mają karetek i sam mam dojechać chyba się zdenerwowała, mówiąc, że oni mają karetki i pieniądze, żeby takich ludzi jak ja wozić do szpitala. Ta bardzo miła pani powiedziała, żebym czekał na karetkę a ona to załatwi. Jak widać, można pomóc – wystarczy chcieć.

Za jakieś 15 minut przyjechała karetka i do mieszkania weszło 2 Ratowników z pytaniem, co się dzieje? Opowiedziałem, co się dzieje i powiedziałem, że byłem podobnie chory w zeszłym roku i Ratownicy przewieźli mnie do Kliniki Transplantacji ze względu na bezpieczeństwo przeszczepu. Tym razem wybór był taki: albo jadę do Szpitala Bielańskiego albo zostaję w domu, bo do Kliniki Transplantacji nie będą mnie wieźli. Wybór słaby a więc pojechałem na SOR do Szpitala Bielańskiego. Tu nastąpiły dalsze atrakcje opieki chorego.

Po całodziennym odwadnianiu organizmu ratownicy w moim domu nie podali mi żadnej kroplówki a jednocześnie powiedzieli, że muszę zejść do karetki mającej mnie zawieść na Bielański SOR. Po zejściu z III piętra przed klatką schodową brak było karetki a mój stan był dość słaby z powodu odwodnienia. Gdyby była karetka, to wyciągnęliby panowie nosze i mógłbym się na nich położyć a nie iść o 2 kulach 150 metrów do ulicy, na której czekała karetka przewozowa. Po podejściu do karetki wysunięte zostały nosze i się na nie zapakowałem. W karetce była jeszcze ratowniczka i wtedy zaczęto mnie badać. Po tym marszu do karetki były problemy ze zrobieniem EKG, bo elektrody się odklejały, urosło wysokie ciśnienie, bo ponad 230/120 i dostałem pod język 2 proszki na spadek ciśnienia, ale one też spowodowały nudności i z trudem dojechałem do SOR. Ciekawą uwagę usłyszałem od jednego z ratowników, że jak wzywam karetkę, to niech nie informuję operatora o dużej ilości przewlekłych chorób, bo nie dostanę karetki – przeszedłem to z autopsji. Nauczony jestem mówić o moich przewlekłych chorobach, bo objawy nie koniecznie oznaczają to samo a mogą oznaczać zaburzenie innego narządu wewnętrznego. Wymioty mogą powodować objawy niestrawności, ale też kwasicę ketonową i to ja mam decydować, co mi teraz jest.

Przyjechaliśmy na SOR i tam wrzucono mnie na łóżko i dorzucono do niego moje buty, dwie kule i podręczny majątek – byłem gotowy do wyjazdów turystycznych i czekałem na łaskę personelu. Po pewnym czasie żołądek chciał wyrzucić zaległości i zacząłem wzywać jakiegoś człowieka, który mi powie, co mam robić, ale to było wołanie na puszczy. Kiedy już nie wytrzymałem i zawartość żołądka znalazła się na zewnątrz podeszła do mnie kobieta i podała worek na śmieci, mówiąc: tu proszę wymiotować. Czekałem dalej i co jakiś czas pokazywał się jakiś człowiek chcąc pobrać mi krew, ale dopiero po 6 razach udało się komuś wkłuć prawidłowo wenflon. Przyszedł później do mnie lekarz i zaczął wypytywać o choroby a kiedy powiedziałem, że podobne objawy już miałem w zeszłym roku i prawdopodobnie jest to zapalenie śluzówki żołądka to usłyszałem, że nie musi tak być. Nic nie przyjmowałem doustnie i czekałem na dalsze badania i drogę. Miałem wrażenie, że znajduję się w Izbie Wytrzeźwień zwanej wytrzeźwiałą, bo za mną leżała kobieta strasznie wyklinająca i żądająca kontaktu z synem lub się wypisuje na własne życzenie. Pielęgniarka odpowiedziała jej, że osoby pijane nie wychodzą na własne żądanie. Dalej leżał mężczyzna z zawałem i tam trwała akcja ratowania jego życia – udana. Z mojego boku leżał menel z ogromnymi pretensjami, że się go tu trzyma a on tylko rozbił sobie głowę. Normalnie dom wariatów, to małe miki. W pewnej chwili podeszła do mnie pielęgniarka i podniesionym tonem pokrzykuje coś o moim piciu i że tu ciągle przywożą pijanych. Spokojnie wytłumaczyłem pielęgniarce, że nie wszyscy są pijani a ja jestem chory i nie rozumiem dlaczego do mnie krzyczy. Powiedziała, że wszyscy faceci są tu pijani i tylko gadają, że są trzeźwi. Temat z pielęgniarką uznałem za zakończony. Nadciągnęła doktor dyżurna i powiedziała, że przewiozą mnie na internę i badania i myśląc, że już się pozbyłem problemów SOR będę gdzieś, gdzie jest w miarę normalnie – ale się pomyliłem po raz kolejny.

