Nexteer w Tychach portierniaSkandaliczne zachowanie władz firmy „Nexteer” podczas „Dnia rodzinnego” to tylko wierzchołek „góry lodowej”. Ochrona odbierała dzieciom pracowników baloniki z logo „Solidarność”. Arogancja i buta szefów, czyli „witajcie w naszej bajce”. Wydawałoby się, że takie sceny można już tylko oglądać w filmach i na archiwalnych zdjęciach. Jednak okazuje się, że dyrekcja tej „wspaniałej” firmy ma „inwencję”, bo najpierw zaprosiła swoich pracowników na coroczny piknik rodzinny organizowany na terenie fabryki, a gdy ci się zjawili nie chciała ich wpuszczać. Ta kuriozalna sytuacja, powinna posłużyć „Solidarności” za sygnał ostrzegawczy, bo zapewne została celowo zainicjowana, aby pokazać pracownikom kto rządzi w tym zakładzie. Czy jednak to wszystko było zgodne z prawem? O łamaniu zasad współżycia społecznego, swobód obywatelskich i dialogu z pracodawcą dziennikarz portalu Pressmix rozmawia z Mirosławem Grzywą z działu rozwoju związku Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność, oraz Izabelą Będkowską – przewodnicząca komisji zakładowej „Solidarności” w Bitron Poland.

Organizatorzy akcji balonik i gazetaZanim przejdziemy do rozmowy warto przypomnieć, że w 2011 roku w tyskim „Nexteerze” przeprowadzony został legalny strajk ostrzegawczy. Kilka dni później Grzegorz Zmuda został dyscyplinarnie zwolniony z pracy. Po trwającym kilkanaście miesięcy procesie Sąd Rejonowy w Tychach przywrócił Zmudę do pracy i zasądził na jego rzecz odszkodowanie. Jednocześnie 7 lutego 2013 roku wyrok podtrzymał Sąd Okręgowy w Katowicach, oddalając apelację zarządu firmy w tej sprawie. Jednak gdy 11 lutego przewodniczący stawił się w pracy, otrzymał kolejne wypowiedzenie. Akcja związkowców z Regionu Śląsko-Dąbrowskiej NSZZ Solidarność – balonik dla dziecka i gazetka związkowa dla rodzica – była pokojowym protestem „Solidarności” zorganizowanym w Tychach ze względu na notoryczne łamanie prawa przez dyrekcję Nexteer Automotive Poland.

Krzysztof Sitko: Szanowni Państwo, rozdajecie przed Nexteer Automotive Poland baloniki z logo „Solidarności”, które bardzo chętnie zabierają dzieci, jednak ochrona ich nie wpuszcza, odbiera im baloniki lub ewentualnie karze zanieść do samochodu. Co jest tego powodem?
Dzieci odbierają balonikiIzabela Będkowska: Nie rozumiemy postępowania pracodawcy, gdyż każde dziecko cieszy się kiedy dostanie balonik i jest to fajna niespodzianka, fajny prezent, który w dodatku cieszy. Nie rozumiemy takiego postępowania.

Czy w innych zakładach, w czasie firmowych „Dni Rodzinnych”, tak pięknie wprowadzanych w Polsce, panują takie same obyczaje?
Mirosław Grzywa: Niestety, spotykamy się tutaj w Tychach przed „Nexteerem” z pierwszym takim przypadkiem w regionie śląsko-dąbrowskim, kiedy tak naprawdę balonik z logo Solidarności dla dyrekcji tej firmy jest tym, czym być nie powinien, czyli mówi się wprost – powinien być zakazany. Jeżeli ten balon zostawisz w samochodzie, wtedy można się bawić w firmie Nexteer, jeżeli nie – nie masz prawa wstępu na „Family Day”.

