Jadwiga ChmielowskaWładza się boi tego co się stanie, gdy cały naród z wielu miejsc, miast i wioseczek przyjdzie na pogrzeb Rotmistrza Witolda Pileckiego do Warszawy. W Polsce blogerzy przejmują rolę dziennikarzy zawodowych – Dziennikarz nie kreuje rzeczywistości, on ją ma tylko i wyłącznie pokazywać i docierać tam, gdzie zwykły obywatel nie może dotrzeć. To jest podstawa zawodu dziennikarskiego i nie wolno mu kreować, on powinien pokazywać fakty. Pokazywać prawdę – mówi portalowi Pressmix Jadwiga Chmielowska. – Media głównego nurtu bardzo często nie są mediami informacyjnymi czy publicystycznymi, ponieważ to jest czysty PR – podkreśla legenda śląskiej Solidarności Walczącej, publicystka „Warszawskiej Gazety”, dziennikarka telewizyjna i skarbnik Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. – Wielu dziennikarzy pracuje na zamówienie, czyli są najemnikami i powiem jeszcze gorszą rzecz. W tej chwili sądy zamykają usta dziennikarzom i straszą ich – stwierdza Jadwiga Chmielowska – była opozycjonistka ścigana listem gończym za walkę z komuną jeszcze po 1989 roku – w rozmowie z Krzysztofem Sitko.

Krzysztof Sitko: Pani Jadwigo, to co dzieje się obecnie w Polsce, to co dzieje się w mediach – dzielenie kawałeczka tortu, który został tak naprawdę mediom niezależnym na jeszcze mniejsze kawałki – jest dobrym rozwiązaniem?
Jadwiga Chmielowska: Osobiście uważam, że im więcej jest rozgłośni radiowych, im więcej jest telewizji po naszej stronie, czyli po stronie obywatelskiej, społecznej, tym jest lepiej. W społeczeństwie bywa takie przeświadczenie, że jeśli Newsweek, Gazeta Wyborcza, Wprost piszą to samo, jeśli TVN, wiadomości TVP, Polsat, mówi to samo, to faktycznie tak jest. Więc żeby się przeciwko temu bronić, warto pokazywać jak jest faktycznie, jak faktycznie rzeczywistość wygląda. Dziennikarz natomiast nie kreuje rzeczywistości, on ją ma tylko i wyłącznie pokazywać i docierać tam, gdzie zwykły obywatel nie może dotrzeć. To jest podstawa zawodu dziennikarskiego i nie wolno mu kreować, on powinien pokazywać fakty. Pokazywać prawdę. Jeśli z naszej strony są różne media to tym lepiej, ponieważ społeczeństwu pokazujemy rzeczywistość czasami z różnych stron, jednak ona jest taka sama. Fakty są cały czas faktami, bo one były i miały miejsce i wtedy widz bądź czytelnik widzi, że jeśli ten i tamten tak pisze czy pokazuje, to znaczy, że faktycznie tak chyba jest.

