Komu przeszkadza wspomnieniowa książka Piotra Skórzyńskiego?

Komu przeszkadza wspomnieniowa książka Piotra Skórzyńskiego?

przez -
0 6

Michnik i GWA może tak naprawdę nie chodzi o żadne prawa spadkowe, tylko o wykonanie woli Adama Michnika, którego słowa przytoczono w posłowiu do innej książki, P. Skórzyńskiego, do „Wojny światów”: „Ty Skórzyński nie istniejesz, i nigdy nie zaistniejesz”? Może chodzi o to, żeby tego niezwykle zdolnego i oryginalnego pisarza zabrano polskim czytelnikom? Może ktoś nie może znieść wierności zasadom, jakie prezentował przez całe życie Piotr Skórzyński?

Piotr Skórzyński, pisarz, którego chcą skazać na zapomnienie

Od prawie ćwierć wieku cenzura prasy i książek już na szczęście nie istnieje, jednak niewygodne książki nadal są blokowane. Powody blokowania mogą być różne. Najczęściej chodzi o to, żeby pewne fakty nie wyszły na jaw. Mogłyby bowiem zaszkodzić osobom powszechnie, chociaż nie zawsze słusznie uchodzącym za autorytety.

Jesienią ubiegłego roku nakładem wydawnictwa Glaukopis ukazała się książka „Człowiek nieuwikłany. Wspomnienia z PRL”, która jest osobistą opowieścią wspomnieniową Piotra Skórzyńskiego o życiu w PRL. Mottem wspomnień są słowa XIX wiecznego poety i dramaturga, Fryderyka Hebbela, których autor się konsekwentnie trzyma i które stosuje wobec innych, ale przede wszystkim wobec siebie – „Szczerość to pożerający wszystko ogień – nic dziwnego, że tak niewielu na nią stać”. Znajdujemy w niej wątki rodzinne, polityczne, społeczne, cały klimat tamtych czasów, klimat niezwykle szary, smutny, przygnębiający, jeszcze bardziej uwidaczniający pewne sprawy patologiczne, głównie sprawy związane z zachowaniem się ludzi w tamtym okresie. Poznajemy osobiste wspomnienia autora wielu znanych osobach, Henryku Berezie, Antonim Słonimskim, Adolfie Rudnickim, Krzysztofie Krauze, Andrzeju Samsonie, Henryku Krzeczkowskim, Aleksandrze Małachowskim, Józefie Dajczgewandzie czy wreszcie o Adamie Michniku. Z tym ostatnim autor znał się już od lat sześćdziesiątych, siedział też z nim w jednej celi po internowaniu w stanie wojennym.

Skórzyński o Michniku

Tak wspomina swoje internowanie z późniejszym naczelnym Wyborczej: „Pierwszy miesiąc pobytu w więzieniu – trzeba przyznać, w dość łagodnych warunkach – wspominam jako jeden z najlepszych okresów w moim życiu. Sprawiała to przede wszystkim obecność w naszej celi Adama Michnika i Marka Barańskiego. Ten pierwszy szybko zgromadził wokół siebie mały dwór, na którym główną postacią był Piotr Mroczyk, późniejszy dyrektor Polskiej Sekcji Radia Wolna Europa, i gdakał równie głośno, co zabawnie, całkiem jak indyk z wielkim czerwonym grzebieniem, puszący się na podwórku. Ten drugi był naukowcem z Uniwersytetu, z którym świetnie się rozumiałem, i dużo rozmawialiśmy na wszystkie tematy. Byliśmy w dodatku bohaterami (!!), a oprócz prestiżu mieliśmy paczki żywnościowe i ubraniowe z Zachodu, o zawartości których ci na „wolności” mogli tylko pomarzyć. (…) Dobre samopoczucie Michnika brało się z prostego powodu: jak nam wyznał, bardzo się cieszył, że go zwinęli, bo inaczej musiałby podejmować jakieś decyzje polityczne, a w rzeczywistości nie miał pojęcia, co robić. Tutaj mógł wygłaszać bon moty, grać w pokera, dyskutować o endecji, pouczać niesubordynowanych prawicowców (któregoś dnia radiostacja więzienna powiadomiła nas, że internowany Michnik otrzymał pochwałę komendanta za wzorową postawę) i pisać górnolotne, pozbawione konkretów listy w stylu młodego Gandhiego, na którego pozował”.

Ojciec, brat i żona

Po kilku miesiącach od wydania książka została zaskarżona przez Jana Skórzyńskiego i Zygmunta Skórzyńskiego, brata i ojca autora. Sąd Okręgowy w Gdańsku postanowił przychylić się do wniosku powodów i: „udzielić zabezpieczenia roszczeniu uprawnionych Jana Skórzyńskiego i Zygmunta Skórzyńskiego o zaniechanie naruszania autorskich praw majątkowych poprzez zakazanie pozwanej funacji „Glaukopis” (…) wprowadzania do obrotu egzemplarzy książki „Człowiek nieuwikłany. Wspomnienia z PRL” oraz jej promocji na stronie internetowej www.glaukopis.pl”.

