Wprowadzone zmiany w Kodeksie Pracy to pętla na szyję pracownika

Wprowadzone zmiany w Kodeksie Pracy to pętla na szyję pracownika

Fiat Auto Poland spawalniaJuż w wakacje mogą wejść w życie skrajnie niekorzystne dla pracowników zmiany w Kodeksie pracy. Mimo protestów związków zawodowych i zastrzeżeń Biura Analiz Sejmowych, rządzący forsują kontrowersyjny projekt. Koalicja rządząca, wspierana przez organizacje pracodawców, chce na stałe wpisać do Kodeksu pracy elastyczny czas pracy. Projekt po pierwszym czytaniu zatwierdziła już sejmowa komisja nadzwyczajna. Posłowie uchwalili wydłużenie do 12 miesięcy okresu rozliczeniowego czasu pracy oraz wprowadziili m.in. zmiany w zakresie elastyczności czasu pracy. Głównym punktem wprowadzonych zmian jest wydłużenie okresów rozliczeniowych czasu pracy z 4 do 12 miesięcy. Firmy będą mogły żądać od pracowników, aby zostawali w pracy dłużej niż ustawowe 8 godzin i nie płacić im za to nadgodzin. Nadliczbowe godziny będą „oddawane” pracownikom w innym terminie.

W praktyce może to oznaczać, że w jednym miesiącu pracownik będzie pracował po kilkanaście godzin dziennie, a w innym pracy nie będzie dla niego wcale. – Te regulacje nie tylko rozbiją pracownikom życie rodzinne, ale też spowodują spadek ich wynagrodzeń. Z nieco podobną liberalizacją przepisów mieliśmy do czynienia w tzw. ustawie antykryzysowej z 2009 roku. Okazało się, że w wyniku obowiązywania jej zapisów pracownicy stracili, a pracodawcy odnotowali ogromne zyski – mówi Arkadiusz Malatyński, przewodniczący Regionalnej Sekcji Przemysłu Motoryzacyjnego NSZZ Solidarność. Motoryzacja jest jedną z branż, której pracownicy są szczególnie narażeni na negatywne skutki przygotowywanej nowelizacji Kodeksu pracy.

Rządowy projekt wprowadza również tzw. ruchomy i przerywany czas pracy. Te zapisy dopuszczają sytuację, w której pracownik w różnych dniach tego samego tygodnia będzie rozpoczynał pracę o różnych godzinach. Autorzy projektu argumentują, że rozwiązania te umożliwią pracownikom „łatwiejsze godzenie życia zawodowego z osobistym” oraz „zwiększenie przestrzeni porozumień zawieranych przez pracodawców i reprezentację pracowników”. Zdaniem pani Anny, pracownicy jednego z marketów sieci Tesco, skutek nowych regulacji będzie odwrotny. – Większość pracowników w naszych sklepach to kobiety mające rodziny i dzieci. Dziecko trzeba zaprowadzić do przedszkola i odebrać o wyznaczonej godzinie, bo potem są już dodatkowe opłaty. Kiedy starsze dziecko wraca ze szkoły, też ktoś musi się nim przecież zająć – mówi pani Anna.

W założeniu wprowadzenie elastycznego czasu pracy i wydłużonych okresów rozliczeniowych pracodawcy mają uzgadniać ze związkami zawodowymi. Jeżeli jednak organizacje związkowe nie wyrażą zgody na zmiany w systemie pracy, pracodawca będzie je mógł wprowadzić jednostronnie po uprzednim zawiadomieniu Państwowej Inspekcji Pracy.

Przeciwko kontrowersyjnej nowelizacji Kodeksu pracy od wielu miesięcy protestuje NSZZ Solidarność oraz inne związki zawodowe. Wycofanie się rządzących ze szkodliwej dla pracowników nowelizacji było m.in. warunkiem zawieszenia decyzji o przeprowadzeniu generalnego strajku solidarnościowego w regionie śląsko-dąbrowskim.

Zastrzeżenia do zapisów projektu zgłosiło również Biuro Analiz Sejmowych. Eksperci BAS skrytykowali m.in. zbyt ogólne ujęcie przesłanek uprawniających przedsiębiorców do stosowania elastycznego czasu pracy. Wskazali, że wydłużone okresy rozliczeniowe powinny być traktowane jako odstępstwo od normy uzasadnione szczególnymi warunkami. Tymczasem rządowy projekt wprowadza zbytnią swobodę w stosowaniu tego typu rozwiązań. – Pracodawcy, gdy dostaną zielone światło od rządu, na pewno chętnie z tych zapisów skorzystają. Bez względu na to, czy będzie to uzasadnione sytuacją ekonomiczną zakładu, czy też nie. Raczej nie będą się wtedy liczyć ze zdaniem pracowników, a pracownicy nie będą się mogli w żaden sposób temu sprzeciwić – podkreśla Izabela Będkowska, przewodnicząca Solidarności w Bitron Poland w Sosnowcu.

Łukasz Karczmarzyk

Komentarze

komentarze