Ale Pani Jadwigo co to znaczy „po naszej stronie”? Czy dziennikarze muszą stać po jakiejś stronie?
– Po stronie społeczeństwa, narodu, po stronie obywateli. Czyli po stronie prawdy i pokazywać tym samym rzeczywistość, a nie po stronie PR-u. Przecież media głównego nurtu bardzo często nie są mediami informacyjnymi czy publicystycznymi, ponieważ to jest czysty PR. Mało tego, w tej chwili mają być zwolnieni wszyscy pracownicy twórczy w telewizji jakimi są dziennikarze, montażyści, operatorzy, dźwiękowcy i wiele grup tak zwanych „twórczych”. Mają przejść do firmy zewnętrznej i poprzednia ustawa mówiła, że mają być usługi dziennikarskie, czyli nie będą pracować z własnym sumieniem i tym co widzą, co słyszą i to przekazywać, tylko mają działać na zamówienie. Przykładowo – idziemy do fryzjera i zamawiamy sobie strzyżenie z grzywką, lub na przedziałek. W związku z tym, że fryzjer wie, że będziemy wyglądać potwornie, to i tak musi obciąć jak kazał mu klient na własne życzenie. Wielu dziennikarzy pracuje na zamówienie, czyli są usługodawcami i powiem jeszcze gorszą rzecz. W tej chwili sądy zamykają usta dziennikarzom i straszą ich. Przykładem niech będzie sytuacja, kiedy kolega Szymborski napisał tekst, że pewien mężczyzna z Dziennika Zachodniego był zarejestrowany jako tajny współpracownik i oskarżył go w procesie cywilnym. Szymborski nie dostawał wezwań, ponieważ teraz osoba oskarżająca podaje jakiś adres i to nieważne, że dana osoba pod tym adresem nie mieszka, bo przecież podaje się adres zameldowania i najważniejszy – adres do doręczeń. Poczta wracała, a sąd nie zadał sobie trudu aby to sprawdzić, a przecież bardzo łatwą rzeczą jest dotrzeć do każdego dziennikarza. W związku z tym Szymborski został skazany w drugiej instancji klauzulą natychmiastowej wykonalności i to go będzie kosztowało 20 tysięcy złotych. Sąd skazał go za to, czego nie zrobił, ponieważ Chyliński go oskarżył za to, że nazwał go ubekiem, czy tajnym współpracownikiem. Szymborski podał tylko i wyłącznie następującą informację: „był zarejestrowany, pod następującym numerem, pod danym pseudonimem i był wykorzystywany w sprawach operacyjnego rozpoznania”, ale nie zostało wyraźnie napisane, że „donosił na wszystkich swoich kolegów z radia, z telewizji i prasy”. Tego zdania nie było, a za to został skazany. Doszło do tego, że wydawcy nie chcą bronić swoich pracowników, czyli dziennikarz będzie musiał milczeć nawet wtedy, jeśli będzie wiedział o faktach, to nie poda żadnych informacji. To jest niebezpieczeństwo dla prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa, bo człowiek dokonując jakiegokolwiek wyboru powinien o wszystkim wiedzieć. Dziennikarz powinien szukać czy dana firma jest wiarygodna lub też nie i podawać fakty. Jeśli ludzie tego nie wiedzą, to dokonują wyboru po omacku. W tej chwili Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zdecydowało się powołać fundację Solidarności Dziennikarskiej, więc będziemy się zajmować ludźmi starszymi, którzy mają w tej chwili głodowe emerytury, bo kiedyś przecież pracowali jako honoracyjni, a część z nich została wyrzucona w latach 80. więc nawet nie pracowali. Będziemy zbierać fundusze i ewentualnie będziemy pomagali przez zatrudnienie takim dziennikarzom, którzy będą mieli wyroki, o których tak naprawdę nie wiedzą. Jakie to jest państwo prawa, jeśli sąd może skazać człowieka, który w ogóle o tym nie wie, że przeciwko niemu prowadzone jest jakiekolwiek postępowanie?

