Referendum w Wadowicach– Burmistrz Ewa Filipiak zatrudniła w urzędzie syna prezesa Sądu Rejonowego, jak można się domyślać, w celu uzyskania korzystnych rozstrzygnięć sądowych. Stał się on jednocześnie jej adwokatem. W Wadowicach mamy do czynienia z rodzajem układu zamkniętego, gdzie prokuratura, sądy, burmistrz, urząd miasta czy rada miejska, lokalne struktury partyjne – to jedno i to samo towarzystwo, grupa ludzi powiązana wspólnymi interesami – mówi portalowi Pressmix dr Mateusz Klinowski, radny miasta Wadowice, jeden z inicjatorów wniosku o referendum ws. odwołania burmistrza Wadowic Ewy Filipiak i Rady Miasta.

Krzysztof Sitko: Panie Mateuszu, dlaczego rok przed zbliżającymi się wyborami samorządowymi postanawiacie złożyć wniosek i zbieracie podpisy pod referendum w sprawie odwołania burmistrz Wadowic Ewy Filipiak i Rady Miasta?
Dr Mateusz Klinowski: Potrzebowaliśmy kilku lat, żeby w Wadowicach zbudować alternatywę dla rządzącego od dawna układu. Dziś już wiemy, że Ewa Filipiak to afery, arogancja i niegospodarność. Dlatego takie hasła znalazły się na ulotkach uzasadniających referendum. Przyszedł więc czas, aby mieszkańcy ocenili samorząd. Obowiązkiem działaczy społecznych, polityków lokalnych, jest taką ocenę mieszkańcom umożliwić.

Chcemy aktywować społeczeństwo obywatelskie w Wadowicach, a jedną z metod tych aktywacji, jest organizacja referendum. Poza tym, odsunięcie od władzy ludzi niekompetentnych, działających na szkodę gminy, oznacza oszczędności. Choćby dzięki likwidacji prywaty.

Mówi Pan o rozbiciu pewnego układu, ale proszę mi wyjaśnić na czym ten układ polega? Po naszym ostatnim wywiadzie podniosły się głosy, że nie zweryfikowaliśmy tej informacji. Jak to naprawdę jest?
– W Wadowicach wytworzył się klasyczny, modelowy układ korupcyjno-polityczny, który rządzi niepodzielnie miastem od 20 prawie lat. Informacje te są precyzyjnie zweryfikowane, wszystko dobrze opisane. Z perspektywy naukowca i aktywisty badam ten układ od 3 lat od środka. W końcu dzięki jego istnieniu zdobyłem mandat radnego. Kluczową rolę odgrywa burmistrz, która otoczyła się kilkoma rodzinami, które podzieliły między siebie struktury PO i PiS. Dzięki temu krajowe struktury zarówno PO jak i PiS chronią lokalny układ i burmistrz.

Kupiła sobie również przychylność sędziów i prokuratorów. Widzimy, że lokalna prokuratura nie ściga przestępstw związanych z działalnością urzędników, nie stara się wykryć sprawców. W mojej ocenie stara się robić wszystko, aby burmistrz nie została pociągnięta do odpowiedzialności. Burmistrz Ewa Filipiak zatrudniła nawet w urzędzie syna prezesa Sądu Rejonowego, jak można się domyślać, w celu uzyskania korzystnych rozstrzygnięć sądowych. Stał się on jednocześnie jej adwokatem w sprawie prowadzonej w wydziale kierowanym przez własną matkę. To kpina z przepisów prawa.

W Wadowicach mamy do czynienia rodzajem układu zamkniętego, gdzie prokuratura, sądy, burmistrz, urząd miasta czy rada miejska, lokalne struktury partyjne – to jedno i to samo towarzystwo, grupa ludzi powiązana wspólnymi interesami, chroniona przez bierność instytucji państwa, znieczulicę mediów i ignorancję obywateli.