Zachowanie dyrekcji Nexteer Automotive Poland nie przypomina przypadkiem czasów z okresu komunizmu, czasu stanu wojennego, kiedy za Solidarność ginęli ludzie, nie wpuszczano do kina, teatru, zamykano w więzieniu?
M.G.: Panie redaktorze, to jest w tej chwili już kuriozalna sytuacja, bowiem jest jeszcze gorzej niż za komuny dlatego, że w tej chwili żyjemy ponoć w demokratycznym państwie, a łamie się podstawowe prawa jeżeli chodzi o możliwość organizowania się, czyli prawo do zrzeszania się, co mamy zagwarantowane w Konstytucji RP. Niestety rząd nie zwraca na to zupełnie uwagi i to boli. To boli, że w demokratycznym państwie, w Polsce, która należy do Unii Europejskiej, nie przestrzega się międzynarodowych przepisów. Mało tego, rząd nie reaguje na tego typu praktyki.

Pani w Bitronie, przeprowadziła strajk generalny. Kobiety zablokowały fabrykę i uzyskały swoje postulaty, zrealizowano wasze żądania. Czy tutaj w „Nexteerze”, nie można wykonać tego samego ruchu? Czy nie można wesprzeć w jakiś sposób Grzegorza Zmudy, który pomimo, że został przywrócony do pracy prawomocnym wyrokiem sądowym, to ponownie został zwolniony i tak naprawdę pracodawca prowokuje śmiejąc się w twarz ironizuje „a co mi za to zrobicie?”
I.B.: To jest ewidentny przykład tego, że pracodawca nie szanuje i nie toleruje związków w firmie Nexteer Automotive Poland. Ludzie są tutaj zastraszeni, jednakże widać, że wierzą w sprawiedliwość, wierzą w Grzegorza i są razem z nimi. Oczywiście, że go wspieramy i to nie tylko jako „Solidarność” z Bitron, nie tylko jako region śląsko-dąbrowski. Będziemy z nim zawsze, nie patrząc na to czy będzie dobrze czy też źle- my zawsze jesteśmy razem. Jesteśmy z nim solidarni i będziemy do końca, niezależnie od tego jaki byłby efekt końcowy – czy pracodawca nadal będzie się znęcał czy też nie. Drodzy Państwo, jak patrzę na miny dzieci, gdy są uśmiechnięte, przychodząc do nas po balony i za chwileczkę mają w oczach łzy, że te balony im się odbiera, to moim zdaniem coś jest nie w porządku. Nie wiem w jaki sposób pracodawcy przeszkadza taki balon, czy tak się wstydzi, że ma związki na zakładzie? Nie rozumiem tego.

Miałem okazję zwiedzać ten zakład z przewodnikiem. Znajdowały się tam piękne hasła typu „integracja”, „wysokie standardy”. Czy to są te wysokie standardy Nexteer Automotive Poland, że po pierwsze – dyrekcja tej firmy nie przestrzega polskiego prawa, a po drugie – ogranicza swobody obywatelskie, po trzecie – zabrania manifestowania swojej przynależności do związków zawodowych, związków wyznaniowych, ewentualnie partii politycznych?
M.G.: Dopóty będzie przyzwolenie państwa i rządu na tego typu praktyki, boje się, że może dojść do eskalacji tego typu działań ze strony różnych pracodawców. Widzę tutaj bezsilność państwa, bo przecież są dwa wyroki sądów w sprawie przywrócenia Grzegorza Zmudy do pracy i nic się w tym temacie nie dzieje. Oczywiście nie pozostawiliśmy go samemu sobie, bardzo dobrze ujęła to wcześniej koleżanka, ponieważ my go naprawdę cały czas wspieramy. Teraz kolejny etap jeśli chodzi o Sąd Pracy. Nie mniej jednak w dalszym ciągu Grzegorz Zmuda jest bez pracy. W Polsce, w momencie kiedy jest proces przed Sądem Pracy, nie można podjąć legalnego zatrudnienia, więc z czego ten chłopak ma żyć? On ma rodzinę i proszę zauważyć, że nikogo to nie interesuje. Smutno jest to, że w dobie dzisiejszych czasów, zaczyna to być już pewną praktyką. My w tej chwili mieliśmy okazję organizować ludzi w „Lidlu” I proszę sobie wyobrazić, że dochodzi do tego typu sytuacji, gdzie inwigiluje się pracowników – kto należy, kto nie. W momencie kiedy jesteś już napiętnowany przez tę „Solidarność” to możesz tę pracę stracić, niestety.