Czyli wracamy z powrotem, tak jak w czasach stalinowskich, do sądów kiblowych?
– Chyba tak. Ja mam wrażenie, że w tej chwili mamy PRL-bis. Nie ma to nic wspólnego z III RP, która nam się kojarzyła z przedłużeniem II RP i w związku z tym mamy państwo, które jest dalekie od państwa prawa. Istnieje teraz nawet nazwa „rozgrzany sędzia”. Dziennikarz rejestruje proces sądowy historyczny czyli esbeków, milicjantów, którzy zabili ucznia. Sędzia mu karze wyłączyć kamerę, a przecież tam powinny być różnego rodzaju telewizje i rejestracja z archiwum państwowego, żeby to doszło do widzów i słuchaczy, ale druga rzecz to zachować dla potomności. Przecież my mamy zdjęcia z procesów na przykład rotmistrza Pileckiego, Pużaka i tak zwanej „szesnastki” – te zdjęcia są. Wprawdzie wtedy nie było możliwości rejestrowania, filmowania czy nagrywania tak jak teraz, a w tej chwili przecież są takie możliwości techniczne, że to powinno być wszystko zarejestrowane. Jednak sędziowie boją się, że wyjdzie po prostu na jaw fakt. że oni są jak się powszechnie nazywa – „rozgrzani”.
Przykładem może być sprawa Adama Słomki. Nie dość, że sąd nakazał mu wyłączyć kamerę, to za nieposłuszeństwo skazał go jeszcze na areszt. Właśnie to jest chyba jednak największym skandalem. Jednak w tej sytuacji dziennikarze głównego nurtu, o których już tu Pani wspominała, nie zainteresowali się tym tematem. Czyli oni nie widzą problemu tak naprawdę?
– Problem jest podstawowy. W PRL-U 48, a teraz 5 dób. Czyli nie dwa dni siedzenia w areszcie, tylko pięć dni i to był przecież dziennikarz, bo on pracował wtedy dla „Wolnego czynu”, w gazecie, która jest internetową gazetą i wydają też raz na jakiś czas wydanie papierowe i trudno mi jest w tej chwili powiedzieć czy to jest miesięcznik, czy kwartalnik. Ale mają też jak na portalach i w telewizji: zapis dźwiękowy, więc on jest dziennikarzem. Jakiś czas temu był nawet członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, ale z tego co wiem to przestał płacić składkę, więc musiałby teraz zapłacić za 1,5 roku aby go przywrócono z powrotem.

Dziennikarze głównego nurtu jakoś nie zainteresowali się tym tematem. Nie interesują się tym, że tak naprawdę zamyka się usta wszystkim dziennikarzom, bez względu na to czy mówi się , że są z pierwszego obiegu z głównego nurtu, czy spoza obiegu, trzeciego, czwartego, piątego i dziesiątego czy też z podziemia. A jednak do nich też się dobierają, bo teraz po publikacji „Wprost” o pożyczanych przez Sławomira Nowaka zegarkach, minister żąda od wydawcy kwoty 30 milionów, która ma być przeprosinami. Mało tego, żąda zabezpieczenia jako zastawu tytułu tygodnika, aby go nie można było sprzedać. Czy to nie jest jeszcze dla dziennikarzy jasny sygnał, że jest niedobrze i może być jeszcze gorzej?
– Ja uważałam zawsze, że głupota ma swoje granice. Koledzy mi tłumaczą, że jest bezdenna. Myślą, że akurat im się uda, a ja już wiem jak to się skończy – prasą bezdebitową. No bo znowu zaczniemy na sitach, drukarkach, kserografach drukować, rozsyłać mailami, umieszczać na amerykańskich portalach i pod pseudonimami. To dalej będzie funkcjonować. Przecież już teraz blogerzy przejmują rolę dziennikarzy zawodowych. Ja po „piórze” wiem kto to pisze. To piszą dziennikarze zawodowi, którzy z pewnych względów boją się podawać nazwisko. Ja piszę zawsze pod swoim nazwiskiem, ale to z innych względów. Po prostu się nie boję, no bo cóż mi mogą zrobić. Poza tym to oni powinni się bać prawdy, a nie my.