Przecież w Wadowicach macie niezależnych dziennikarzy, niezależne media. Posiadacie taki silny portal jak Wadowice24.pl, którego właścicielem jest Marcin Płaszczyca. Czy dziennikarze nie dostrzegają tego układu?
– Marcin Płaszczyca dostrzegał ten układ, dopóki nie został zatrudniony przez Urząd Miejski w Wadowicach…

Jak to został zatrudniony przez urząd miejski? Przecież Marcin Płaszczyca twierdzi, że jest niezależnym dziennikarzem i nie pracuje w Urzędzie Miejskim!
– To nieprawda. Najpierw pracował jako fikcyjna obsługa informatyczna strony Urzędu Miasta, a gdy wytknęliśmy, że to fikcyjne zatrudnienie, podobnie, jak w przypadku syna wiceprezes sądu, stworzone w celu zapłaty za polityczne przysługi, burmistrz zatrudniła go jako swojego asystenta. Dzisiaj Marcin Płaszczyca nazywany jest polityczną prostytutką i słynie ze stronniczych, obraźliwych tekstów, gdzie szkaluje rzekomych przeciwników władzy. Jego działalność przynosi hańbę zawodowi dziennikarza. Ale jest bardzo opłacalna – Płaszczyca pracuje też na fikcyjnym etacie w Urzędzie Miasta Kalwaria, gdzie sięgają macki Ewy Filipiak i rządzi desant z Wadowic.

Bardzo mnie to dziwi, ponieważ po informacji jaka ukazała się na portalu Pressmix i w radio Pressmix, że Wadowice organizują referendum, że mieszkańcy zbierają podpisy pod wnioskiem o referendum, pan Marcin Płaszczyca do mnie zadzwonił i powiedział, że on w żaden sposób nie jest pracownikiem Urzędu Miasta, a wręcz żądał sprostowania. O czym to może świadczyć?
– Albo ma rozdwojenie jaźni, albo naprawdę wierzy w to, że kłamiąc zdoła ukryć niewygodną dla niego prawdę. Opublikowaliśmy w Internecie w wielu miejscach dokumenty, które świadczą o tym, że Marcin Płaszczyca jest zatrudniony w Urzędzie Miasta od dawna. Podobnie właściciel lokalnej telewizji Władysław Bieniek jak i właściciel innego lokalnego medium wiadomości powiatowych – Krzysztof Kopacz. Wszyscy wymienieni otrzymują pieniądze za pisanie, tworzenie i kreowanie treści miłych władzy, w interesie rządzącej kliki.

To co Pan mówi jest przerażające. Jeśli dziennikarze są na garnuszku samorządu wadowickiego, to nie mogą rzetelnie relacjonować informacji. Czy dlatego na portalu Wadowice24.pl wciąż pojawiają się informacje, że jest Pan gejem?
– Lokalna gadzinówka pisze również, że jestem narkomanem, synem ubeka, publikowane są pod moim adresem obelgi, a nawet groźby. Prokuratura udaje bezsilną, bo Marcin Płaszczyca jest chroniony, a treści, jak wspomniałem, zamawiane. A jako asystenta burmistrz prawo prasowe go nie obchodzi, ani ja, ani nikt inny nie ma możliwości skutecznego prostowania nieprawdziwych informacji przez niego publikowanych.

Ale udało się wam ustalić jednego z komentatorów, który pisał pod pseudonimem „Kocicho”. Kto to był?
– Aferę „Kocicho” udało się rozpracować dlatego, że nieopatrznie rzecznik samorządu wadowickiego i szef wadowickiej Platformy Obywatelskiej Stanisław Kotarba napisał wpis, nie na portalu Marcina Płaszczycy, ale na prawdziwie niezależnym od władzy portalu Wadowice Online. Właściciel portalu wywiązał się ze swoich obowiązków i wydał organom ścigania dane identyfikujące użytkownika anonimowo szkalującego znanego w mieście społecznika. Jak się okazało, był nim Stanisław Kotarba, który do dziś twierdzi, że tekstu nie napisał, bo do jego domu włamał się haker. Takimi prymitywnymi kłamstwami posługuje się szef Platformy Obywatelskiej w Wadowicach. Dobrze wie, że także dzięki poparciu partyjnej „góry” będzie on całkowicie bezkarny.

