Koń jak Kaczka efekt GMOPortal Wikileaks ujawnił depesze, w której opisane były działania Amerykanów na rzecz GMO w Polsce. Z ujawnionych informacji wynika, że przedstawiciele ambasady USA przekonywali lokalnych liderów i rolników do biotechnologii i GMO. Jendak działania te utrudniał im „narodowy charakter Polaków”. Działania te opisał były ambasador USA w Polsce Victor Ashe – jak donosi Serwis TVN 24. W depeszy datowanej na 24 września 2008 roku Ashe pisał, że dzięki czynnemu zaangażowaniu ambasada USA rośnie temperatura debaty na temat biotechnologii w Polsce – czytamy na www.tvn24.pl.

W depeszy czytamy, że: ”w okresie od kwietnia do września ukształtowała się koalicja wspierająca biotechnologię i są już widoczne efekty. Lokalni przywódcy idą w ślad za swoim elektoratem, który sprzeciwia się negatywnej propagandzie i domaga się dostępu do biotechnologii, których polscy rolnicy potrzebują, aby zwiększyć swoją konkurencyjność. Mimo tego przeciwnicy biotechnologii są nadal w większości i mają za sobą wsparcie Ministerstwa Środowiska. Kolejnym ważnym sprawdzianem będzie zaciekle przeciwna biotechnologii ustawa wniesiona przez Ministerstwo Środowiska, nad którą Sejm będzie debatował tej jesieni” – donosi TVN 24.

Napotkany opór w Polsce

„Ambasador zwracał też uwagę na opór na jaki napotyka GMO w Polsce. – Podczas podróży po Polsce staje się dla nas jasne, że ambasada wkracza na obszar, na którym rząd polski przedstawia negatywne, tendencyjne a nierzadko nacechowane antyamerykanizmem opinie na temat tych technologii, w czym szczególnie aktywną rolę odgrywa Ministerstwo Środowiska – czytamy.

Projekt ustawy o uprawach GMO Ashe nazywa „farsą”. „Jak donoszą nasze kontakty, projekt ustawy, liczący 145 stron jest najdłuższym projektem ustawy, jaki powstał w historii polskiego parlamentaryzmu. Prawo przewiduje, ze poszczególne regiony mogą określać się jako wolne od GMO. Jeśli rolnik w takich regionach będzie uprawiał rośliny modyfikowane genetycznie, może za to ponieść konsekwencje karne. Jeśli nawet lokalny sejmik planuje przyjąć uchwałę zezwalającą na uprawy GMO, taka uchwała może być anulowana przez lokalnego przedstawiciela administracji rządowej (wojewodę). Prawo zmusza producentów, aby przed rozpoczęciem upraw uzyskali zgodę od sąsiadów, dokonywali poręczenia za brak szkód i prowadzili obszerną sprawozdawczość. (…) Ryzyko administracyjne jest tak wysokie, że producenci twierdzą, że przy takim prawie nie będą wprowadzać upraw genetycznie modyfikowanych” – napisał ambasador.

Robili, co mogli

Dalej Ashe opisuje starania na rzecz popularyzacji GMO. ”Przedstawiciele ambasady wystosowywali oświadczenie, współpracowali z prasą, nawiązywali kontakty z liderami opinii i oferowali analizy. Misja w Warszawie, wspierana głównie przez Program Rynków Wschodzących Departamentu Rolnictwa, ale także przy udziale środków z funduszu popularyzacji biotechnologii Departamentu Stanu, zorganizowała spotkania z rolnikiem z Hiszpanii Jose Luisem Romeo (maj 2008), czeskim rolnikiem Vitezslavem Navratilem (wrzesień 2008), przedstawicielami Amerykańskiego Stowarzyszenia Ziarna Sojowego (październik 2007, luty 2008 i wrzesień 2008); organizowano seminaria z lokalnymi liderami w Poznaniu, Opolu i w okolicach Warszawy, na których pojawiało się nawet do 200 uczestników. Doradcy rolniczy przejechali pięć tys. mil spotykając się z regionalnymi decydentami politycznymi, kadrą akademicką, dziennikarzami, lokalnymi organizacjami i producentami” – relacjonował dyplomata.

Jak dodawał, duże nadzieje były wiązane z wizytą prof. Alana McHughena z University of California, Riverside, we Wrocławiu i w Warszawie, która zaplanowana była na październik 2008 r. „Książka dr McHughena >>Pandora’s Food Basket<< została przetłumaczona na polski pod zmienionym tytułem >>Genetycznie modyfikowana żywność: co konsument powinien wiedzieć<<. Pracownicy ambasady entuzjastycznie podchodzą do tej wizyty, ponieważ ds. McHughen jest bardzo chętny do dyskutowania pewnych minusów tych technologii. W ujęciu dr McHughena pozytywne cechy biotechnologii przeważają jednak nad negatywnymi” – pisał Ashe.

W pladze nadzieja

Ashe podkreśla jednak, że w jego krucjacie są powody do optymizmu. „Aktywnie działa koalicja na rzecz biotechnologii. W porozumieniu z branżą nasiennicza Koalicja na Rzecz Nowoczesnego Rolnictwa nakłania lokalne władze, aby robiły więcej w kwestii edukacji i obrony biotechnologii. Biotechnologia jest dla polskiego rolnictwa kwestią >>być albo nie być<<. Kraj jest nękany potężną plagą omacnicy prosowianki, szkodnika, który rocznie niszczy uprawy kukurydzy o wartości 400 mln dol; takim stratom z łatwością mogłaby zapobiec kukurydza Mon 810 Bt, dostępna w sprzedaży. Polscy producenci obsiali 3000 hektarów, a według niektórych źródeł nawet 5000 hektarów kukurydzą tego typu, zakupioną w sąsiednich Czechach. Producenci zdają sobie sprawę z tego, że muszą ciąć koszty i martwią się prognozami coraz wyższych kosztów produkcji oraz spadającymi cenami skupu. Martwi ich także nowy trend w polskim biznesie rolniczym: Polska stała się importerem wieprzowiny netto a krajowe pogłowie trzody chlewnej osiągnęło poziom najniższy od 23 lat. Polska jest nieefektywnym producentem wieprzowiny, a granice kraju są otwarte dla wieprzowiny od bardziej efektywnych producentów zachodnioeuropejskich” – wyliczał” – jak podaje Serwis TVN 24.

Źródło: ekolandpolska.pl, TVN 24, tvn24.pl.

Komentarze

komentarze