Czyli co? Znowu zejdziemy do podziemia tak jak w latach 80.? Tusk ogłosi stan wojenny i nie tylko w Platformie Obywatelskiej, jak to zapowiedział. Jeśli ta walka wewnętrzna się nie skończy na posiedzeniu zarządu PO? Będzie w Polsce stan wojenny bis i Donald Tusk będzie tym despotycznym „przywódcą” jak kiedyś generał Jaruzelski?
– Nie mam pojęcia co się dzieje w Platformie, zwłaszcza na tych wyższych stołkach. Nie sądzę, żeby stan wojenny wprowadził, chociaż ta ustawa umożliwiająca sprowadzenie tu na przykład Specnazu rosyjskiego, mogłaby o tym świadczyć. Wiem, że oni się boją, no bo coraz bardziej pruje się mit „pancernej brzozy”. Zdają sobie sprawę, że nawet jeśli nie są winni w tym zamachu, bo być może tak jest, ale nawał kłamstwa, który cały czas był rozprzestrzeniany, gdzie ludziom wmawiano właśnie tę „pancerną brzozę”, może powodować lęk przed odpowiedzialnością. Tak naprawdę nikt nie kazał im kandydować, nikt nie kazał być ministrem, premierem, posłem, wójtem, burmistrzem. Wszyscy, którzy zdecydowali się na to kandydowanie powinni wiedzieć, że nie kandyduje się gdy nie ma się kompetencji. Ja nie idę tańczyć do baletu, bo jestem troszeczkę za tłuściutka i za stara, więc jeśli ktoś nie ma możliwości intelektualnych i wiedzy fachowej i doświadczenia, nie zajmuje się rzeczami, które go przerastają. To powinno dotyczyć wszystkich II RP – przepis, że za kręcenie lodów osób na stanowiskach publicznych, państwowych, groziła kara śmierci i tych lodów nie kręcono, tak jak kręci się w III RP.

Jednak w III RP za kręcenie lodów się nagradza, między innymi Beata Sawicka w głośnym procesie zatrzymana przez CBA, została uniewinniona, mało tego media głównego nurtu podają, że prawdopodobnie – bo tak mówią jej adwokaci – będzie żądała odszkodowania od budżetu państwa w kwocie 500 tysięcy, czyli prawie dwa razy więcej niż wzięła łapówki. Patrząc na te sondaże, na których nie można się opierać, Tusk trzyma się dzielnie. Czy Polacy już tak zostali uśpieni, tak zostały im te mózgi sprane, wymienione na jakieś chipy elektroniczne, że nie widzą tego co się w Polsce naprawdę dzieje?
– Wielu ludzi boją się przyznać sami przed sobą – „pomyliśmy się, byliśmy głupi, daliśmy się oszukać” i oni grają dalej, że „nie, na pewno nie byłem takim idiotą, Tusk na pewno jest dobry”, po prostu się boją. Ludzie nie zdają sobie sprawy co zrobiono, po prostu po 89 roku, powiedziano ludziom tak „wy się nie zajmujcie polityką, my się wszystkim zajmiemy”. To jest tak jakby ktoś do naszego domu przyszedł, otwieramy drzwi, nie znamy w ogóle gości, wchodzi pięciu typków i mówią „słuchaj, ty się niczym nie zajmuj, tu masz telewizorek, puszczamy ci rewelacyjne filmy – oglądaj, a my będziemy wszystko za Ciebie robić – pracować, gotować, sprzątać. Po prostu zajmiemy się wszystkim”. W pewnym momencie się oglądamy i widzimy, że nawet kable ze ściany są wyprute i tak właśnie zrobiono z Polską. Zniszczono przemysł, zniszczono edukację, zniszczono całym kraj, czyli tak jak mieszkanie, z którego wypruto nawet kable.

A więc co trzeba zrobić? Młodzi ludzie się buntują, pokazał to zwłaszcza protest ACTA, teraz powstają różnego rodzaju ruchy obywatelskie: pospolite ruszenie, narodowe, inicjowane są protesty przeciwko Indesit, zakamuflowane ACTA. Czy to jest może lekarstwo dla Polski, czy akcja Platformy Oburzonych Kukiza i Dudy popularnie i skrótowo ujmując, to jest jakieś rozwiązanie? Jednomandatowe Okręgi Wyborcze to jest lekarstwo na całe zło?
– Jednomandatowych Okręgów Wyborczych bałabym się. Powiem dlaczego – jeśli ma się duże pieniądze, to ja jestem w stanie wykreować jako posłankę Ramonę Jackowską. Był koń kiedyś w Rzymie w senacie, to może być i Ramona Jackowska jako pani poseł. Po prostu ludzie się nie znają. Następuje zbyt duża atomizacja społeczna. To nie jest tak, że 60 tysięcy wyborców jesteś w stanie poznać wszystkich w swoim okręgu. Ludzie zostali przemieszani. Przecież 1/3 terytorium straciliśmy w wyniku drugiej wojny światowej, sowieci zagarnęli, przesiedlili ludzi i nie ma już takiej możliwości, że znamy kogoś od pokoleń, że jego pradziadek był w porządku, jego prababcia była w porządku to jest duża szansa, że i on będzie w porządku. A jeśli ktoś nie był w porządku, to kolejne pokolenia musiały odpracowywać. Więc tego nie ma. Przy takiej atomizacji obawiam się, że byłaby to wolna amerykanka, czyli mielibyśmy Gawronika, Stokłosę i jeszcze parę innych, jak i panią Sawicką. Nazwisko jest znane i nieważne czy dobrze mówią, czy źle – tylko żeby gadali. Widzi Sawicka na liście i kreśli. Mieliśmy to jak Tusk był na liście i trafił do Europarlamentu, a jak był Kaczyński na liście, to przeszedł no bo ludzie pomyśleli „aha, Kaczyński”. To nieważne, że inne imię, że się coś komuś pokręciło, więc głosował.