Witamy na oddziale wewnętrznym i witam panią doktor. Doktor nie za bardzo mogła połapać się, co się ze mną dzieje ale miałem wypisy i byłem komunikatywny. Doktor postanowiła mi zrobić RTG i USG oraz gastroskopię, ale tego badania odmówiłem. Salowe niezadowolone, że muszą jechać ze mną na RTG były powściągliwe w komentarzach. Pod stołem RTG miałem się położyć na boku ale powiedziałem, że ten bok bardzo mnie boli, bo jest tam ognisko torbieli i zapalenie, ale dla tych pań to żaden problem i usłyszałem: tu się kładą ludzie ze złamanymi nogami i nie narzekają a pan ma jakieś problemy, proszę się położyć. Kiedy udało mi się tam jakoś ułożyć, to jeszcze jakieś drobne obroty w lewo i w prawo i wreszcie urwał się wenflon od kroplówki i zacząłem krwawić. Panie zaatakowały mnie grupą i usłyszałem wielkie pretensje, że się tak zachowuję. Wtedy powiedziałem tym paniom, że powinny pamiętać o mojej ślepocie i na zabieg odłączyć kroplówkę a nie ślepemu kazać się obracać i uważać gdzie jest kroplówka i czy nie jest w niebezpieczeństwie. Powiedziałem, że takie uwagi są niegrzeczne i pokazują pogardę dla niewidzącego człowieka. Jakoś te panie te uwagi przeżyły, choć z głosu wynikało, że są nauczone rządzić a nie pomagać choremu. Następny przystanek to USG, ale tu już poszło lepiej, bo lekarz miał większą wrażliwość niż salowe.

Kolejny etap, to leczenie przez lekarza z interny. Lekarz wie swoje a ja wiem swoje. Miałem taki ogromny ból, że na transplantologii w takich sytuacjach podają mi dożylnie Tramal, ponieważ wiedzą, że mój próg bólu jest bardzo wysoki i byle pyralgina nie działa i trzeba dawać coś na podłożu opium a nie nawet morfiny, bo morfina zabija przeszczep. Jakoś dotrwałem do rana dnia następnego i dostałem wypis ze szpitala z zaleceniem leki doustne i osłonowe. Leki rozpocząłem brać po 3 dniach od wyjścia, bo wcześniej miałem nieustające odruchy wymiotne.

4 maja 2013 roku ok. 11 rano byłem już w domu, ale piłem tylko słabą herbatę, wodę przegotowaną. W domu okazało się, że mój poziom cukru wynosi ponad 350mg/g, temperatura 37.7 i jestem osłabiony. Kiedy oddział transplantacji w 2012 roku przyjął mnie z powodu zapalenia śluzówki żołądka przez 4 dni na oddziale byłem żywiony i leczony dożylnie aż mój stan zdrowia poprawił się na tyle, że mogłem samodzielnie przyjmować posiłki i leki doustne. Na oddziale transplantologii przebywałem ok. 14 dni i wyszedłem w bardzo dobrej formie a ze szpitala Bielańskiego wyszedłem po niecałej dobie gdzie w domu dochodziłem do siebie prawie 3 tygodnie, żeby być w dobrej formie.

Artykuł dedykuję obecnej marszałek Sejmu Ewie Kopacz, która rozpoczęła jako Minister Zdrowia reformy poprawy i dbania o moje zdrowie a także Bartoszowi Arłukowiczowi, który udaje, że poprawia czego nie można poprawić i zachowuje się jak niewybuch w klozecie Szwejka a ja czekam tylko kiedy to wszystko dupnie a gnój obryzga rządzących, którzy nie chcą lub nie widzą tego z czym borykamy się na co dzień. Polecam telefon, z którego korzystają rządzący i gdzie otrzyma się pomoc godną bez pogardy dla pacjenta 22 508 20 00 prosić lekarza dyżurnego szpitala rządowego.

Obecna reforma służby zdrowia kieruje nas w stronę eutanazji tylko rządzący mają problem, że nie wszyscy chcą się zgodzić na eutanazję.

Komentarze

komentarze