Wróćmy do tematu głównego naszej rozmowy, czyli do referendum. Proszę powiedzieć o powodach, zdarzeniach, które mają przekonać mieszkańców, żeby podpisali się pod wnioskiem o referendum. Jak mieszkańcy odbierają wasz pomysł?
– Mieszkańcy podchodzą do pomysłu referendum życzliwie i właściwie nie spotkaliśmy się z nikim, kto kwestionowałby sens inicjatywy referendalnej. Była dyskusja w gronie opozycji, gdzie rozważaliśmy wszelkie za i przeciw, ale zdecydowaliśmy demokratycznie, mimo głosów sprzeciwu, że jednak trzeba spróbować. To, co mnie najbardziej uderza, to lęk przed złożeniem podpisu towarzyszący jednak jednoznacznie negatywnej ocenie burmistrz i jej ekipy. Ludzie boją się, że ich nazwiska wypłyną, a burmistrz jest obecnie największym pracodawcą w gminie. Lęk przed utratą pracy i szykanami, po które burmistrz sięga bardzo chętnie, powstrzymuje ich od składania podpisów. Mimo więc pozytywnych reakcji na inicjatywę zwołania referendum, słyszymy często „ja bym się podpisał, ale nie mogę, bo nie mogę ryzykować”. Rozumiemy te powody i ubolewamy, że żyjemy w lokalnej dyktaturze, ale tym bardziej robimy swoje.

Referendum jest organizowane w Wadowicach po raz drugi, po dziesięciu latach od poprzedniego. Myślicie, że uda wam się tym razem przekonać mieszkańców? Myślicie, że dotrzecie do ich świadomości i przekonacie ich do tego, że jednak żyjemy już w demokratycznym państwie i człowiek ma prawo do wyrażania swoich myśli, poglądów i robi to, na co naprawdę ma ochotę?
– Nie żyjemy w demokratycznym państwie. Próbujemy ludzi przekonać, aby skorzystali z mechanizmu demokracji. Gdybyśmy nie wierzyli, że to się uda, że mamy szansę rozbudzić w ludziach tego demokratycznego ducha, no to byśmy nie próbowali.
Kiedy mija termin zbierania waszych podpisów i ile musicie ich zebrać, aby referendum się odbyło?
– Musimy zebrać około 3200 podpisów. Mamy czas do 17 sierpnia. Tego dnia składamy wniosek o referendum i myślę, że będzie on poparty większą liczbą podpisów niż wymagana.

Jak zareagowali na ten wniosek radni opozycyjni, radni rządzący i radni komitetów lokalnych, które tak naprawdę tworzą ludzie z PO i PiS?
– Radni opozycyjni, nie licząc mnie, to dwóch radnych SLD, którzy poparli pomysł odwołania Rady oraz Koło PO, w opozycji do Klubu PO kontrolowanego przez Kotarbę. Niestety, radni z tego koła do tej pory nie zajęli żadnego stanowiska w sprawie i nie zajmą. Nie chcę tej sprawy komentować. Radni koalicji Wielkiej Zgody – jak określa egzotyczną koalicję PO, PiS i komitetu burmistrz jej animator, czyli wspomniany Kotarba, udają, że nic się nie dzieje.

Czy Inicjatywa Wolne Wadowice jest przygotowana do przejęcia władzy?
– Jeżeli by się udało namówić obywateli, aby razem z nami kandydowali na stanowiska radnych, to myślę, że uda nam się zdobyć większość w Radzie Miasta i fotel burmistrza. Jesteśmy też gotowi na zarządzanie miastem – w naszych szeregach są ludzie, którzy są wykształceni, uczciwi i chcący zmienić gminę, w której mieszkamy. Mamy już dość niesprawiedliwości, łamania prawa, korupcji i afer. Chcemy mieć uczciwych prokuratorów, sędziów, urzędników. Dość brania łapówek. Dość inwestycji robionych tylko po to, żeby wyciągać pieniądze z kieszeni publicznej i ładować do prywatnej. Chcemy żyć w normalnym kraju, a naprawdę tego kraju możemy zacząć tylko i wyłącznie na naprawie własnego podwórka, czyli Wadowic.

Jaki wpływ ma samorząd na obsadę stanowisk sędziowski, prokuratorskich, itd.? Czy to nie jest troszeczkę na wyrost to, o czym Pan mówi?
– Nie jest na wyrost. Jaki wpływ ma Ewa Filipiak na działania prokuratorów i sędziów? Jak to się dzieje, że jest wciąż bezkarna? Jak to się dzieje, że prokurator zamiast parkingu widzi plac budowy? Jak to się dzieje, że w mieście działają przedsiębiorcy, którzy w horrendalnych przetargach uzyskują horrendalnie niskie kwoty od Urzędu Miasta? Albo w centrum miasta jest wykonywana przez kilka lat “rewitalizacja” za kwotę około 10 mln złotych, a główny wykonawca nie pojawia się w ogóle na placu budowy?