Czyli co musimy zrobić?
– Zdecydowanie należy doprowadzić do samoorganizacji społeczeństwa, czyli: wszystkie kluby, klubiki, stowarzyszenia choćby przyjaciół mostku na rzece pod wsią, jest istotne. To powoduje wyzwolenie energii społecznej i poznawanie przywódców, czyli wyłania się w ten sposób elita, że jest ktoś kto chce poświęcić swój wolny czas dla wspólnego dobra, dla zbudowania tego przykładowego mostku. W ten sposób jeśli na danym terenie zaczną ze sobą współpracować wszystkie klubiki, stowarzyszenia, organizacje itd. to społeczeństwo jest w stanie się skonsolidować, poznać się. Musimy jakby wrócić po śladach, zresztą Andrzej Gwiazda o tym mówi, jak się zgubisz w lesie – wracaj po śladach do miejsca, w którym byłeś, czyli coś takiego jak w 80. roku. Samo się społeczeństwo zorganizowało, mając na myśli stowarzyszenia w zakładach pracy. Ja nawet mam podejrzenie, bo jestem podejrzliwa, że zlikwidowano duże zakłady pracy żeby nie było tej konsolidacji, bo ludzie się tam znali. Pracowali kilka lat ze sobą i wiadomo było nawet jak z drugiego wydziału, no to zawsze się znalazł kumpel, który tam znał. W tej chwili tego nie ma. Proszę zobaczyć, że ten sygnał likwidacji przyszedł w 88 roku w listopadzie i walnięto w Stocznię Gdańską.

Kto może doprowadzić do zmian?
– Musi powstać nowa elita i mało tego, musi się uaktywnić młodzież. W 80. roku rewolucję robili ludzie 30-latkowie, z tym, że tych dwudziestoparolatków była większość. Czterdziestolatkowie i starsi stanowili może 10% tego całego ruchu. Mam nadzieję, że teraz młodzi ludzie w końcu się obudzą. Nie można wszystkich zmusić do wyjazdu, tam jest też kryzys, nie są zbyt lubiani, ale nie tylko dlatego, że są Polakami, ale zabierają miejsca pracy, więc te partie nacjonalistyczne w różnych krajach w rzeczywistości mają pożywkę, bo nie chcą obcych, bo chcą miejsca pracy dla swoich i mają w sumie rację. Sądzę, że jednak młodzi ludzie nie mają w sobie tej „autowiny”, czyli „byłem głupi i dałem się oszukać”….

