Wizyta pułkownika Jana Podhorskiego w Lipiu i Grójcu

Wizyta pułkownika Jana Podhorskiego w Lipiu i Grójcu

przez -
0 23

płk. Jan PodhorskiPłk Jan Podhorski (NSZ), PS. „Zygzak”, żołnierz Związku Jaszczurczego, AK „Głuszec” Grójec i powstaniec warszawski walczący w pułku NSZ „Sikora”, odwiedził miejsca swej młodości. Przyjazd pułkownika na Ziemie Grójecką bardzo szybko minął. Pan Jan zrobił na wszystkich ogromne wrażenie swoimi wojennymi przeżyciami i ogromnym poczuciem humoru. – Na wesoło! – często podkreślał. Powiedział, że poczucie humoru pomagało mu przetrwać ciężkie sytuacje życiowe. Gość zrobił niesamowite wrażenie na uczniach i tych starszych uczestnikach spotkań. – Rozmowom, żartom i wspomnieniom nie było końca – wspomina wizytę Janusz Karbowiak, radny powiatowy oraz znawca i badacz historii naszej okolicy.

Po 70 latach historia zatoczyła koło

Są chwile, kiedy historia zatacza koło. Kiedy po kilkudziesięciu latach wracają miejsca i ludzie z przeszłości. Takim momentem była wizyta pułkownika Jana Podhorskiego w Lipiu i Grójcu, który po siedemdziesięciu latach odwiedził te okolice. Spotkania odbyły się pod patronatem medialnym „Naszej Polski”. Inicjatorem akcji był radny powiatowy, Stanisław Sitarek (PiS), któremu w organizacji pomogło Starostwo Powiatowe w Grójcu.

Jan Podhorski jako ochotnik walczył w kampanii wrześniowej, został jeńcem, ale do obozu w Rzeszy nie dojechał, zbiegł z transportu. Aresztowany przez Gestapo, uciekł z więzienia w Wolsztynie. Kontynuował działalność konspiracyjną w tajnym harcerstwie w Koźminie Wielkopolskim. W 1942 r. zaprzysiężony do Związku Jaszczurczego, który później utworzył NSZ. W kwietniu 1942 r. z obawy przed aresztowaniem za działalność konspiracyjną opuścił rodzinną Wielkopolskę, przemianowaną przez Niemcy na Kraj Warty i wyjazd do Generalnej Guberni. Przez władze konspiracyjne został skierowany na Mazowsze, najpierw trafił m.in. do Łowicza i Skierniewic, a później do Grójca i Lipia.

Fotografia sprzed siedemdziesięciu lat

Czarno-białe zdjęcie, dwóch mężczyzn, jeden dwudziestodwuletni, drugi kilkunastoletni, podpis Lipie 1944 r. Druga fotografia, 6 czerwca 2013 r., Lipie, na nim ci sami dwaj mężczyźni. – Te chwile były dla mnie wzruszające, bo trudno się nie wzruszyć, kiedy zobaczyło się kogoś sprzed siedemdziesięciu lat jeszcze żyjącego i uwiecznionego na mojej fotografii. Tego nigdy w życiu bym się nie spodziewał – mówił płk Jan Podhorski. Człowiekiem z fotografii był jeden z mieszkańców Lipia, Stanisław Lotolc. Czerwcowe spotkanie płka J. Podhorskiego w Lipiu stało się okazją do wielu wspomnień snutych najpierw w szkole podstawowej, na spotkaniu zorganizowanym przez panią dyrektor, a później w gościnnym domu państwa Nowocieniów. – Ciężko mi zacząć moje przemówienie, gdyby ktoś jeszcze rok temu powiedział, że odwiedzę po siedemdziesięciu latach Lipie, to bym w to nie uwierzył. Półroczny pobyt w Lipiu był maleńkim etapem w mojej walce z dwoma okupantami, ale mocno się utrwalił w mojej pamięci – wspominał pułkownik w szkole podstawowej w Lipiu. Wtedy jako kapral wszedł do grupy osłonowej i egzekucyjnej Strzelców Wyborowych, zajmującej się m.in. zdobywaniem na Niemcach prowadzących w okolicy przedsiębiorstwa pieniędzy na działalność, karaniem za współpracę z okupantami, zbyt „długie języki”, osłoną zrzutów w niedalekiej Machnatce czy likwidacją bimbrowni. Wspominał, że nieopodal Lipia w majątku Trzylatków, były przechowywane konie z jednej ze lwowskich stadnin.

Zobaczyć drzewo pod którym miałem być rozstrzelany

Celem drugiego dnia wizyty był Grójec, w którym pułkownik spędził podczas okupacji półtora roku. Pan Jan z wrodzonym poczuciem humoru opowiadał, że nie jest prawdą, że w Wielkopolsce nie było działalności konspiracyjnej, bo rzekomo był zakazana przez Niemców. Podkreślał, że podziemna działalność antyniemiecka w Kraju Warty, jak nazwali go okupanci była stosunkowo duża, jednak warunki okupacyjne w Wielkopolsce włączonej do Rzeszy były dużo cięższe niż w Generalnym Gubernatorstwie, w którym znalazło się południowe Mazowsze i Ziemia Grójecka. Wspominał, że w powstaniu warszawskim walczyło co najmniej ośmiuset Wielkopolan.