Jeżeli burmistrz dzisiaj kontroluję w taki sposób pracę organów wymiaru sprawiedliwości, to gwarantuję Panu, że burmistrz, który byłby osobą uczciwą, wytworzyłby efekt odwrotny. Wierzę, że postawienie na stanowisku kierowniczym osoby, która będzie liderem moralnym, etycznym, spowoduje, że nawet ludzie, którzy dzisiaj zbłądzili i zachowują się w sposób urągający standardom demokracji, łamiący prawo, odnajdą swoją drogę.

Na Waszym plakacie zapowiadającym referendum jest głowa kota. Co ona oznacza? Czy to jest jakaś sugestia do Ruchu Palikota?
– Kiedyś Urząd Miasta ogłosił konkurs na logo promocyjne miasta, a my zgłosiliśmy taki właśnie znak – było to w czasie afery z “Kocichem”, więc logo miało symbolizować postać miejscowego barona politycznego – Stanisława Kotarbę z jego charakterystycznym spojrzeniem i wąsem. Nawiązywało też do serii memów znanych z Facebooka – „co ja pacze”, gdyż hasłem promocyjnym miało być „Wadowice – co ja pacze”. Teraz stwierdziliśmy, że to będzie też fajne logo referendum.

W niedzielę (23.06.2013r.) w czasie „9. Festiwalu Smaków” zbieraliście Państwo podpisy pod inicjatywą referendalną. Urzędnicy próbowali to uniemożliwić?
– Stanisław Kotarba i jedna z kierowniczek UM, Anna Makuch z rodziny, która najwięcej zarabia na samorządowych posadach, próbowali zastraszać podpisujących się, fotografować listy. Anna Makuch rzuciła się też z pięściami na jednego ze zbierających. Potem cały czas byliśmy obserwowani z odległości.

YT: WolneWadowice, Władze Wadowic zakłócają zbieranie podpisów za referendum

Można dojść do wniosku, że w Wadowicach trwa inwigilacja? Jak w czasach PRL-u ludzi próbuje się zastraszyć?
– Stosowane metody przypominają metody ubecji. Władza robi wszystko żeby zastraszyć mieszkańców. Chodzi o to, żeby zniechęcić mieszkańców do udziału w życiu wspólnoty samorządowej. Jest fotografowanie, grożenie, krzyki, zastraszanie. Władza posuwa się do fałszywych zeznań przed sądem, składania doniesień o przestępstwach, które nie miały miejsca. Osoby kłopotliwe są opisywane przez asystenta burmistrz w Internecie, miesza się je tam z błotem, przyprawia gębę ćpuna, wariata, geja, komunisty. Nawet najbliżsi przyjaciele Karola Wojtyły, którzy stoją dziś na czele inicjatywy referendalnej, byli opisywani na portalu Wadowice24.pl jako „szambo”.

Mówi Pan, że tak działa władza samorządowa w Wadowicach, ale pod Pana adresem też pojawiają się zarzuty, że w pańskiej rodzinie są ludzie, którzy działali w aparacie bezpieczeństwa w PRL. Czy to jest prawda?
– Mój nieżyjący dziadek był długoletnim pracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa, a później Służby Bezpieczeństwa. Odszedł na emeryturę w ’75 roku. Jako 16-letni chłopak trafił do Auschwitz, był także więźniem innych obozów. Z jednego z nich uciekł i po złapaniu trafił do oddziału karnego w Auschwitz. Stamtąd uciekł przed końcem wojny. Większość członków naszej rodziny jej nie przeżyła. Dziadek znalazł się w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego w ’45 roku. Nie marzył o służbach bezpieczeństwa i wojsku – był to wybór podyktowany chęcią utrzymania się i przeżycia. Jego oddział walczył głównie z radzieckimi maruderami i szabrownikami. Później trafił do Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa. Na początku lat 50-tych przyjechał z rodziną do Wadowic.