… nie mają tak zwanego grzechu pierworodnego.
– Tak. Ci którzy nie mają tego kaca „jaki ja byłem głupi”, bo oni w tym nie uczestniczyli, mieli po kilka lat. Oni nie dali się nabrać, że ci ludzie po prostu zaczną to wszystko zmieniać. Mam synów dwudziestokilkuletnich i przyprowadzają swoich kolegów i koleżanki do domu i ja widzę, że wśród młodych nie ma ani chęci ćpania, ani chęci myślenia typu Kendell czy Genda. Oni są normalni i całkiem zdrowi. Oczywiście jest to część tej elity młodzieży i muszę niestety przyznać, że im bardziej wykształcona uniwersytecko młodzież, tym głupsza. Politechnika jest zdrowa. Wykształcenie średnie, o zobaczmy – ruch kibicowski. To są jeszcze normalni mężczyźni, którzy mają testosteron i oni chcą walczyć, im krew buzuje, a reszta to takie „mamlaki”, którym zabito myślenie. Tresują ich, że na przykład w egzaminach nie zdajesz tak jak myślisz i dyskutujesz o jakiejś książce, tylko wpisujesz się dokładnie w kanon tego, czego od Ciebie oczekuje egzaminator, czyli masz tak odpowiedzieć jak sądzisz, że ktoś by tak chciał. To jest mentalność niewolnicza. Niewolnik dopasowuje się z myśleniem do swojego pana. W tym wypadku panem jest egzaminator. Natomiast ci ludzie, którzy się na to nie godzą mają kłopoty w nauce, no bo mają, bo on widzi, że to jest jakaś fikcja, że nie może mówić wbrew logice i dlatego uważam, że właśnie ruch kibicowski jest tym takim nurtem najbardziej zdrowym. Zresztą kiedyś powiedziałam 13 grudnia 2009 roku, że jak widzę te lansowanie narkotyków, „siema, róbta co chceta” , to ja już od takiej pseudointeligencji wolę po prostu kiboli, bo ja rozumiem co oni mówią i oni rozumieją co ja do nich mówię. Są patriotami i to widać, przecież ile wysiłku potrzeba żeby zrobić taką oprawę na stadionie!

Czy nie ma obawy, że młodymi ludźmi będą służby specjalne manipulowały?
– Właśnie tego obawiam się że, młodymi ludźmi służby będą manipulowały. Nie mówię o polskich służbach, ja mówię o służbach krajów obcych. Od ich agentów tutaj się roi, a nasze, które powinny dawać sobie z tym radę, a przynajmniej nadzorować, są bardzo słabe i nad tym żeby tak było, pracowały wszystkie rządy po kolei od 90 roku. Ta Polska II PRL, jak to nazywamy, jest takim państwem na niby, w którym się nie chce ludziom przejmować życiem.

Czyli słowa Stanisława Sorokowskiego, z ostatnich wydań „Warszawskiej Gazety”, jak mówi tytuł jego artykułu do dyskusji „Młodzi buntujcie się” jest naprawdę bardzo aktualny?
– Tak. Przede wszystkim, to tak poligonowo teraz mówię – jak jest front, to w okopach biega najwyżej kapitan, major już może mieć kłopoty, a jak pułkowników i generałów zagonisz do okopów, to zrobią tylko bałagan, bo się zadyszy, umrze, dostanie zawału serca i za nim będzie musiał biegać sanitariusz. Czyli pułkownicy, generałowie do sztabu, a walkę podejmują zawsze młodzi, bo starzy stanowią obciążenie. Oni mogą swoim doświadczeniem radzić, oni mogą szkolić. Nas szkoliło pokolenie naszych rodziców, czyli ludzie z Armii Krajowej, ale oni nie podejmowali walki sami, oni nas uczyli jak się ukrywać, jak konspirować z pokolenia na pokolenie, to przecież od zaborów jeszcze szło. Każde pokolenie miało swoją wojnę i ją przegrywało lub wygrywało. Wygrało te pokolenie, które walczyło w Legionach, które obroniło przed bolszewikami, które zwyciężyło w powstaniach wielkopolskich, powstaniach śląskich. To oni właśnie zwyciężyli. To było jedyne pokolenie z wielu, któremu się udało. Żołnierze wyklęci dali nam honor, że my wychodzimy z honorem, że Polacy nie godzili się z drugą okupacją, którą było wejście wojsk sowieckich do Polski. Więc oni dali nam honor i dumę, chociaż walczyli w sprawie która była przegrana. Oni wiedzieli o tym, a mimo to oni walczyli. Mojemu pokoleniu, czyli temu, które miało dwadzieścia parę lat w 80 latach, udało się wygrać. Ja to co chciałam to osiągnęłam, a komuniści musieli zrobić pierestrojkę. Pomogliśmy z Piotrem Hlebowiczem w rozwaleniu Związku Radzieckiego, bo zdawaliśmy sobie sprawę wtedy, że Polska będzie wolna kiedy tam się wszystko rozpadnie. W związku z tym wzbudzaliśmy uzyskanie Niepodległości, a nie bycia w Stowarzyszeniu Niepodległych Gospodarstw. Tę zarazę, którą udało się najbardziej wzniecić na Litwie, rozwlekliśmy po całym Związku Radzieckim.