Jadąc do Grójca, pułkownik podkreślał, że chciałby przede wszystkim zobaczyć drzewo, pod którym miał być rozstrzelany 3 października 1943 r. przez niemiecką żandarmerię. Wspominał, że stojąc tam, żegnał się z życiem. Przed śmiercią uratowało go, to, że urodził się „w czepku”, który był za duży na noworodka ważącego 1,7 kg, zdążył powiedzieć po niemiecku żandarmowi, że jest pracownikiem miejscowej stacji. Potwierdziły to jego dokumenty, więc został wypuszczony. Jego konspiracyjni przełożeni nie chcieli jednak ryzykować i został przeniesiony na placówkę do Lipia. – Chwile pod tym drzewem były dla mnie najbardziej dramatycznym momentem w życiu. Tak dramatycznie nie było nawet w powstaniu warszawskim, gdzie miałem świadomość, że w każdej chwili mogę zginąć – wspominał Pan Jan. Drzewo już jednak nie istnieje.

Wizyta w grójeckim Liceum Ogólnokształcącym

Nie mogło się odbyć bez odwiedzin w grójeckim Liceum Ogólnokształcącym, gdzie 21 czerwca 1943 r., w dzień swoich dwudziestych drugich urodzin Pan Jan na tajnych kompletach zdawał maturę. Przekazał do izby pamięci LO kopię swojego świadectwa. Podczas spotkania w LO wspominał wojenny pobyt w Grójcu. – W Grójcu kontynuowałem pracę o zbliżonym charakterze, w bazie przerobu i ekspedycji drewna zlokalizowanej na stacji kolejowej. W ramach sabotażu zmieniałem technikę pomiaru jakości drewna fałszowałem część listów przewozowych w naklejkach wagonów, wprowadzałem niekiedy zmianę trasy lub kierunku wysyłki- wysyłanie do innych kopalń, opóźniałem spedycję. Kontynuowałem poszerzoną o nowe kontakty działalność na rzecz dwóch formacji: Armii Krajowej w ruchu harcerskim i Związku Jaszczurczego w ramach „kolejówki”. Mieszkałem w pobliżu przy ul. Za Stacją 8 u państwa Sokolnickich. Między miastem a stacją znajdowały się ogródki działkowe i żandarmeria.

Mówił też o technice działań konspiracyjnych: – Nasze działania przeciwko Niemcom nie powodowały represji. Z prostej przyczyny – nie chwaliliśmy się naszymi akcjami. Plakaty nie były ostentacyjnie zrywane, ale „odmaczane”, Niemcom wydawało się, że same spadają. Nauczyłem kolegów Grójca, że kawałki drutu kolczastego nie zawsze należy rzucać w tym samym miejscu, np. pod komendą policji, bo to niepotrzebnie zwróci uwagę Niemców, ale należy to robić w różnych miejscach, a przed zrzuceniem drutu kolczastego należało go odpowiednio przygotować – moczyć przez kilka dni w wodzie, żeby zardzewiał.

Rondo Żołnierzy Wyklętych w Grójcu

Nie mogło też zabraknąć pytań o rondo Żołnierzy Wyklętych, o które starał się Społeczny Komitet Uczczenia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” w Grójcu, (którym pisałem w „NP”), a na które nie zgodzili się miejscy radni. – Ziemia Grójecka powinna się szczycić tym, że wychowała tylu Żołnierzy Wyklętych. I to byłoby uhonorowanie tych, którzy stawiali opór jednym i drugim okupantom – mówił pułkownik na filmie opublikowanym na portalu youtube.pl. Podkreślił, że rondo to żadna łaska. Jego zdaniem w Grójcu już dawno powinno być nie tylko rondo, ale i tablica upamiętniająca miejscowych żołnierzy podziemia.

Powroty, rozstania, podziękowania

Przyjazd pułkownika na Ziemi Grójeckiej bardzo szybko minął. Pan Jan zrobił na wszystkich ogromne wrażenie swoimi wojennymi przeżyciami i ogromnym poczuciem humoru. – Na wesoło! – często podkreślał. Powiedział, że poczucie humoru pomagało mu przetrwać ciężkie sytuacje życiowe. Gość zrobił niesamowite wrażenie na uczniach i tych starszych uczestnikach spotkań. – Rozmowom, żartom i wspomnieniom nie było końca – wspomina wizytę Janusz Karbowiak, radny powiatowy oraz znawca i badacz historii naszej okolicy.

Mam nadzieję, że dla Pana Jana i przybyłych z nim dra Rafała Sierchuły z poznańskiego IPN i Andrzeja Churskiego z Wielkopolskiego ZŻ NSZ była to również niezapomniana wizyta. Należy też wspomnieć o tych, którzy pomogli w organizacji spotkania. Gorące podziękowania należą się warszawskiemu oddziałowi IPN, który przekazał dla szkół w Lipiu i Grójcu gry, komiksy i książki, za to należą się gorące podziękowania prof. Jerzemu Eislerowi i dr Tomaszowi Łabuszewskiemu.

Mateusz Rawicz

Płk Jan Podhorski, ps. „Zygzak”, żołnierz Związku Jaszczurczego, AK „Głuszec” Grójec i powstaniec warszawski walczący w Pułku Narodowych Sił Zbrojnych „Sikora”.

Tygodnik Nasza Polska, nr 26 (921), 25 VI 2013 r.

Komentarze

komentarze