Czy ta impreza jest organizowana po to, aby się cieszyć z tego powodu, że Grzegorz Zmuda został zwolniony z pracy? Co Pani o tym myśli? W miejscu gdzie odbywa się festyn, piknik są suto zastawione stoły, a można powiedzieć, że dzieci Grzegorza Zmudy przymierają głodem. Czy tak powinna Polska wyglądać? Czy tak firma Nexteer Automotive Poland powinna „dbać” o swoich pracowników?
I.B.: Zdecydowanie nie. Jest to kolejny dowód, że pracodawca łamie prawo związkowe, prawo pracownicze i prawo do zrzeszania się. Nie wyobrażam sobie w moim zakładzie takiej sytuacji, gdzie pracodawca odsuwa związki zawodowe na bok i cieszy się tylko tym, że on jest. U nas w tym momencie wygląda to tak, że przede wszystkim ze sobą rozmawiamy, prowadzimy tak zwany dialog. Musiało się coś wydarzyć, żeby do tego doszło. Wydaje mi się, że nie raz podjęcie tak drastycznych kroków jest potrzebne i tutaj również Powinno się to zakończyć jak najszybciej. Jeżeli pracodawca nie jest w stanie tego zrozumieć, to może jeżeli nie argumentami, to w inny sposób można go przekonać.

Czyli co może być takim argumentem ze strony regionu śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”? Pytam Pana jako przedstawiciela działu rozwoju związku. Co wy możecie zrobić? Czy można zablokować wjazd do tego zakładu, zablokować drogi dojazdowe? Czy można kogoś poinformować, żeby ktoś w końcu tę skorupę ruszył i rozbił ten „beton milczenia”, który zapanował w sprawie Grzegorza Zmudy?
M.G.: W tej chwili jeżeli chodzi o sprawę Grzegorza Zmudy, to Solidarna Polska podjęła działania, które są związane z pomocą, aby ten proces decyzyjny w sprawie Grzegorza nabrał tempa. Niestety na razie widocznych efektów nie widać. Co możemy zrobić? Na pewno, biorąc pod uwagę przepisy prawa, musimy stać na straży tego prawa. My sobie nie możemy pozwolić na tego typu działanie, które są na przykład dzisiaj zaprezentowane przez pracodawcę, ponieważ od razu rozniosłaby się na całą Polskę wiadomość, że nie przestrzegamy tego prawa. Więc to co przewiduje ustawa o związkach zawodowych, to właśnie to możemy zrobić i nic ponadto. Dlatego, że w momencie gdybyśmy podjęli jakieś działania niezgodne z prawem, to będziemy musieli ponosić tego konsekwencje, a na to związku zawodowego nie stać.

Solidarność szykuje, o czym mówił Piotr Duda, strajk generalny w Warszawie. We wrześniu ma się zjechać ponad milion związkowców. Czy jednym z postulatów przy tym strajku generalnym nie powinno być to, że nie może być zgody na łamanie prawa, wyrzucanie przewodniczących, ludzi pod ochroną, ludzi, którzy tak naprawdę mają być tymi strażnikami demokracji w zakładach, w polskim państwie? Czy przykład Grzegorza Zmudy, który nie jest jedyny i odosobniony w Polsce, nie jest takim ostatnim dzwonem na to, żeby „Solidarność” powiedziała takim działaniom „stop!”?
I.B.: Oczywiście, że tak. My musimy tę informację głośno rozprzestrzeniać, mówić, że dzieje się źle, że to jest poszerzane i taka sytuacja ma miejsce nie tylko w Tychach, ale również w innych miastach i jeżeli w miarę wcześnie nie zostanie to zniszczone i nie powstrzymamy tego złego działania, to stanie się to tradycją, normalną, zwyczajną w całej Polsce.

Nie oddamy Baloników

Komentarze

komentarze