W Polsce jednak poszliśmy na kompromis i był Okrągły Stół.
– Ostrzegałam przed Okrągłym Stołem, ostrzegałam przed Magdalenką. Mówili mi, że jestem „oszołomką” i że z ukrywania się przez te 9 lat, zwariowałam. Mówię o jakiejś Magdalence, a to jest przecież bzdura , jak ja śmiem. Później się okazało, że była Magdalenka – są zdjęcia jak panowie z Kiszczakiem chlali – a jednak naród, który ja uważam za naprawdę wielki i mądry, 4 czerwca 89 roku pokazał komunistom gest Kozakiewicza. Mało tego, pokazał też tej ekipie Magdalenkowej. Po tej drugiej stronie żaden komuch nie przeszedł, lista krajowa padła, kandydaci komunistyczni dostali 20%, a ze strony Solidarnościowej rzędu 80%, co bardzo widać było. No i co zrobili? Dali w mordę całemu narodowi, z otwartej dłoni w twarz. Wybrali kogo? Jaruzelskiego na prezydenta. Przecież to już wtedy było widać, że jest to ten sam gnój i to gnój ufundowany nie przez tamtą stronę , nie przez pana Kiszczaka, a przez pana Wielowiejskiego, Mazowieckiego, Michnika, przez tych którzy chlali w Magdalence.

Ci którzy chlali w Magdalence są teraz bohaterami, a rotmistrza Pileckiego nazywa się zdrajcą i kapusiem. Może się Pani z taka sytuacją zgodzić? W tej niby wolnej Polsce, tej Polsce, o którą tak naprawdę w latach 80 Pani walczyła i w tej Polsce w PRL-u, w której przez 9 lat się Pani ukrywała? Pani przecież jeszcze w latach 90. miała za sobą wydany list gończy.
– Pileckiego określa tak na razie tylko jeden człowiek, który działa na zamówienie i to jest bodajże literaturoznawca, więc co on może mówić o historii. W tej chwili odbędzie się pogrzeb rotmistrza Pileckiego. Najprawdopodobniej na Łączce albo w innym miejscu zostanie wykopany i władza się boi tego co się stanie, gdy cały naród z wielu miejsc, miast i wioseczek przyjdzie na pogrzeb.

Czy pogrzeb rotmistrza Pileckiego może być tym impulsem, który zapoczątkuje koniec III RP i upadek tej władzy, która tak naprawdę nie czci swoich bohaterów, nie chce uczyć historii i nie chce pamiętać o wielkiej Polsce, która przez całe lata była wielkim graczem na scenie politycznej, nie tylko Europy, ale i Świata?
– Boję się na to pytanie odpowiedzieć, bo jeśli odpowiem pozytywnie albo to co myślę, to mogą być na każdych rogatkach czołgi, które nie pozwolą wyjechać nawet z przysiółka. W związku z tym uchylam się od takiej odpowiedzi.

To dobre podsumowanie. Rozmawialiśmy z Jadwigą Chmielowską, legendą śląskiej Solidarności. Osobą, która jeszcze w latach 90. już w III RP miała wydany aktualny list gończy i była prześladowana, a do tej pory jest gnębiona i próbuje się ją szykanować. Dziękuję za rozmowę.

Komentarze

komentarze