To dziwne, że Jan Skórzyński upomniał się o prawa autorskie do spuścizny po zmarłym bracie. Nie zrobił tego, kiedy w 2011 r. ukazała się „Wojna światów”. Sprawą zainteresował się dopiero, kiedy wydano wspomnienia jego brata. Jak napisała Joanna Falzman Brodacka na swoim blogu:

„Roszczenia w sprawach majątkowych zgłaszają ludzie, którzy mu nie pomogli za życia choćby finansowo, którzy wpuścili z łaski jego zwłoki do rodzinnego grobu, nie zgadzając się na umieszczenie choćby najmniejszej tabliczki z jego nazwiskiem. Został zatem pochowany bezimiennie. Nawet na psim cmentarzu umieszcza się tabliczki z imionami ulubieńców”.

Zdziwiona zachowaniem Jana Skórzyńskiego jest także wdowa po Piotrze Skórzyńskim: – Jeszcze za życia Piotr wielokrotnie podkreślał, że wszystko co napisał w trakcie naszego 22-letniego związku małżeńskiego powstało dzięki mnie, gdyż cytuję „uratowałam mu życie” i wobec tego należy do mnie. Miał na myśli głównie teksty nie opublikowane. To chyba oczywiste. Wiele razy ubolewał nad tym, że Janek – cytuję „stara się jak może, aby mnie nie drukowano tam, gdzie on ma wpływy”, np. w „Rzeczpospolitej”. Po śmierci Piotra mówiłam Jankowi, że bardzo mi zależy na wydaniu „Wojny światów”. Nie wykazał zainteresowania, ani samą książką, ani późniejszą jej promocją, ani „prawami do spadku” po jej wydrukowaniu… Nigdy też nie pokazał sie na którymkolwiek spotkaniu rocznicowym w trakcie którego wręczane są medale OPOKA poświęcone pamięci Piotra – podkreśla Joanna Waliszewska w rozmowie z „Naszą Polską”.

Roszczenie jako cenzura?

Wszelkie prawa do książki posiada wdowa po autorze. Wynika to z tego, że książka została napisana przez autora, a następnie podarowana wdowie, (wtedy jeszcze żonie), jako prezent dla niej. Piotr Skórzyński ze względu na bardzo silne związki emocjonalne łączące go z żoną, starał się dedykować jej wszystkie książki, które pisał. Oczywiste jest więc, że zarówno wydawca jak i wdowa działając w dobrej wierze postanowili książkę wydać, nie ze względu na rodzinne niuanse, które czasami się we wspomnieniach pojawiają, ale ze uwagi na to, że jest to bezcenne źródło do historii PRL.

Wydaje się, że zaskarżenie książki do sądu wynika z dwóch powodów. Po pierwsze, autor czasami w niepochlebnych słowach odnosił się do niektórych osób z jego rodziny, w tym także do powoda, czyli Jana Skórzyńskiego. Czasami pisze o nim dosyć niechętnie, nie ukrywa swojej niechęci. Opisuje różne sytuacje, to, co się wydarzyło między nimi. Na to wszystko nakłada się kontekst polityczny, bracia mieli diametralnie odmienne poglądy polityczne, mimo, że w pewnym czasie obaj działali w okolicach KORu, Piotr jednak szybko wyszedł z tego środowiska i zachował o nim bardzo krytyczne zdanie. Natomiast wydaje się, że jego brat, Jan pozostał wierny temu środowisku i nadal w nim funkcjonuje, m.in. w otoczeniu „Gazety wyborczej”.

Teoretycznie wydawca mógł sam ocenzurować książkę. Miał do wyboru albo opublikować ją w takiej wersji w jakiej się ukazała, albo wbić się w buty cenzora i ewentualne negatywne opinie wyciąć. Tyle, że takich rzeczy wydawca nie powinien nigdy robić. Na szczęście wydawnictwo Glaukopis nie zdecydowało się ocenzurować wspomnień P. Skórzyńskiego.

A może tak naprawdę nie chodzi o żadne prawa spadkowe, tylko o wykonanie woli Adama Michnika, którego słowa przytoczono w posłowiu do innej książki, P. Skórzyńskiego, do „Wojny światów”: „Ty Skórzyński nie istniejesz, i nigdy nie zaistniejesz”? Może chodzi o to, żeby tego niezwykle zdolnego i oryginalnego pisarza zabrano polskim czytelnikom? Może ktoś nie może znieść wierności zasadom, jakie prezentował przez całe życie Piotr Skórzyński?

Mateusz Rawicz

Tygodnika Nasza Polska, nr 25 (920), 18 VI 2013.

Komentarze

komentarze