Nigdy nie wypierałem się i nie zamierzam się wypierać mojego dziadka. Natomiast zupełnie nie wiem, co ma to wspólnego z moją dzisiejszą działalnością. W jaki sposób postawa mojego dziadka, jego działania miałyby rzutować na to, co robimy dzisiaj w Wadowicach? Żaden z pozostałych członków mojej rodziny, ani mama, ani tata, nie mieli nic wspólnego z aparatem bezpieczeństwa. Mama pracowała jako pielęgniarka, a tata jako nauczyciel wychowania fizycznego.

Jak Pan myśli, z jakiego powodu pojawiają się takie zarzuty i próbuje się przypisać Panu jakieś działania związane ze Służbami Bezpieczeństwa, ewentualnie z tamtym aparatem represji?
– To są metody dzisiejszej władzy. Najlepiej jest oczernić kogoś w ten sposób i powiedzieć „to wnuczek ubeka” lub „to syn ubeka próbuje przejąć Wadowice”. Kolejnym określeniem jest „palikociarz”, robi się ze mnie „nieślubne dziecko” Palikota. W ten sposób próbuje się ludziom sprzedawać ciemnotę. Przoduje w tym oczywiście asystent Marcin Płaszczyca i jego portal, gdzie mogę przeczytać tego typu sensacje na swój temat. Czy ludzie to kupują? Szczerze mówiąc wątpię.

Jednak jednym z koronnych argumentów Stanisława Kotarby, który pojawił się na portalu Wadowice24.pl jest to, że organizujecie inicjatywę referendalną w momencie, kiedy Jan Paweł II ma zostać uznany świętym. Co ma jedno z drugim wspólnego? Czemu taki argument pojawia się w wypowiedzi u Stanisława Kotarby?
– To jest próba ubrania naszego referendum w antyklerykalne, antypapieskie szaty i jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Jest mi bardzo przykro i mogę wyrazić tylko swoje ubolewanie, że patronem Wadowic zostaje Karol Wojtyła w momencie, kiedy w mieście rządzą ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z jego nauczaniem. Czym Jan Paweł II sobie na to zasłużył? Powinniśmy o tym mówić głośno, bo to pokazuje kondycję moralną polskiego społeczeństwa. Jeżeli dopuszczamy do takiej zgnilizny moralnej, politycznej, doprowadzamy do erozji demokracji w Wadowicach, no to co dzieje się w pozostałej części kraju? Aż strach pomyśleć.

W czasie wizyt w Wadowicach, Jan Paweł II mówił, że to tutaj, w tym mieście, wszystko się zaczęło. Czy to można sparafrazować w ten sposób, że to tutaj w Wadowicach zacznie się odnowa Polski? Zacznie się wyłom w działaniach obecnych władz, nie tylko w Wadowicach, ale w całej Polsce?
– Nie ukrywam, że naszym celem jest odbudowa społeczeństwa obywatelskiego. Mam nadzieję, że to pójdzie równolegle i uda nam się to zrobić. Chcielibyśmy, aby kolejne gminy wyzwalały się w ten sposób, by ruchy miejskie przejmowały inicjatywę w poszczególnych gminach. To nawet mogą być małe gminy, to nie muszą być kluczowe miasta. Z czasem możemy zbudować koalicję powiatów w Małopolsce. Z czasem możemy zbudować koalicję województw, które będą rządzone przez ludzi kompetentnych, działających w interesie społeczeństwa obywatelskiego, ludzi, którzy będą mieli właściwe kwalifikacje moralne i etyczne, żeby budować lepszą przyszłość dla nas wszystkich. Może kiedyś Wadowice staną się symbolem takiego ruchu, który doprowadził do odnowy całej polityki krajowej? Na razie to marzenie. Zwłaszcza, że instytucje państwa nie stoją po stronie obywateli.

A więc czego możemy Panu i Inicjatywie Wolne Wadowice, życzyć?
– Tego, co najbardziej potrzebujemy, to zainteresowanie mieszkańców, zainteresowanie mediów. Ludzie muszą zobaczyć, co dzieje się w Wadowicach i uczyć na naszym przykładzie.

Dziękuję za rozmowę.

Dziennikarze z Wadowic na garnuszku Burmistrz Ewy Filipiak ? by Tomasz Godlewski on Mixcloud

Komentarze

komentarze